Samael – „Hegemony” (2017)

Hegemonia, czyli przywództwo nad innymi – takim tytułem grupa Samael opatrzyła swoje jedenaste już dzieło, a musieliśmy na nie czekać aż sześć lat. Podobno wszystko przez poboczny projekt Xy, ale może ta przerwa między Lux Mundi, a tą płytą była tak naprawdę zamierzona? Wszystko po to, by wydać Hegemony na 30 urodziny zespołu. No ale wracając… Hegemonia nad kim? Zadaję sobie takie pytanie, bo zastanawia mnie ten tytuł, skąd przyszło im to do głowy. Samael w światku metalu posiada co prawda status legendy, ale jednak ich ostatnie wielkie dzieło wyszło jakoś w 1996 roku. Od tamtego czasu, pomimo zastanawiająco pozytywnych recenzji, nie osiągnęli nawet połowy poprzeczki, którą sami sobie ustawili w przeszłości. Skąd więc ta Hegemonia?

Słuchając Hegemony i Lux Mundi, mam nieodparte wrażenie, i na pewno nie jestem w tym osamotniony, że bracia Locher doszli w końcu do wniosku, że czas na eksperymenty dobiegł końca. Czemu tak myślę? A to dlatego, że ww. płyty były tak jakby klonami ich czwartego krążka o nazwie Passage. Te same symfoniczne patenty, podobne aranżacje. Kto słyszał ich “księżycowy album”, ten, mogę się założyć, dostrzegł podobieństwa tak samo, jak ja. Czy to jest plus, czy minus, każdy z Was osądzi sam. A teraz do rzeczy, czyli co dokładnie znajdziemy na Hegemony.

Wydawnictwo to wyszło w październiku 2017 roku nakładem Napalm Records i jest to ich pierwsza płyta w tej stajni. Znajdziecie na nim 13 kompozycji, w tym jeden cover. Od niego też zacznę, gdyż jest to numer jednego z największych zespołów w historii rocka. Helter Skelter był dla mnie na tym krążku zaskoczeniem, gdyż pomimo wielkości The Beatles, mało zespołów metalowych coveruje ich kawałki. A tu proszę, sławny Samael pokusił się nagrać jeden z pierwszych, ciężkich hitów XX wieku. I jak na nich przystało, do tej klasyczno-rockowej kompozycji Szwajcarzy dorzucili swoją symfonię i industrialny beat. Słuchając jej, mam wrażenie, że przez te wszystkie machinacje numer stracił na agresywności i stał się paradoksalnie bardziej miałki.

Wyżej wspominałem, że Samael osiadł na laurach i zaczął kopiować sam siebie, przykładem tego może być pierwszy singiel Angel of Wrath. Kompozycja, bądź co bądź udana, ale niestety niesamowicie przypominająca inną z albumu Passage. No, ale nie będę Was zasypywał podobieństwami, jeżeli będziecie tylko chcieli, odnajdziecie je sami. Wymienię jeszcze tylko momenty tego krążka, które według mnie zasługują na wzmiankę. W tym miejscu musze się przyznać, że wszystkie autorskie numery są bardzo równe, ciężko znaleźć jakieś słabe punkty. Jest to dowód na to, że pomimo wszystko grupa wypuściła dość dobrą płytę. Mocnymi stronami są pierwsze dwa otwierające kawałki, czyli Hegemony i Samael. Dalej chyba najciekawszym i najbardziej agresywnym jest Black Supremacy. Ten hymn do czerni, jak i dwa poprzednie, będą się  pewnie dobrze sprawdzały na koncertach – mają tę typową dla nich industrialowo-symfoniczną energię.

Styl, jaki Samael wypracował sobie i bezpardonowo od dwóch albumów nas nim raczy jest dość specyficzny, a nawet pokuszę się o stwierdzenie – jedyny w swoim rodzaju. Dlatego też albo się lubi się tę grupę, albo ma się ich muzykę w głębokim poważaniu. Co do Hegemony, to jeżeli jesteście fanem Passage, jest to coś dla Was. Jeżeli nie, to cóż, zalecałbym omijanie tego działa szerokim łukiem. Dla mnie, choć jest to dobra muza, to jednak patrzę na nią przez pryzmat odgrzewanych kotletów. Stąd moja ocena jest taka, a nie inna.

Ocena: 6,5/10

Samael na Facebooku.

Tagi: , , , , , , .