Są w naszym uniwersum tacy artyści, na których nowe płyty się czeka i przebiera kopytami ze zniecierpliwienia, do dnia premiery. Nie inaczej jest w przypadku Hoesta i jego macierzystego Taake.
Dla mnie każdy jego album to ekscytacja, bo wiem, że mimo braku diametralnych zmian, można się spodziewać niespodziewanego. Hoest dojrzewa jako muzyk, jako wokalista, jako wizjoner black metalu, jako artysta w ogóle.
En Skog av Nidstang to tylko cztery utwory zamykające się w niespełna 37 minutach, ale za to w minutach, w których esencja jest tak gęsta, że starczyłoby jej na kilka krążków.
En Skog av Nidstang nie jest zwykłym albumem. Jest jak splątany, dziki las, pełen drzew, pamiętających więcej niż człowiek powinien wiedzieć. W jego cieniu riffy nie są już tylko dźwiękami. Thrashowa gwałtowność miesza się tu z ponurą, nordycką melancholią, jakby każdy akord był wyciosany z czarnego lodu zalegającego na zboczach wyspy Borgøy, gdzie Hoest nagrywał album.
Nieco pokręcone melodie wyłaniają się z tej gęstwiny jak duchy. Mrożą krew w żyłach, nieproszone, ale nieuniknione. W ich obecności przestajemy być słuchaczami, a stajemy się świadkami. A gdy nadchodzi cisza, nie jest ona ulgą, lecz chwilą samotnej refleksji, która zaraz zostaje przerwana przez kolejną falę nieokiełznanej agresji, jakby sam las przypominał, że nie ma tu miejsca na słabość. Słychać to w Et Dyr tok min Hud.
Ta kawalkada dźwięków nie prosi o uwagę. To muzyka, która ją wymusza. To jest album, który celebruje tradycję, ale też który ją przetrwał.
Po trzydziestu trzech latach Taake stoi na straży przeszłości i przekuwa ją w coś nowego, nieustannie żywego, niepokornego, odpornego na czas. En Skog av Nidstang jest dowodem, że wizja artystyczna Hoesta nie tylko nie osłabła, ale stała się jeszcze bardziej nieustępliwa. Jak runa wyryta w drewnie, która nie znika, choć świat wokół niej się zmienia.
To manifest.
Od ponad trzydziestu lat Hoest porusza się na styku tradycji i niepokornej innowacji, utrzymując Taake w pełnej, niepodważalnej autonomii. Jego konsekwentna, surowa wizja przybiera kolejną formę na dziewiątym pełnym albumie En Skog av Nidstang, który brzmi jak ponury zapis samotnej pracy w cieniu, daleko od światła i cudzych oczekiwań. Czyli dokładnie tak jak się spodziewałem i zakładałem. To bardzo mocny materiał, ale jak dla mnie jest zbyt krótki.
Ocena 9/10
Taake na Facebook
- Taake – „En Skog av Nidstang” (2026) - 17 lipca 2026
- Mayhem – „Liturgy of Death” (2026) - 18 stycznia 2026
- Cobalt Wave – „Men.Mind.Machine” (2025) - 25 września 2025






