ARRM: „Nasza muzyka wymaga skupienia”

ARRM to jedno z najciekawszych zjawisk na muzycznej scenie. Z okazji wydania ich znakomitego debiutu ARRM zadałem kilka pytań Arturowi – gitarzyście zespołu.

Autorami zdjęć są: Maciej Mutwil, Marcin Pawłowski oraz DR Silesia.

Włączcie play oraz miłego czytania.

Na najnowsze dzieło ARRM wielu zacierało ręce i oczekiwało daty premiery z wypiekami na twarzy. Jak myślisz, skąd tyle emocji wokół tego albumu?
Ciężko mi w to uwierzyć, że ktoś na nas czekał, ale jeżeli tak było to bardzo miło. Rzeczywiście trochę nam zajęło nagranie tej płyty, przecież zespól istnieje z większymi lub mniejszymi przerwami od 2010 roku.

Pozwól, że zacytuję jedną z opinii, którą przeczytałem na Waszym fanpage: „I love your music. I want to support this talented band. Do you have anything for sale? Again, your music is fantastically trippy. I love your musicianship”. Celowo użyłem języka angielskiego, bo w Polsce czasem trudno ludziom „klepać innych po plecach”. Czy dostrzegasz różnice w odbiorze ARRM w naszym kraju i poza jego granicami?
Jak na razie nie mieliśmy specjalnego odzewu z zagranicy, wiec ciężko mi powiedzieć. Czas pokaże.

Album ARRM wywołuje u mnie emocje identyczne z tymi, których doświadczam, słuchając starych jazzowych płyt z okresu, kiedy ta muzyka nie była dla grzecznych chłopców. Te dźwięki zdają się same płynąć. A jak jest w Waszym przypadku, ile jest ogranych, wyuczonych patentów, a ile improwizacji?
Bardzo mnie cieszy to, że ta płyta wywołuje takie emocje. Częściowo o to nam chodziło. Większość numerów opiera się na „tematach”, które ciągniemy w zależności od tego, jaki jest nastrój. Czasem też pozwalamy sobie na totalną improwizację, jak w numerze KWKSC.

Co musi się stać w studiu nagrań, żeby wszystko potoczyło się wedle Twojej myśli?
Sesja ARRM była jedną z najlepszych, w jakiej brałem udział. Wszystko nagraliśmy praktycznie bez większych problemów z uśmiechem na twarzy.

Ciekawi mnie, co ukształtowało Waszą muzykę? Mam wrażenie, że dźwięki z nowej płyty skupiają w sobie wpływy najróżniejszych gatunków.
Inspiracją były stare płyty surf rockowe, afrobeaty, niemiecki krautrock czy muzyka psychodeliczna.

Wywodzicie się z różnych muzycznych środowisk, które w większości kojarzą się z ekstremalnymi środkami wyrazu. Czy praca twórcza podczas realizacji nagrań ekstremalnych zespołów, takich jak choćby Thaw czy Furia, pomogła czy przeszkadzała w realizacji nagrań ARRM?
Czasami ciężko było to wszystko ogarnąć, ale jednak daliśmy radę.

Kiedy następuje taki moment, że czujesz, że wszystko jest kompletne, ukończone i nic już nie trzeba, nie musisz nic poprawiać?
Z tym jest zawsze problem, ale takie decyzje podejmujemy zespołowo.

Za brzmienie nowego albumu odpowiada Haldor Grunberg. Nie po raz pierwszy współpracujesz z tym realizatorem. Skąd ten pomysł?
Piotrek jest moim przyjacielem od bardzo dawna. Wychowywaliśmy się muzycznie, gramy od lat razem w różnych składach, więc nie wyobrażam sobie współpracy z inną osobą.

Wasza muzyka jest w pełni instrumentalna, więc często trudno zgadnąć, dlaczego kompozycje mają takie a nie inne tytuły. Czy mógłbyś oprowadzić mnie po świecie ARRM i powiedzieć dlaczego wybraliście takie tytuły? Co one oznaczają?
Tytuły odnoszą się do uczuć wywołanych poszczególnymi fragmentami.

Gdybyś ze wszystkich utworów zawartych na albumie ARRM miał wybrać jeden, najbardziej reprezentatywny, to który i dlaczego akurat ten?
Ciężko mi coś wybrać, bo tak naprawdę my dopiero uczymy się grać. Jeżeli mam wybrać, to stawiam na Horseback, ponieważ jest w nim wszystko, czym aktualnie się inspirujemy.

Mieliście okazję prezentować nowe kawałki na żywo. Czy materiał jest dobrym punktem wyjścia do grania na scenie?
Zagraliśmy już kilka fajnych koncertów. Nie mamy problemu z odegraniem materiału, ponieważ płyta była nagrana na żywo.

Jakie miejsce najbardziej pasuje do muzyki ARRM – większe festiwale czy może w kameralne kluby?
Nie graliśmy jeszcze na festiwalach. Z doświadczenia wolimy grać w kameralnych klubach, gdzie jednak przychodzą osoby zainteresowane. Nasza muzyka wymaga jednak skupienia i cierpliwości.

W tym roku koncertowaliście m.in. wraz z Tides From Nebula. Który koncert najbardziej utkwił Ci w pamięci?
Zagraliśmy bardzo fajny koncert u siebie w mieście (Sosnowiec, klub Księgarnia – dop. red.) w lipcu 2016. Mnóstwo znajomych, fajne miejsce i ogólnie super klimat.

Debiutancki album został wydany we współpracy z Instant Classic. Co zaważyło na Twojej decyzji i jak doszło do współpracy?
Z IC znamy się już od jakiegoś czasu. Jesteśmy fanami płyt, które wydają, więc raczej nie zastanawialiśmy się szczególnie, chcieliśmy po prostu być w tej samej ekipie 🙂

Jakie znaczenie ma dla Ciebie nietypowe wydanie płyty, ręczne numerowanie egzemplarzy, czemu to ma służyć? Czy wtedy nadaje się muzyce pozory elitarności, staje się wyjątkowa?
Nie ma to dla mnie żadnego znaczenia.

Gdzie chciałbyś zajść, co osiągnąć z ARRM? Jakie cele sobie stawiasz, czy może pozwalasz sobie na „co ma być to będzie”?
Stawiam dokładnie na to „co ma być, niech będzie”. Ten projekt z założenia miał być przyjemnością z grania bez ciśnienia.

Czy jest jakiś gatunek muzyki metalowej, który jest Ci szczególnie bliski?
Nie.

Ten rok był dla Ciebie niezwykle owocny. Spod Twojej ręki wyszły cztery albumy. Co czujesz, kiedy słuchasz tych albumów?
Może to głupio zabrzmi, ale totalnie się jaram każdą płytą, którą ostatnio nagraliśmy.

2016 rok już za nami. Zapytam więc o Twoje muzyczne podsumowania (bez udziału twojej osoby). Jakie są twoje typy: artysta, płyta i koncert 2016?
Artysta – Dominika Gardocka, Nihil, Sars.
Płyta – Lotto i ogólnie większość rzeczy z Instant Classic.
Koncert – Orlando Julius & the heliocentrics na Off Festival.

Artur, jeszcze chciałbym zapytać o Thaw. Kiedy nowy materiał?
Pierwsza połowa 2017.

Ostatnie słowo do czytelników Kvlt Magazine należy do Ciebie. Dziękuje za poświęcony czas.
Dziękuję. Pozdrawiam

Tagi: , , , , , , , , , , , , , .