Neter – “Inferus” (2018)

Przyzwyczaiłem się już, że Satanath Records w wyjątkowo szerokich czeluściach swoich wydawnictw ma sporo raczej średnich materiałów odzianych w zupełnie nieznane mi nazwy. Tak było też w przypadku pochodzącego z Hiszpanii Neter. Pomny kilku perełek znalezionych w katalogu rosyjskiej wytwórni, i po szybkiej wizycie na MA po której zaintrygowana recenzją Inferusa brew uniosła się w górę, postanowiłem dać temu albumowi szansę.

Chciałbym tutaj napisać, że znowu byłem głupi i recenzje z archiwów po raz kolejny mnie zawiodły, ale nie byłaby to prawda. Nie spodziewałem się, że Inferus zaprezentuje się jak, w gruncie rzeczy, delikatnie upudrowany starożytnym Egiptem i zapatrzony w Behemotha za czasów Evangelion krążek. Bardzo porządnie sporządzony, dobrze wstrzelony w gust fana powyższej grupy i płyty, ale jednak produkt. Neter jest za mało ekstremalny i za ładny, by naprawdę przypaść mi do gustu. Fakt, ma swoje momenty, nie jest ich wcale tak mało. Intro i riffy zahaczające o melodeath na The Pillars Of Heracles, pierwsze wrażenia z Faceless i Primordial Entity czy niekiedy Galvanize są przyjemne w odsłuchu i potrafią nawet głową bujnąć.

Z drugiej strony nie mogę oprzeć się wrażeniu strasznej wtórności w motywach i schematach kompozycji. Na temat Atlantis Of The Sands lub The Eye Of Sirius mogę powiedzieć co najwyżej, że jest bardzo standardowe w ramach swojej niszy. Da się słuchać bez bólu, ale też niespecjalnie mnie kusi by to robić. Tym gorzej, że dość szybko Inferus zaczyna mnie nużyć i być zbyt powtarzalny. Riffy, nie dość, że zbyt często trudne do odróżnienia, są też mocno eksploatowane. Koniec końców miałem już ich dość i najchętniej przełączyłbym kolejne kawałki jeszcze przed ich końcem. Pewnie powinienem też wspomnieć też coś o egipskim klimacie, ale jest go za mało by zawracać sobie nim głowę. Ci szukający tu wrażeń z Nile albo Scarab muszą szukać dalej.

Niewątpliwym plusem albumu jest bardzo dobra produkcja. Wszystko tu leży na swoim miejscu, idealnie się zgrywa ze sobą i nie zawadza innym ścieżkom. Brzmienie instrumentów jest łatwe do wyobrażenia, jeżeli słyszałeś kiedyś Nergala z późniejszych ’00, więc dodałbym od siebie więcej smoły i ropy. Pochwalić trzeba też umiejętności muzyków i fakt, że nie wrzucają bezmyślnych solówek w każdą minutę.

Trochę sobie pomarudziłem, ale to nie tak że Neter gra źle. Inferus przeznaczony jest dla konkretnego grona metalowców i jeżeli się w nim znajdujesz, to na pewno ci się spodoba, dwa oczka oceny w górę. Ja potrzebuję więcej ohydztw i dziwactw, choć nawet mimo tego było całkiem znośnie.

Neter na Facebooku

Ocena: 6,5/10

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Tagi: , , , , , , , , , .