Black Sabbath – Praga (30.06.2016)

Słodki Jezu! Cóż to był za koncert!

Pierwotnie planowałem poczekać z wylaniem swoich odczuć do momentu kiedy będę mógł o tym pisać na zimno. Mija druga doba po koncercie. Nic z tych rzeczy. Ręka zagłady tylko czeka aby wciągnąć mnie w pustkę. Z Wrocławia wyruszyliśmy wcześnie, przed 11. Nauczeni doświadczeniem, że kto jedzie na ostatnią chwilę ogląda technicznych zwijających scenę postanowiliśmy nie duplikować tego błędu. W związku z tym na miejsce dotarliśmy grubo przed czasem. Popijając piwko, zakupione w przyległej galerii handlowej, obserwowaliśmy jak tłum rośnie.Około godziny dziewiętnastej bramki zostały zwolnione i tłumy ruszyły. Szczęśliwie czekaliśmy jeszcze na znajomych. Jeden z nich, bardziej obyty z Czeską organizacją koncertów i językiem, oświadczył nam, że mając bilety na GC, albo jak kto woli Stani u Podla, mamy osobne wejście bez kolejek. Tak było. Znaleźliśmy się w meandrach O2 Areny. To co od razu przykuło moją uwagę to świetna organizacja punktów gastro. Było ich kilkanaście. Każdy oferował inny rodzaj jedzenia, a prędkość obsługi mówiła, że są gotowi na wszystko (nie mieliśmy okazji sprawdzić jak to się przekłada na jakość jedzenia, ale wydaje się ok kiełbaska? Pizza? Mamy to).

Jak się okazało nie możemy wejść na teren hali każdym wejściem. Posiadając bilety na GC zostaliśmy skierowani na osobne wejście. Wejście Sparty Praga. Idąc tą ścieżką dotarliśmy do specjalnej strefy gastro, gdzie piękne hostessy zakładały nam opaski na ręce, mogliśmy kupić piwko, zapalić, zamówić żarcie, a to wszystko dla gości którzy kupili gc i trybuny. Tutaj miejsce dla jedynych żali jakie mogę wylać. Brak informacji o suporcie. Nie było wiadomo, czy jest, jaki, i o której na scenie spodziewać się Black Sabbath. Jak się okazało, suportem był zespół Rival Sons, którzy pokazali jak się gra r’n’r w dzisiejszych czasach i genialnie rozbujali publikę. Bez cienia zawahania polecam zapoznanie się z ich twórczością, gdzie, co prawda można wyczuć wpływy Led zeppelin, Wolfmother, ale panowie tworzą sami sobie jakość. Świetny imidż sceniczny, bdb muzyka i porządna dawka energii. Czego więcej oczekiwać od suportu? Aż skończy i wjadą gwiazdy.

W tym momencie przechodzę do relacji z Black Sabbath i prawdę powiedziawszy, trudno ubrać mi to w słowa. Geriatria zaprezentowała takie show, że przykro mi za wszystkich którzy tego nie widzieli. Samo wejście w koncert numerem Black Sabbath świadczył o tym, że to nie będą przelewki. Klimat robił się tylko cięższy. Recenzowanie kawałek po kawałku wydaje się złym pomysłem, ale Hand of Doom i Into the Void, a później Children of the Grave wryły mi się w pamięć na lata. W tym miejscu nie zamierzam relacjonować samego koncertu, bo tam nie nic do powiedzenia. Mistrze i temat zamknięty, ale powiem coś o trzech dziadkach:

Geezer Butler – karabin w dłoniach, jego technika  zjada cieniasów takich jak ja na śniadanie,
Tony Iommi –   jednym słowem, złodupiec. Lekkość grania legendarnych riffów, rzucanie uśmiechów i potakiwanie głową dla ludzi którzy się świetnie bawią, jednocześnie kładąc riffy, nie ma takiego drugiego,
Ozzy Osbourne – nie spodziewałem się, że w tym wieku można się tak świetnie bawić. Wodzirej dla ludzi pod sceną, stary wariat dla wszystkich, który jest nie do zdarcia.

Tak było w Pradze, czekam na relację z Krk.

Autorem relacji jest Rafał Michalak.

Maciej

Tagi: , , , , , , , , , , .