Vader, Marduk + goście – Toruń (01.09.2018)

Byłem niezwykle ciekawy, czy historia majowego koncertu Marduk w Rzeszowie, któremu towarzyszyły tajemnicze zniknięcia elementów instalacji wodociągowej i wydawane w trybie natychmiastowym nakazy zamknięcia klubu, ma szansę powtórzyć się przy okazji wrześniowej trasy u boku Vader. Toruń znany jest w końcu z działalności pewnego sympatycznego zakonnika i jego wiernych fanów, koncert odbyć miał się w klubie akademickim zlokalizowanym tuż obok seminarium duchownego, a sama data 1 września mogła niezwykle silnie oddziaływać na wyobraźnię strażników moralności, szczególnie w kontekście koncertu zespołu posądzanego o sympatyzowanie z tematyką nazistowską.

W rzeczywistości nic ciekawego wokół koncertu się nie zadziało, żadna krucjata różańcowa nie wystawiła swojej reprezentacji, a w okolicach Od Nowy można było spotkać wyłącznie spacerujących uczestników imprezy, podziwiających uroki kampusu uniwersyteckiego. Nie miałem zamiaru zachodzić w głowę, czy samo wydarzenie została zbyt słabo wypromowane, czy może to środowiska „anty” są w Toruniu wyjątkowo leniwe – ważne, że sobotni koncert miał odbyć się bez przeszkód.

Zaczęło się wcześnie, bo już chwilę po 19 na scenie Od Nowy pojawili się muzycy olsztyńskiego Insidius. W identycznej roli zespół gościł już w Toruniu w listopadzie 2016 roku w ramach trasy Imperium Poloniae, wiedziałem więc czego mogę się po tym składzie spodziewać. Masywny death metal podszyty lekką nutą progresywności i melodii po raz kolejny sprawdził się w roli otwieracza znakomicie. Podobnego zdania byli także dość licznie zgromadzeni pod sceną słuchacze, którzy nagrodzili warmińskich muzyków pozytywnym przyjęciem.

Nie nakręcałem się szczególnie mocno na koncert Arkony, bo choć Imperium, Konstelację Lodu i ostatni Lunaris znam, skłamałbym mówiąc, że moczyłem spodnie w oczekiwaniu na występ grupy Khorzona. Brak oczekiwań nie przysłonił mi jednak mocnych stron występu, który (obejrzany przeze mnie co prawda tylko w części) pozostawił bardzo dobre wrażenie. Chłód, pesymizm i surowość muzyki zespołu (doskonałą robotę na wokalu wykonał Drac) połechtały moje narządy słuchowe bardzo przyjemnie.

W końcu przyszedł czas na kapelę, która była głównym powodem mojego stawiennictwa w ramach toruńskiej odsłony XXV Lat Chaosu. Marduk to band, który darzę bezgraniczną sympatią i chociaż Viktorię oceniam raczej średnio, okazji do sprawdzenia szwedzkiego komanda w akcji po dobrych kilku latach przerwy nie mogłem sobie odmówić. Co ciekawe, mimo koncertu promującego wspomniany album, Morgan i spółka postanowili odegrać z ostatniej płyty jedynie 2 numery (singlowe Werewolf i Equestrian Bloodlust). Przekrojowy set oparty był na kawałkach z Panzer Division Marduk (poza tytułowym także Baptism by Fire), Those of the Unlight (Burn My Coffin, Wolves) i Plague Angel (Throne of Rats), dało się usłyszeć numery z Frontschwein (The Blond Beast), Nightwing (Of Hell’s Fire), Rom 5:12 (The Levelling Dust), czy World Funeral (Cloven Hoof) – słowem godny zestaw. No i forma zespołu, który czynił dzieło zniszczenia w sposób naturalnie piękny i bezlitośnie skuteczny. Mortuus to pieprzona osobowość, gość ma tyle charyzmy podpartej umiejętnością bezpretensjonalnego zachowania scenicznego, że występ Szwedów oglądałem z paszczeką rozdziawioną od ucha do ucha. Po koncercie Pancernej Dywizji mogłem w zasadzie bez żalu udać się do wyjścia.

Rzecz jasna zostałem –  Vadera widziałem wprawdzie ostatnio zaledwie przed rokiem, jednak poczynania sceniczne ekipy Petera zawsze oglądam z przyjemnością. Zespół od lat funkcjonuje dla mnie w roli bezpiecznego pewniaka – z jednej strony niezdolnego do zapewnienia szczególnych uniesień, z drugiej dającego gwarancję solidnego i niezawodnego koncertowego rzemiosła. Nie inaczej było i tym razem. Szlagiery w postaci Dark Age, Sothis, Carnal, Cold Demons, Wings i Silent Empire, wymieszane z nowszymi Go to Hell, Triumph of Death czy zagranym na finał Helleluyah!!! (God Is Dead) pozwoliły Vaderowi skutecznie rozruszać publikę. Koncertowych wrażeń nie zmąciła nawet awaria reflektorów, na skutek której przez dłuższą chwilę zespół oświecały wyłącznie latarki telefonów komórkowych – Vader, mimo bycia dopiero na początku trasy, prezentuje się niezmiennie zawodowo.

4 godziny muzyki, 4 konkretne strzały z wyraźnym wskazaniem na rewelacyjną sztukę Marduk. Nie wziąć udziału w tym wydarzeniu byłoby dużym błędem – przed wami jeszcze 7 okazji, by go nie popełnić.

Synu

Synu

Fan szeroko pojętej muzyki gitarowej. Z wszelkich możliwych szuflad i gatunkowych etykiet.
Napisz do autora: synu@kvlt.pl
Synu

Tagi: , , , , , , , .