Mass Insanity – “Maveth” (2019)

Trzy longplaye, parę demówek, kilkanaście lat stażu, a mimo tego o Mass Insanity dowiedziałem się stosunkowo niedawno. Nie ma się czemu dziwić, nie jest to najgłośniejsza nazwa w okolicy. Jednak nie do mnie należy rozpatrywanie powodów ciszy wobec zespołu. Wolę ciszę tę nieco zmącić i napisać co nieco o najświeższym ich wydawnictwie.

Maveth przynosi solidny i przyjemnie zróżnicowany death metal w ośmiu aktach. Z jednej strony jest niby tym, co dobrze znamy z oldschoolu, z drugiej zespół lubi się zakręcić i dorzucić wątki thrashowe, groove’owe lub nawet podchodzące pod patologię brutal death metalu. To wszystko w trochę ponad pół godziny. Za wydanie odpowiada wytwórnia More Hate Productions.

Zebranie przemyśleń o nowej płycie Mass Insanity, oraz przygotowanie do podania ich w sensownej formie, zajęło mi dość dużo czasu. Początkowo nie byłem pewny, skąd to się bierze. Album nie jest wypełniony eksperymentami, nie próbuje przesuwać granic muzyki, nie sili się na awangardę. Mimo tego, dość trudno znaleźć sensowny przyczółek do analizy muzyki. Wynika to z cechy, którą można uznać jednocześnie za plus, jak i za minus.

Maveth jest bowiem płytą szczerą. Ekipa woli spontaniczne i żywiołowe tworzenie numerów, niż zimno wykalkulowane, stworzone za pomocą wzorów teorii muzycznej kompozycje. Oczywiście rodzi to problemy. Czasami podczas odsłuchu trafiają się elementy pasujące do siebie jak pięść do nosa. Przytoczmy jako przykłady oderwane zakończenie Control Manipulate, wprowadzające zupełnie inny klimat i psujące wrażenia z wcześniejszych partii, oraz koślawy wjazd na partię solową w Cynical Worms. Niektóre elementy (When Darkness Covers The World i pomysł z zmienionym wokalem, zdarzające się tu i ówdzie riffy brzmiące trochę jak zapychacze treści) odstają jakościowo od reszty i wymagają doszlifowania. Można też przyczepić się tu i ówdzie do prostoty i schematyczności w kompozycjach.

Mędrca szkiełko i oko znajduje w płycie skazy. Mass Insanity jednak tylko czeka, aż przestaniesz nad krążkiem liczyć i teoretyzować, a zaczniesz się bawić. Wtedy błyszczy najbardziej, wciąga i wżera się w pamięć. Tym samym, Maveth świetnie sprawdziłby się na żywo. Znajdzie się tutaj i trochę melodii, dobrych pod refreny, i multum thrash/deathowych gonitw do rozbijania sobie głów pod sceną. Czasami pojawi się wyjątkowo bujający breakdown albo groove, można trafić też na rock’n’rollową zadziorność. W ostatnim Cleansation Course jest także sporo elementów klawiszowych, dodających numerowi dyskretnego posmaku ballady. Ja jednak najbardziej lubię fragmenty gdy zaczyna się blastbeatowa zawierucha lub/i brutalne biczowanie. Motyw przewodni Control Manipulate (bassdrop zrzuca ze stołka!) i tytułowy Maveth bez problemu robią z słuchacza mielone.

Mass Insanity może nie składa się z muzycznych geniuszy, ale nie sądzę żeby aspirowało do takiego poziomu. To bardzo dobrze, szczerość i działanie po swojemu wydatnie przekładają się na oryginalność płyty. Nie jest to może album, o którym będzie się mówiło przez kolejne dziesięciolecia, za to daje mnóstwo radochy, której nieliczne wady nijak nie mogą przesłonić. Chciałbym by więcej kapel tak grało.

Mass Insanity na Facebooku

Ocena: 7,5/10

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , , .