Stillborn – “Mirrormaze & Die In Torment 666” (2018)

Spora część czytelników zapewne czeka na nowy materiał Stillborn jak sztab PISu na dziesiątego kwietnia. Cóż, pewnie jeszcze trochę poczekamy. Szczęśliwie, Godz ov War Productions na osłodę proponuje wam reedycję dwóch pierwszych demówek mieleckich diabłów. Te same nagrania, co kilkanaście lat temu wydane na jednym, zgrabnym CD-ku. Razem trzy kwadranse wściekłego black/death metalu.

Tym, co najbardziej mi się tu spodobało, jest młodzieńcza, szczera i niekoniecznie przemyślana furia, jaką emanują kolejne numery. Muzyka jest prosta, wyjątkowo agresywna i gwałtowna. Albo, mówiąc bardziej dosadnie, napierdala słuchacza jak Chris Brown Rihannę. Ilość jadu, jaka się stąd wylewa, wystarczy do zadowolenia najbardziej pokręconych umysłów. Oba dema, różniące się nieco produkcją i klimatem, stoją na bardzo równym poziomie. Mirrormaze, konkretniej rzecz ujmując, jest szybszy, bardziej chaotyczny, czuć tu też więcej czerniny. Krótkie, treściwe i wściekłe Crave For Killing, Die In Torment albo Molestation kipią tym na lewo i prawo. Trochę dłuższe Mirrormaze i Stillborn też brzmią, jak trzeba, choć bardziej polubiłem szaleńcze tempo pierwszych części płyty. Tutaj też pomiędzy strzałami pojawiają się sample-przerywniki. Pełnią swoją funkcję, wrzucając niepokojący klimat, chociaż jako całość wydają się bez większego sensu i odrobinę zbędne, choć to tylko szczegół.

Jeżeli Mirrormaze było fonicznym odzwierciedleniem dzikiego szału, to Die In Torment 666 jest brutalną i bardziej przemyślaną zbrodnią. Wyjątkowo ostry death metal, z rzadka ubarwiany blackmetalowymi dodatkami, jaki tu znajdziemy, jak dla mnie bez problemu może konkurować z Cannibal Corpse na przykład (swoją drogą, może to porównanie wzięło się przez podobieństwo brzmienia krzykaczy?). Powiedziałbym, że jest trochę mniej pośpiesznie (słowo “wolniej” jakoś nie pasuje do takich temp) i dużo bardziej miażdżąco. Szczególnie, gdy mowa o takich Whore czy Millenium of Hatred, które po prostu wbijają w glebę. Zawarta na tym demie wersja Iconoclast też bardziej mi odpowiada, prawdopodobnie przez delikatną zmianę najbardziej charakterystycznego motywu i niepuszczanie go samodzielnie, co w wersji z Mirrormaze było irytujące. Więcej czerniny jest też na Blood, Chains & Whips, na którym mrok leje się rzekami. Oto prawdziwie “zły” metal.

Lubię też to, że nagrań nie realizowano ponownie, tylko zostawiono je takie, jakie były. Brzmienie nadaje muzyce idealnego wydźwięku. Mirrormaze jest trochę klarowniejszy, chłodny i jadowity (peany można tworzyć ku chwale dźwięku perkusji), DIT666 natomiast wciąga w bardziej śmiertelną mroczność. W obu przypadkach jest świetnie, chociaż dla mnie bezapelacyjnie przoduje Mirrormaze.

Nawet, jeżeli nigdy wcześniej o Stillborn nie słyszałeś, to warto się tą kompilacją zainteresować. Zawarta tu ilość agresji ruszy nawet głaz. Czuję, że często będę do niej wracał.

Ocena: 9/10

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , .