Ljosazabojstwa – “Głoryja Śmierci” (2020)

LJOSAZABOJSTWA głoryja śmierci

Ljosazabojstwa to enigmatyczny, anonimowy projekt, który właśnie debiutuje pierwszym pełnym albumem za sprawą rodzimej Godz ov War Productions. Podszedłem do tego materiału właściwie bez emocji, podskórnie licząc na jakieś miłe zaskoczenie. Pierwsze pojawiło się jeszcze przed odsłuchem, gdy okazało się, że grupa pochodzi z Białorusi, a kto potrafi bez zastanowienia wymienić jakiś zespół z tego kraju? Może za sprawą takich płyt jak Głoryja Śmierci sprawy ulegną zmianie i scena metalowa naszych wschodnich sąsiadów przestanie być nieznanym obszarem, którym mało kto się interesuje.

Białorusini grają muzykę trudną do zdefiniowania w swej prostocie. Niby jest to mieszanka oldschoolowego black i death metalu, zagranego z pasją, werwą, pomysłem i poszanowaniem wartości, ale nie jest to takie oczywiste. Nie ma co się spierać o precyzję definicji, zwłaszcza w przypadku tak dobrej muzyki, ale Głoryja Śmierci jawi się jako znakomity przykład odświeżenia pierwotnych tradycji black metalu na death metalowym silniku. Zespół zamyka przekaz w pięciu długich utworach (w większości po dziewięć minut i więcej), ale nie ma co się nastawiać na granie zahaczające o jakieś progresywne wyżyny. To są w większości bardzo proste piosenki, które umiejętnie rozbudowano do większych rozmiarów, nie ujmując im nic z pierwotnej siły, i nie przesycając nadmiarem pomysłów. Wszystko opiera się na paru prostych riffach, podbitych galopadami lub ocierającymi się o doom metal walcowatymi marszami sekcji. Nie zabraknie zwykłych solówek czy motywów pasujących do prostych, heavy metalowych form, a także doskonałego, piekielnego, choć wyraźnego wokalu, i dodających klimatu oszczędnych klawiszowych plam.

Wszystkie składniki tego dania są sprawdzone i pochodzą z pewnego źródła. Najlepsze mięcho prosto z Włoch dostarcza Mortuary Drape, podroby i krew z niemiecką jakością Necros Christos, a o przyprawy zadbał czeski Master’s Hammer  i Malokarpatan – jego słowacki pośrednik. Wszystkie składowe trafiają do kucharza, który warzy z nich danie będące ucztą dla podniebienia najbardziej wyrafinowanych smakoszy metalowego syfu i brudu. I jest oczywiste, że nie zrobił tego zwykły wyrobnik – tu działał zdolny, śmierdzący diabeł, który pichcił w swej norze na opuszczonym cmentarzysku i tchnął w dzieło niepowtarzalny charakter całego swego brudnego jestestwa. W dodatku podał je z zachowaniem wszelkich cech należnych tak szlachetnej potrawie.

To piekielnie dobra kolacja. I choć towarzyszy jej świadomość delikatnego deja vu, to jednak wciąż potrafi rozpalić zmysły, delektować się samym procesem spożywania i dać uczucie sytości. Z niecierpliwością czekam na kolejne zaproszenie.

Ocena: 9/10

Rafał Chmura

Tagi: , , , , , , , .