öOoOoOoOoOo – “Samen” (2017)

Bardzo często do redakcji docierają płyty projektów, o których nigdy wcześniej nie słyszałem. W takich przypadkach kieruję się wyborem albumu do recenzji, opierając się czy to na gatunku, jaki rzekomo zespół prezentuje, czy też pchany zainteresowaniem, jakie wywołała nazwa zespoły albo tytuł płyty. Nie inaczej było w przypadku przedstawianego materiału, bo czyż nazwa zespołu öOoOoOoOoOo nie brzmi intrygująco? Zaciekawienie wzrosło w momencie, kiedy płyta dotarła do mnie, a to za sprawą oprawy graficznej, na którą składa się fotograficzna sesja, składająca się z kilku artystycznych aktów, zarówno żeńskich, jak i męskich. Na marginesie, z wiadomych względów, załączona obok okładka to opakowanie zastępcze. Sesja została zatytułowana Samen i wygląda na to, że tworzy z niniejszym albumem spójną całość. Płyta została wydana w 2016 roku przez Apathia Records i w jej nagraniu oprócz założycielki projektu wokalistki Asphodel i multiinstrumentalisty Baptiste’a Bertranda, udział wzięli sesyjny perkusista Aymeric Thomas oraz goście – Germain Aubert na gitarze, Raphaël Verguin na wiolonczeli oraz Adrien Cailleteau grający na trąbce.

Samen jest debiutanckim albumem öOoOoOoOoOo i jest dla mnie idealnym przykładem muzyki, którą można opisać jako eksperymentalną i awangardową. Ten konkretny materiał cechuje się rzadko spotykanym eklektyzmem, łącząc w sobie elementy wielu gatunków, leżących – wydawałoby się – po przeciwnych biegunach. Prawie w każdym utworze swingujące dźwięki przeplatane są z black metalowymi gitarami i blastami czy klimatycznym, hipnotyzującymi post-rockowymi fragmentami. Od czasu do czasu zakręci nami djentowy riff bądź poderwie energetyczny hard rockowy akord. W pewnym momencie pojawia się smooth jazz czy soul, który skojarzył mi się momentalnie z twórczością Barry’ego White’a. W tle zabrzmi trąbka, smutna wiolonczela czy też syntezatorowe partie. Jasnym punktem jest Asphodel, która jest bardzo utalentowaną a zarazem odrobinę szaloną wokalistką. Spektrum barw wokalnych, jakim dysponuje, jest imponujące, nie wspominając już o tym, jak operuje swoim głosem. Tam, gdzie trzeba, nadaje mu barwę od razu kojarzącą się z paryskim kabaretem, a chwilę później przechodzi w ostry rockowy wyziew. Przekomarza się z nami dziecięcym głosikiem, aby za chwilę ryknąć rasowym growlem.

Bardzo ważną rolę w odbiorze Samen grają teksty. Odnoszę wrażenie, że stanowią one pewien koncept, chociaż trudno jest je jednoznacznie zinterpretować. W moim przeświadczeniu przedstawiają pokręconą relację pomiędzy dwoma albo nawet kilkoma osobami. A może jest to tylko jedna osoba z wieloma osobowościami? Przebija się w nich dekadentyzm i umiarkowana perwersyjność, a w połączeniu z muzyką tworzą wokół albumu aurę mroku, tajemniczości i  szaleństwa. Pomimo swingujących melodii oraz kabaretowych partii nastrój albumu jest raczej ponury.

Odsłuchiwanie Samen było dla mnie bardzo ciekawym doświadczeniem. Mogłoby się wydawać, że wielowymiarowość i wielowątkowość oraz nagromadzenie środków stylistycznych wywoła chaos i przytłoczy słuchacza. Na szczęście ze względu na panującą harmonię pomiędzy dźwiękami oraz w pełni przemyślane aranżacje zmęczenie materiałem nam nie grozi, chociaż nie będę ukrywał, że muzyka ta wymaga skupienia i zaangażowania, aby w pełni odkryć jej zalety i raczej nie ma sensu zabierać się za Samen, odkurzając mieszkanie czy puścić w tle do tzw. kotleta.  

Ocena 9/10

Łukasz

Łukasz

Ku "rozpaczy" szanownej Małżonki uzależniony od kolekcjonowania CD. Natchniony płytą pewnego polskiego zespołu oraz kryzysem wieku średniego rozpocząłem przygodę z recenzowaniem . I tak z czasem trafiłem do Kvlt. Wszelka konstruktywna krytyka mile widziana.
Łukasz

Tagi: , , , , , , , , .