Unravel – “Eras of Forfeit” (2018)

Australijczycy fenomenalnie umieją w metal. Może to konsekwencja piekielnych temperatur, może tego, że ich kraj w ogromnej większości jest pustynią? A może po prostu, przyzwyczajeni do dość ekstremalnego wydania fauny, mają ciut wyższe progi, co jest ostre, a co nie. Niezależnie od przyczyn, grać potrafią. Długograj Unravel tylko to potwierdza.

Zespół jest dość świeży, mimo to ma już na koncie kilka wydawnictw, a w kwietniu bieżącego roku zadebiutował z pierwszym pełnym albumem. Niespecjalnie długim, trwa tylko trochę ponad dwadzieścia minut, za to miażdżącym jak skwar na pustyni Simpsona. Mieszanina hardcore’u, grindcore’u i death metalu znalazła fizyczne ujście dzięki Testimony Records.

Eras of Forfeit to bardzo intensywny kalejdoskop. Wyżej wymienione stylistyki przeplatają się ze sobą w kombinacjach przeróżnych, sprawiając że w zasadzie każdy z jedenastu numerów jest inny i charakterystyczny. Wychodzi to bardzo, bardzo porządnie i jeżeli zdarzają się gdzieś zarysowania konstrukcji, to miniaturowe. Ot, Arbitrator trochę za bardzo bazuje na powtarzaniu głównego motywu a Vermankind można podzielić na dwie średnio dopasowane części. Szczegóły i drobnostki, niknące pod natłokiem agresji, jaką Unravel wylewa na słuchaczy. Jak już wspomnieliśmy, główne składniki mamy trzy, i zawsze któryś dominuje. Do hardcore’owych tańców najlepiej pasują Scorched albo No Validation for Violation, fanatyków blastbeatów zaspokoją Perpetual Servitude i Mortal’s Thirst (ja byłem zaspokojony, tym bardziej, że ten drugi jest wyraźnie skrzywiony matematyką), natomiast Reign of Wasps rozjedzie cię jak prawdziwy, brutal deathmetalowy buldożer. Czysta, klasyczna śmierć? Proszę bardzo, Vermankind służy.

Wielkim plusem Eras of Forfeit jest zwięzłość. Zespół nie uznaje zapychaczy, gra krótko, ale treściwie, i na tyle różnorodnie, że po ostatnich dźwiękach bez problemu można puścić płytę jeszcze raz. A że ta intensywność porównywalna jest do szarży wściekłych emu (wy się śmiejecie, ale Australijczycy do dziś pewnie mają traumę na widok choć jednego) i idzie w parze z ostrym, brutalnym nagraniem muzyki, nie mogę być niezadowolony.

Unravel robi wszystko, by przejść do pierwszej ligi światowej przemocy fonicznej. Co więcej, na razie są na najlepszej drodze by się tam dostać. Mam przeczucie, że za jakiś czas będziemy mieli okazję zobaczyć ich na żywo, na co bardzo liczę. Jak i na kolejne nagrania.

Unravel na Facebooku

Ocena: 8,5/10

 

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Tagi: , , , , , , , , .