Stonerror – “Widow In Black” (2019)

Krakowski Stonerror prezentuje na Widow In Black autorskie, a przede wszystkim bardzo ciekawe podejście do stonerowego grania – podane z luzem, w klasycznej dość formie, ale i indywidualną pieczęcią. Bo choć można tu znaleźć klimaty podobne do twórczości Kadavar, Queens Of The Stone Age czy może Mudhoney, to porównania nie są potrzebne, a nawet zbędne. Przydają się jedynie, by zaciekawić fanów tego typu muzyki. Zespół sam zresztą mruga okiem do słuchacza, uprzedzając te daremne próby, w dziarskim kawałku Kings of the Stone Age, który przy okazji śmiało mógłby znaleźć się wśród bonusów do płyty Rated R (to dodaje mu zresztą uroku).

Gdzieś na Facebooku chłopaków pojawia się określenie “cool psychodelic stoner punk”, które wydaje się bardzo trafne. Z grubsza piosenki można podzielić na te bardziej garażowe, podane z nerwem, żwawsze, piosenkowe, choć w szorstkiej formie (wspomniany Kings of the Stone Age, Ships On Fire, Domesday Call), a także nieco bardziej odjechane, mocniej psychodeliczne, rozedrgane numery, snujące się dymnych oparach i hałasie (Tumbleweed, Hellfire, albo Asteroid Fields). Jest to jednak podział nieostry, a oba podejścia łączą się w różnych proporcjach.

Przede wszystkim zaś krakowianie doskonale rozumieją, że dysponując prostymi, ograniczonymi środkami, należy je mieszać na różne sposoby, bawić się nimi i od czasu do czasu zaskakiwać, nawet jeśli nie wychodzi się z ram pewnej konwencji. Mało już takiej muzyki rockowej, która zachowując zgrzytliwą formę i pewną programową nonszalancję, niesie ze sobą jednak sporą dawkę chwytliwej mocy. Piosenki Stonerror na nośnych, brudnych riffach stoją, ale też muzycy potrafią używać swych instrumentów w mniej szablonowy sposób, przekraczając piosenkową formę, wypuszczając trochę mniej oczywistych, niemal improwizowanych dźwięków. Duża też zasługa producenta, Macieja Cieślaka (który udzielał się też instrumentalnie w studiu w paru momentach), że nie odarł tej muzyki z tego, co najlepsze, a wręcz podkreślił jej rockandrollowe i hipnotyzujące walory.

Porządna rockowa płyta. Po prostu. Można puścić pod każdą szerokością i wysokością geograficzną i powinno zadziałać. Żaden z numerów nie wysadził mnie z butów, ale mało teraz takich naturalnych rzeczy, więc połykam tę dawkę gitarowego grania z łakomstwem brodzącej w mętnej wodzie czapli, która pośród ton mułu nerwowo szuka jakiegoś zaspokojenia. Nie tylko dla fanów stonera, bo kto lubi grunge, psychodelię, czy po prostu garażową, riffową robotę na niezłym poziomie, a jednocześnie miałby ochotę trochę odlecieć, ten nie powinien się wahać.

Najlepiej zaś zapoznać się z wydaniem fizycznym Widow In Black. Album przyciąga uwagę ciekawą oprawą graficzną i wysypującymi się z książeczkami zdjęciami. Na bogato, krótko mówiąc. Za to też plus, bo komu dzisiaj tak się chce.

ocena: 8/10

Oficjalna strona na Facebooku

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , .