Blindead, Weedpecker, Entropia – Warszawa (02.11.2018)

Są takie święta w roku, które napawają refleksją, zadumą, sięganiem do odmętów pamięci i poszukiwaniem emocji, tych jedynych w swoim rodzaju, poukrywanych na co dzień. Tymi świętami są koncerty, szczególnie takie, których z pewnością nikt parę miesięcy temu się nie spodziewał.  Tytułem rzewnego wstępu zapraszam do relacji jednego z najbardziej wyjątkowych wydarzeń koncertowych tego roku – trójmiejski Blindead w oryginalnym składzie w piątek 2 listopada br. na deskach Progresji zaprezentował materiał z kultowej płyty Autoscopia / Murder In Phazes

Blindead w obecnym składzie. fot. Oskar Szramka

Nowe wydanie albumu “Autoscopia / Murder in Phazes”

Co takiego podniecającego w całym przedsięwzięciu, zapytacie, toteż chętnie odpowiem krótką lekcją historii, jeśli łaska. Autoscopia / Murder In Phazes to druga płyta Blindead, której materiał w tym roku święci 10 lat istnienia. Album składa się z siedmiu kompozycji, 60 minut, które okazały się przełomowe dla zespołu. Oto w krótkim czasie wyłonił się skład, który swoim koncepcyjnym podejściem do post-metalu w sludge’owym płaszczu przyprawił polską scenę undergroundową o palpitacje serca i zostawił na stałe ślad w duszach fanów ciężkiego grania. Doskonale pamiętam szok, którego sama onegdaj doznałam, doświadczając ciarek po wysłuchaniu przegranej od kogoś płyty, nabytej drogą handlu tudzież wymiany innym materiałem. Hashtag #takbyło, od tego czasu zmieniło się diametralnie… wszystko. Po znakomitym skoku z albumem, którego nie wypada nie znać, ukazały się rewelacyjne, duże wydawnictwa Affliction XXIX II MXMVI (2010), Absence (2013) oraz nagrane z Piotrem Piezą na wokalu Ascension (2016). Z zespołem kolejno żegnali się Piotr Kawalerowski (bas), Patryk Zwoliński (wokal), Matteo Bassoli (bas), Marek Zieliński (gitara), Piotr Pieza (wokal). Dziś blindead tworzy trzech fundamentalnych ojców-założycieli: Mateusz “Havoc” Śmierzchalski (gitara), Bartosz Hervy (klawisze, sample) i Konrad Ciesielski (perkusja). Co przyniesie czas dla Blindead w najbliższych miesiącach okaże się już niebawem, natomiast nie zmienia to faktu, że Panowie stworzyli jedną z najbardziej charakterystycznych i oryginalnych formacji na przestrzeni ostatnich lat, łącząc szeroko pojęty post metal, alternatywę, muzykę ilustracyjną, elektronikę, jednocześnie zamykając swoje albumy w niepowtarzalnych, pełnych konceptach – od muzyki poprzez całą oprawę wizualną. Tego nikt im nie zapomni. Dzisiejszego wieczoru miało się okazać również, że trójmiejska scena muzyczna jest jedną z nielicznych, która się przenika, łączy – nie dzieli, żyje i trwa ostatecznie w pełnej i ciągle kreatywnej formie (więcej na temat “trójmiejskiej bohemy” przeczytacie w wywiadzie z Patrykiem Zwolińskim i Łukaszem “Kumanem” Kumańskim, który niebawem ukaże się na łamach tegoż webzinu). Autoscopia / Murder In Phazes zabrzmiała potężnie, mimo upływu lat – świeżo i właściwie doskonale! 

Zanim Progresja zaczerniała od fanów wyczekujących wszystkich blindeadów na jednej scenie, pojawili się Panowie z młodego zespołu Entropia. Nikogo nie zdziwi stwierdzenie, jeśli napiszę, że ostatni materiał oleśnickich przedstawicieli post/sludge/black metalu pt. Vacuum przyprawił tak zwane środowisko o głęboki skłon ku tejże formacji. Entropia wraz ze swoim trzecim wydawnictwem stąpa po ziemi, na której z pewnością nie spodziewałam się ich obecności. Jednocześnie z taką łatwością i niemal lekkością (jeśli można tak powiedzieć o wciągającym w trans kosmosie) przechodzi od morderczej elektroniki i bitów do ciężkich blastów, by za chwilę wynurzać całość w charakterystycznej smole, że trudno nie oddać pokłonu w stronę tego ryzykownego eksperymentu. “Odkurzacz” w wydaniu Entropii nie był absolutnie wprowadzeniem w klimat do koncertu Blindead, ale strzałem z wysokiego C, podlanym mindfuckiem i tańcem w czarnych, psychodelicznych rytmach. Entropia będzie dużym graczem na scenie metalowej, nie mam co do tego wątpliwości.

Szybki oddech i czas upłynął momentalnie do następnego koncertu, zagranego przez warszawską formację Weedpecker. W stonerowych oparach nie zawsze czuję się najlepiej, tym bardziej serwowanych podczas takiego wydarzenia i w takim anturażu. Weedpecker smakował bardzo dobrze w czasie tegorocznej edycji Summer Dying Loud 2018 (relacja tu), gdzie w plenerze, w pięknych okolicznościach przyrody dali fajny, przyjemny powiew leniwego jammowania na przemian z energicznym, psychodelicznym podkręceniem rytmu. Niestety tym razem zupełnie nie weszłam w zamglony świat Weedpeckera, być może zbyt duże napięcie przed koncertem headlinerów nie pozwoliło mi na luz i obiektywną ocenę rzeczonych. Panowie promują album III, o którym możecie przeczytać w recenzji na łamach Kvlt. Cenię, polecam i nie mam nic przeciwko, jednak nie poczułam ich występu w ogóle.

Moment, na który czekałam od dawien dawna nadszedł punktualnie o godzinie 21.45. Blindead rozpoczęli apokalipsę. Mogłabym napisać, drodzy państwo, epopeję, jak ten skład wpłynął na mnie muzycznie, jak połamał mi żebra i wywrócił wnętrzności, kiedy zrozumiałam, jakie emocje potrafią wywołać na koncercie na żywo, toteż ograniczę się do paru zdań, w czym należy zamknąć tę relację. Przede wszystkim przygotowanie. Blindead są profesjonalistami. Oprawa wizualna była skromna acz wystarczająca, światła oszczędne, tło w postaci deklamacji towarzyszącej albumowi Autoscopia / Murder In Phazes, plus wokal, na który tego wieczoru czekali wszyscy. Trzon zespołu stanowią oczywiście wspaniali muzycy i każdy z nich, absolutnie każdy przeżywał ten koncert na swój własny sposób. Te emocje, które wylewały się z nich wprost na publikę były prawie namacalne. Czuć było radość wspólnego występowania, zgranie między poszczególnymi członkami zespołu i ten specyficzny vibe, który stopniowo przybierał na mocy. Natomiast centrum całego huraganu stanowił Patryk Zwoliński. Ów wszechstronny wokalista ostatnimi czasy zbyt rzadko pojawiał się na scenie, a już na pewno nie z takim wygarem i rozrywającym krzykiem. To, co pokazał, jak całość przeżywał, i w jak rewelacyjny sposób zachwycił wszystkich przybyłych na zawsze zapisze się nie tylko w mojej pamięci. Nie sposób nazwać słowami, jak bardzo Blindead zgasili ten wieczór swoim koncertem. Na dokładkę dostaliśmy destrukcję totalną w postaci utworów Impulse (Impulse, 2009) i My New Playground Became (Affliction XXIX II MXMVI, 2010) odśpiewanym z gościnnym udziałem Piotra Rutkowskiego! Co to był za koncert! Z pewnością jeszcze jakiś czas będę się zbierać po tym wydarzeniu. To było moje święto.

Na koniec warto podziękować niezmordowanej ekipie Knock Out Productions za organizację całego wydarzenia. Jak zwykle stanęli na wysokości zadania. Koncert w warszawskiej Progresji został wyprzedany. Wprawdzie, event odbył się na małej scenie, miejsca było jeszcze sporo, ale cyferki widocznie mówią same za siebie. I pozostała pewna dygresja – obserwując tłum chłonący każdą nutkę zagraną przez Blindead, jestem pewna jednego – Panowie, nie kończcie tej przygody. Jeszcze nie teraz, albo nie już. Liczę, że jeszcze będzie mi dane zobaczyć ten zespół w takim składzie i przeżyć znów tak mocno cały występ.

Do następnego!

Autorem zdjęć jest Tomasz Wnorowski

Joanna Pietrzak

Joanna Pietrzak

Kosmos, alternatywa, pomieszanie z poplątaniem - szukam, sprawdzam, przepadam, odkładam.
Skontaktuj się ze mną: joanna@kvlt.pl
Joanna Pietrzak

Tagi: , , , , , , , , , , , , , .