Psychonaut 4 – “Neurashenia” (2016)

Jest bardzo niewiele projektów muzycznych, na których nowe wydawnictwa czekam z wypiekami na twarzy i drżeniem rąk. Zazwyczaj raczej podchodzę do krążków z rezerwą i spokojem, a parcie na jak najszybszy odsłuch interesuje mnie równie mocno co kolejna rewolucja w okolicach Zanzibaru. Nie w przypadku Psychonautów jednak. Psychonautów podziwiam i uwielbiam.  Uważam, że każde kolejne ich nagranie jest mocniejsze i bardziej dobijające niż poprzednie. Gdy tylko się dowiedziałem że gruziński zespół wydaje swój trzeci długograj, momentalnie włączył mi się tryb fanboja. I oto jest, wydane przez Talheim Records dziesięć nowych utworów i siedemdziesiąt trzy minuty powstrzymywania się od natychmiastowego zrobienia sobie krzywdy.

Nie mam zielonego pojęcia skąd Psychonauci biorą inspiracje do tworzenia tak dobijających dźwięków i mam nadzieję że nigdy się nie dowiem. Neurashenia podtrzymuje status najbardziej depresyjnego grania tej planety. Te dźwięki ociekają smutkiem, samotnością, poczuciem beznadziei i desperacji. Brzmią jakby lepsze jutro było złośliwą kpiną a ulga dostępna byłaby tylko przez wódę i prochy. Płyta zaczyna się siedmiominutowym Prolouge składającym się z ambientowych, niepokojąco-upiornych dźwięków towarzyszących smutnej melodii przewodzącej, co świetnie wprowadza słuchacza w klimat całej płyty. Płyty cholernie ponurej i dołującej. I choć Death is a Form of Art zaczyna się raczej jak typowy, nawet nie depresyjny black, po którym ciężko jest poznać że to Psychonaut 4, to później jest pełno ich charakterystycznych post-punkowych zagrywek wymieszanych z czerniną. Co okazuje się już podczas piątej minuty rzeczonego utworu. Motyw, o którym mówię utwierdził mnie w przekonaniu, że na Neurashenię warto było się nastawiać. A Sweet Decadance pokazał, że to faktycznie szczyt Psychonautowej zajebistości. Ten moloch jest okrutnie samobójczym utworem. Nie tak bardzo, jak późniejszy Bad T.RIP (nie znajduję słów do opisu końcówki), niemniej i tak słuchanie tej płyty może dla niektórych być niebezpieczne. I to nie jest czcza pochwała, tylko moja szczera opinia. Neurashenii ludzie zbyt wrażliwi słuchać nie powinni. Neurashenia wpływa na słuchacza bardzo silnie, nasącza go swoim samobójczym klimatem i zostawia go samego ponurym myślom na pożarcie. Posłuchajcie genialnego Sleeping Pills Suck i bolesnego tekstu o lekach nasennych a zrozumiecie o czym piszę.

Z punktu technicznego płyta jest wyprodukowana bardzo dobrze. Brzmienie jest adekwatne, zimne i przejrzyste. Jest także bardzo wyraźne, każdą ścieżkę łatwo wyodrębnić. I docenić, bo umiejętności muzyczne i kompozytorskie Psychonaut 4 są naprawdę świetne. Melodie i okazjonalne solówki przez nich tworzone (basowa solówka w Bad T.RIP idealnym przykładem) wieją chłodem, a kapitalny głos wokalisty dopełnia dzieła samozniszczenia. Cholera, spójrz chociażby na okładkę. Nie mogę się wypowiedzieć o layoucie, ale grafika frontowa boli prawie tak jak sama muzyka.

Jeżeli chodzi o wady to znajduję tylko jedną, niemniej całkiem znaczącą. Dipsomania całkowicie mnie wykończyła, możliwe że właśnie przez to liczyłem na coś więcej, niż dostałem. Miałem nadzieję na całkowite skasowanie pozytywnych myśli, na okrutny gwałt dokonany na optymizmie, natomiast Neurashenia jest tylko kolejną płytą świetnego zespołu. Gdyby to nie byli Psychonauci, bankowo byłem wniebowzięty. Od najlepszych jednak wymaga się najwięcej.

Niezależnie od tego, i tak mamy do czynienia z najbardziej samobójczą płytą tego roku. Nie wierzę, że cokolwiek może to zmienić i odebrać Gruzinom rangę Sad Larry’ego muzyki. Polecam jak tylko mogę.

Ocena: 9/10

Kapitan Bajeczny
Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , , .