Odwołana druga runda trasy Legendy Metalu to nie problem dla Winiary Bookings. Popularna agencja koncertowa postanowiła zorganizować swoje własne Legendy Metalu i sprowadziła do trzech polskich miast (Kraków, Warszawa, Poznań) zestaw niezwykle mocarny i stanowiący wybuchową mieszankę doświadczenia (Vader, Kat&Roman Kostrzewski) i młodości (Gruzja, JAD, Clairvoyance). Brak obecności na którymkolwiek z tych koncertów to grzech śmiertelny – mój wybór padł na Wielkopolskę i poznański Skwer Play położony przy tamtejszym Stadionie Miejskim.
Na pierwszy ogień poszedł najmłodszy z występujących w piątkowy wieczór zespołów – stołeczny death metalowy Clairvoyance. Jak dla mnie zespół jest skazany na sukces. Potężny, smolisty death metal grany przez tę raczkującą stażem formację skopał mi dupsko dokładnie tak, jak niedawno zrobiła to wydana przez nich demówka. Po prostu klasyczny, deathowy wpierdol z tak wysokiej półki, że kopara opada. Czas sceniczny zespołu był niestety adekwatny do dotychczasowej długości kariery chłopaków, ale pozostawili po sobie tak dobre wrażenie, że wprost nie mogę doczekać się ich debiutanckiego albumu albo chociaż jakiejś EPki. No i również kolejnych występów, sądząc po publiczności domagającej się bisów – raczej nie jestem w tym osamotniony.
Miejsce Clairvoyance szybko zajął hc punkowy JAD, również z Warszawy. Gatunkowa szufladka zobowiązuje, zatem zgromadzeni na Skwerze Play ludzie mogli zobaczyć na własne oczy prawdziwą energetyczną bombę. Kto zna zespół z ich wydawnictw, ten wie o czym mówię – choć jest to mało zróżnicowane (a zespół i tak stara się czasem te swoje utwory urozmaicić jakimiś niespodziewanymi zwolnieniami tempa), to przy ich muzyce krew płynie jakby szybciej i usiedzieć/ustać w miejscu ciężko. Podobnie jak ciężko było nam wszystkim wystać w abstrakcyjnych rozmiarów kolejkach po piwo – coś tu albo ewidentnie nie zagrało logistycznie, albo po prostu ilość chętnych na ten niezbędny na tego typu koncertach napój została niedoszacowana (inna sprawa, czy było warto tyle razy w tej kolejce stać).
W końcu nadszedł czas na Gruzję. Moje drugie już w lipcu (i w życiu) spotkanie z zespołem na żywo również zaliczyć mogę do udanych, choć setlista oczywiście była mocno okrojona względem tego, co zagrali niedawno w Katowicach. Poziom performance’u jednak pozostał prawie bez zmian – setlista złożona z petard, solidne granie i tak samo dobre występy rozpieranych energią wokalistów (tym razem brakowało Dominika Gaca), którzy bardzo chętnie prowadzili interakcje z publiką, często schodząc z podestu i podchodząc do barierek. Tym razem ulokowałem się bliżej sceny, przez co jeszcze lepiej widziałem ekspresyjność gardłowych oraz ich mniejsze i większe relacje między sobą. Polecam, ciekawa sprawa.
Setlista:
Jeszcze nie mamy na was pomysłu I
Jego głos
Gruzini
Królowie zwierząt
Jeszcze nie mamy na was pomysłu III
800 zł
Moja Ratyzbona
Opuść mnie
Pierwszym z piątkowych reprezentantów krajowej wagi ciężkiej był niezmordowany Vader również z małym twistem w składzie – nie miejscu grającego trasę z Decapitated Jamesa Stewarta zameldował się młody talent Krzysztof Klingbein. Chłopak pokazał niedowiarkom, że ma przed sobą świetlaną przyszłość i jest rewelacyjnym pałkerem. Zespół niedawno wydał reedycję swojego kultowego albumu De Profundis i zajmuje się obecnie przypominaniem tego dzieła, stąd też sporą częsć setlisty zajęły utwory właśnie z niego – między innymi Blood of Kingu, Incarnation, Act of Darkness, Reborn in Flames czy klasyki będące stałą częścią Vaderowych setlist, takie jak Sothis czy Silent Empire. Oprócz tego zespół postawił na sprawdzone już koncertowo patenty (Dark Age, Carnal, Wings, Cold Demons) oraz kilku reprezentantów ostatniego krążka, wydanego przez olsztyńskie komando (m. in. Emptiness, Shock and Awe, Despair, Into Oblivion). Całość wykonana z klasą, do jakiej zespół zdążył już chyba każdego przyzwyczaić i z odrobiną pirotechniki, która jest już stałym elementem występów Vadera. Nie obyło się bez drobnych problemów dźwiękowych (momentami całkowicie ginęła gitara Marka Pająka), jednak ogólnie było bardzo dobrze i miło było zobaczyć, że przerwa od koncertów nie podziałała negatywnie na formę, w jakiej ten legendarny zespół się znajduje.
Wieczór zamykał zdecydowanie najbliższy mojemu sercu zespół z tego całego zestawu, czyli Kat&Roman Kostrzewski. Tutaj również niezbyt było do czego się przyczepić – brzmieniowo żyleta, zespół zdecydował się na setlistę dość podobną do tego, co dwa lata temu zagrał na Legendach… z drobnymi usprawnieniami tu i ówdzie. Przeważały więc dawne hity (no i po raz pierwszy usłyszałem Purpurowe gody na żywo!), a reprezentacja nowych dokonań studyjnych formacji była niewielka. Cieszyła świetna forma wokalna Kostrzewskiego, lekko martwiąca była za to jego forma fizyczna – legendarny wokalista, choć żwawy jak zawsze, był wychudzony i widać, że walka z chorobą odcisnęła już na nim swoje piętno. On sam zresztą zdaje sobie z tego sprawę i mówi o tym wprost, zapowiadając, że nie wie jak długo jeszcze będzie w stanie koncertować i czy zdrowie pozwoli mu na realizację kolejnej płyty Kata. No to prywata: Panie Romanie – z całego serca życzę Panu zdrowia i mam nadzieję, że nadchodząca płyta solowa nie będzie Pana ostatnim muzycznym słowem. Liczę na to, że spotkamy się jeszcze na niejednym koncercie, czy to z Katem na scenie czy po prostu na widowni.
Setlista:
Baba zakonna
Diabelski dom I
Czas zemsty
Maryja omen
Purpurowe gody
Porwany obłędem
Piwniczne widziadła
Modłości
Diabelski dom II
Zawieszony sznur
Odi Profanum Vulgus
Wyrocznia
Łza dla cieniów minionych
Ostatni tabor
Po bisie metalowe święto w Poznaniu dobiegło końca. Myślę, że ze wszystkich letnich metalowych koncertów 2021 roku, łącznie z tymi, które dopiero się odbędą, to właśnie to zestawienie było/jest/będzie najlepsze. Dwie absolutne legendy wspierane przez młode, gniewne, ale jakże solidne polskie kapele – niby już to znamy, niby Kat&RK i Vader grają prawie na okrągło i nie jeden powie, że już mu się przejadły, a jednak wciąż cieszy to tak samo, tym bardziej po tak długiej przerwie i w tych trudnych czasach. Kto był, raczej nie żałuje, kto nie dotarł – musi liczyć na to, że jeszcze będzie okazja.
Autorką zdjęć jest Justyna Szadkowska.
- Morpholith, Moonstone, Triangle Choice – Katowice (08.04.2026) - 17 kwietnia 2026
- HellFuck – „9 Nails Hammered Into the Flesh of God” (2026) - 9 kwietnia 2026
- Pothamus – „Abur” (2025) - 31 marca 2026
Tagi: Clairvoyance, death metal, Experimental Black Metal, Gruzja, hardcore punk, Jad, Kat & Roman Kostrzewski, Lato w Plenerze, poznań, relacja, report, Skwer Play, thrash metal, Vader, Winiary Bookings.







