Dark Fest 2016 – Byczyna (24-25.06.2016)

Trzecia odsłona Dark Fest jak co roku odbyła się w klimatycznym grodzie rycerskim pod Byczyną. Obiekt położony piętnaście kilometrów na północ od Kluczborka i ulokowany nad zalewem Biskupice-Brzózki jest idealnym miejscem na metalowe koncerty. Poza malowniczą scenerią przyrody organizatorzy zapewnili publiczności prezentację dwudziestu trzech metalowych zespołów. W tym roku po raz pierwszy na koncertowych deskach Dark Festu pojawiły się trzy zagraniczne nazwy: Primordial, Tortharry oraz God Dethroned.

Po poprzedniej edycji festiwalu zastanawiałem się, czy nadal w polskiej metalowej scenie jest w czym wybierać. Bowiem rok temu Dark Fest był nafaszerowany do granic możliwości polskimi hordami. Tegoroczna edycja pokazała, że nadal jest wiele kapel, które mogą zagrać na Mrocznym Feście. Lista zespołów, które trzymają wysoki poziom prezentowanej muzyki jest nadal bardzo długa. Począwszy od Moanaa, Naumachii, Luny Ad Noctum i skończywszy na Blaze of Perdition, Christ Agony oraz Embrional, polska scena wydaje się być najciekawszym zjawiskiem w Europie. Organizatorzy dali możliwość obcowania z muzyką na światowym poziomie.

Impreza nie przyciągnęła dużej liczby metalowych biesiadniaków, od strony muzycznej była z pewnością wydarzeniem ważnym. Nie silę się na porównania do festów odbywających się w Niemczech czy Czechach, bo Dark Fest to inicjatywa stosunkowo świeża i jeszcze wiele można się nauczyć. Marna baza noclegowa czy licha ilość stoisk z merchem to sprawy drugorzędne w odniesieniu do kwestii dobrego nagłośnienia, punktualności występów czy ogólnego bezpieczeństwa. Tym razem nie mam się do czego przyczepić. Organizatorzy wzięli do siebie rady przyjaciół z poprzedniego roku i każdy z zespół pojawiał się na scenie niemal o wyznaczonym czasie.

Pierwszego dnia festu moją uwagę przykuł Christ Agony. Zespół, który w tym roku wypuścił na światło dzienne Epkę Black Blood rozbudził moją ciekawość. Zastanawiałem się, czy będę miał okazję usłyszeć kawałki z długo wyczekiwanego nowego albumu – niestety Cezar nie upublicznił zawartości nadchodzącego krążka. Tak miałem do czynienia z gigiem gorącym jak Piekło (temperatura sięgała niemal 66,6 stopni) i setem pełnym trupiego jadu. Trzech zaprawionych w boju załogantów zgotowało iście czarną sztukę. Dawali z siebie tyle ile mogli. Dla przykładu „Coronation” na żywca bardziej chwycił niż na płycie, a klasyczne „Moonlight” i „Devilis Sad” zdają się być nieśmierlene – zawsze tworzą zamęt pod sceną. Garstka publiki skandowała nazwę zespołu. Wytworzyły się niewielkie młynki i swawole. Maniacy czarnego metalu mogli być zadowoleni. Piekło na ziemi!

Kolejną kapelą, która montowała się na scenie był krakowski Virgin Snath. Mimo, iż nie jestem wielkim fanem tego zespołu to muszę przyznać, że panowie dali bardzo energetyczny koncert. Muzyka, którą zaprezentowali idealnie współgrała z klimatem festiwalu. Ich dźwięki melodyjnego thrash metalu poprawiły lekko podchmielony nastrój, więc skierowałem się do wodopoju. Wzniosłem zdrowie Virgin Snath!

Czas nadszedł na pierwszego headlinera Dark Festu 2016, więc holenderski God Dethroned montował odwrócone krzyże na scenie. Panowie zadbali o odpowiednią oprawę wizualną swego koncertu. W porównaniu z poprzednimi zespołami po raz pierwszy widać było, że ktoś pofatygował się, żeby urozmaicić efekt wizualny – krzyże i gra świateł powalały. Muzycznie God Dethroned to utrzymany w latach 90-tych wściekły i bezkompromisowy śmierć metal. Zespół znany z takich płyt jak „The Grand Grimoire” oraz „Bloody Blasphemy” musiał dać ognia. Nie myliłem się! Żywiołowość i kipiąca energia kapeli udzieliła się publiczności – tłum oszalał. God Dethroned naparzał w iście mistrzowskim stylu swój brutalny impet. Melodie, które serwował Henri Sattler elektryzowały, a naszpikowany blastbeatami death metal z każdym kolejnym utworem wgniatał w ziemię coraz bardziej. Słychać było tylko skandowanie nazwy God Dethroned. Zniknęły obawy, że taki zespół jak God Dethroned odwali popelinę, bo nie ma dla kogo grać. Panowie zagrali całym sobą na 666%.

Dobrze po dobranocce na scenie Dark Festu pojawili się black metalowcy z Blaze Of Perdition. Ich najnowszy materiał „Near Death Revelations” został entuzjastycznie przyjęty przez metalowych braci. Potwierdzeniem tej opinii jest fakt, że podczas mojego ostatniego pobytu w Chicago, znalazłem ich najnowszy album w sklepie Rolling Stones. Pamiętam, jak bardzo się zdziwiłem, że taki zespół z Lublina jest wśród innych metalowych premier tamtego czasu. Blaze Of Perdition jest zespołem, który może podbić świat. Choć ich twórczość jest nietuzinkowa to podczas występu na Dark Feście odniosłem wrażenie, że ich muzyka zlała się w jeden sygnał. Być może tak późna pora zakłóciła czytelny odbiór misterium, ale zdecydowanie bardziej podobało mi się kiedy widziałem ich podczas trasy Days Of No Light.

Pierwszym zespołem, z którym miałem styczność podczas drugiego dnia Mrocznego Festu był Ragehammer. Młodzi entuzjaści old schoola jakiś czas temu wypuścili swój debiut w barwach Pagan Records, więc tym bardziej byłem ciekaw ich występu. Ich set skupiał się głównie wokół „Hammer Doctrine”. Zespół miotał się niczym dzikie zwierze wypuszczone z klatki, a wokalista Heretik Hellstorm z lekkością baleriny skrzeczał jak opętany. Nie przeszkadzał im ani żar z jasnego nieba, ani widmo nadchodzącego meczu Polska – Szwajcaria, pędzili jak szaleni od początku do końca. Solidny cios w potylicę.

Podczas meczu Polska – Szwajcaria Calm Hatchery zainstalował się na scenie. Kiedy zaczynali swój death metalowy set, nie było prawie nikogo. Metalowa publiczność olała ciepłym moczem śmierć metalową sztukę i w pozycji na „śledzia” oglądała mecz Polaków w jedynym miejscu gdzie był telewizor – w palarni. Mimo to kapela pokazała, że nawet kiedy brakuje odbiorców nie odpuszcza. Zagrany materiał z dwóch poprzednich płyt zmielił obecnych na popiół. Dobrze zagrany koncert.

Kolejnym gigiem, który utkwił mi w pamięci była masakra w wykonaniu śmierć metalowców, gliwickiej hordy Embrional. Panowie zaserwowali publiczności satanic death metal na światowym poziomie. Precyzyjnie wykonany i złowieszczy koncert na długo zostanie mi w pamięci.

Nadszedł czas na ostatniego headlinera imprezy, Primordial. Ciekawość sięgnęła maksimum, a pod sceną zaczął montować się niewielki tłum metal maniaków. Zespół był gotowy o wyznaczonym czasie. Alan Averill przywitał się z festiwalową publicznością, rozpoczęli. Nie było grania na pół gwizdka, nie było ociągania się i biernego uczestnictwa. Był mrok i szaleństwo w wykonaniu Primordial. Irlandczycy potraktowali Dark Fest z należytym szacunkiem. Zabrali zebranych w magiczną podróż po „Where Greater Men Have Fallen” i „Redemption at the Puritan’s Hand”. Wszyscy poczuli się jak w transie. Minęło około osiemdziesiąt minut. Koncert, który na wiele długich lat zostanie mi w pamięci – festiwalowa wisienka na torcie.

Po koncercie Irlandczyków wywaliło bezpieczniki. Starczyło mocy tylko na ich koncert. Zgasło światło. To był znak, żeby iść na piwo!

Podsumowując, trzecia edycja Dark Fest 2016, pomimo wąskiej grupy przybyłych, była bardzo udana – atmosfera niemal rodzinna. Line – up pokazał, że metal z etykietką PL ma się dobrze. God Dethroned i Primordial pozamiatały. Czego chcieć więcej? Kolejnej edycji Dark Fest!

Słów kilka od Redaktora Naczelnego:
Oprócz powyższych wspomnień redaktora Tomasza chciałbym zwrócić uwagę na pierwszą kapelę, która zagrała na DF2016, czyli Infected Mind. Zespół zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Niesamowita mieszanka death metalu z thrash metalem w old schoolowym stylu. Panowie się nie dawno reaktywowali i z rozmowy z gitarzysto-wokalistą zespołu wynika, że już niedługo będziemy mogli zacierać rączki oraz uszy do ich mającego się niedługo ukazać albumu.
Nie da się ukryć, że jak zeszłoroczny skład festiwalu był iście „the best of polish metal”, tak tegoroczny mogę ocenić na tylko dobry. Na polskiej scenie kręci się mnóstwo bardzo dobrych kapel, które mogłyby przyciągnąć szerszą rzeszę fanów gitarowego łojenia. Tak, wiem, wszystko się może rozbijać o finanse. Tak więc trzymam kciuki, za większy budżet na przyszły rok.
Sugestie organizatorskie: grindy powinny otwierać festiwal, a zamykać zespoły z gatunku doom/funeral doom metal lub post-rock/metal.
Możliwe, że na frekwencję miał wpływ odbywający się w tym samym terminie Rock Hard Ride Free w Goleniowie (Behemoth, Candlemass, Saxon). Sęk w tym, że w Polsce kuleje dogadywanie się między organizatorami, tak aby organizowane imprezy nie nakładały się czasowo. Podobny problem wystąpi już w sierpniu: nowy festiwal Metal Mine w Wałbrzychu vs Niech Cisza Milczy w Gliwicach.
Zespołowe życzenia na przyszłą edycję: Mgła, Batushka, Outre, Abusiveness, Jarun, Inglorious, Vesania, Darzamat, Morowe, Taran, Antigama, Feto In Fetus, Norylsk, Redemptor, Trauma, Masachist, Lost Soul, Infernal War, Tester Gier, HexHorn, Acid Drinkers, Kat&Roman Kostrzewski, Terrordome, Obscure Sphinx, Coffinfish, Blindead, Dopelord, Lacrima, Navia, Oktor, Tsima.

Poniżej galeria zdjęć autorstwa Damiana Moraka.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , .