Ostatnia odsłona, liczącej 13 koncertów, wspólnej trasy Wij i Narbo Dacal zawitała w niedzielę do Torunia. W roli gości, do line-upu dopisany został – znany mi z zeszłorocznych występów u boku Jadu i In Twilight’s Embrace – Wielki Mrok, wieczór zapowiadał się więc co najmniej zacnie.
Kolejne spotkanie z autorami Mòr Fhuar i Polskiego Party nie miało szans być już tak odkrywcze, jak wspomniana wyżej jesienna sztuka (odpadał naturalnie efekt pozytywnego zaskoczenia, któremu uległem podczas pierwszego koncertu), skłamałbym mówiąc, że występ podobał mi się przez to w choć odrobinę mniejszym stopniu. Kurcze, mają ci goście swój film, jakiś bezpretensjonalny wdzięk i pomysł, dzięki któremu muzyka, image i zachowanie sceniczne dobrze się ze sobą zazębiają i harmonijnie współgrają. Mieszanka starego heavy, punka, pierwszej fali blacku i thrashu (ba, były i elementy ogniskowej piosenki harcerskiej!), brzmi w wykonaniu zespołu bardzo przekonująco i nawet wykrzykiwane z powagą (ryzykowane, biorąc pod uwagę wiek muzyków) hasła o niszczeniu modern metalu ładnie się w obranej konwencji odnajdywały, nie tracąc swojego uroku. Na marginesie wspomnę, że cichym bohaterem występu był dla mnie Łukasz Półtorak, którego popisowe partie basu (szczególnie te odegrane bez użycia kostki) były prawdziwą ozdobą koncertu i stanowiły w dużej mierze jego najciekawszy element. Będą z tych gości ludzie, moc jest w nich wyjątkowo silna.
Sprawdzana do tej pory dość pobieżnie studyjna twórczość Narbo Dacal nie zdołała przyciągnąć mnie do tej kapeli na dłużej, nie miałem więc do występu krakowskiej grupy jakichś konkretnych oczekiwań (powiedziałbym raczej, że karta wymagań była całkowicie czysta). W tym może tkwić po części sekret tego, jak duże wrażenie zdołała zrobić na mnie muzyka zespołu zaprezentowana na żywo. Ciężko w zasadzie sprecyzować gatunek, w którym kapela się porusza, bo numery zagrane na deskach NRD brzmiały.. nie wiem, jak The Gathering usadowione na post/sludge metalowej szynie, spięte dodatkowo black metalowymi pasami. Brzmi jak szaleństwo, prawda? Taka właśnie jest ta muzyka – z jednej strony mało oczywista, nieprzebojowa i wymagająca uwagi, z drugiej nabierająca na żywo niezwykłego kolorytu. Spora w tym zasługa ekspresji scenicznej małopolskiego trio, która w połączeniu z imponującymi warunkami głosowymi Elizy Ratusznik (będącej jednocześnie basistką grupy) okazała się mieszanką prawdziwie wybuchową. Wokalistka Narbo Dacal (co ciekawe nieco onieśmielona między utworami) w trakcie numerów w ogóle kradła show, zarówno swoim zachowaniem, jak i popisowym wykonywaniem niełatwych partii wokalnych. Nie mam pewności, czy podobne emocje uda mi się ostatecznie odnaleźć na płytach, na pewno jednak chętnie skorzystam z najbliższej sposobności ponownego spotkania zespołu w warunkach koncertowych.
Przyszedł i czas na danie główne niedzielnego wieczoru, czyli zdobywającego coraz większą popularność w naszym kraju Wija. Tu zabawa była już całkowicie beztroska, a prowadzony przez Tuję Szmaragd przyspieszony kurs tańca wyWIJańca bardzo radosny i angażujący. Zgromadzeni dość licznie pod toruńską sceną fani dzielnie (co dowodzi zaskarbionego sobie już przez zespół uznania) śpiewali/ryczeli teksty z debiutanckiego Dziwidła, Przeklętych wód, czy wspominanego Przestworu. Były wszelkiej rasy stworzenia magiczne (Panzerfury, Dziwidła, Żmije, Bazyliszki i Porońce), były fantastyczne opowieści o Lucyferynie i Brek Zarith, były w końcu antykościelne protest songi i zawierane przymierza z Diabłem. Wszystko w roześmianej, pełnej entuzjazmu i pozytywnej energii atmosferze. Dużą zasługę w jej wykreowaniu miał rzecz jasna kameralny klub, w którym rock’n’rollowy puls wyczuwalny był dużo wyraźniej, niż np. na scenie festiwalowej (vide widziany przeze mnie koncert zespołu podczas SDL 2022). I choć wciąż będę się upierał, że druga gitara byłaby w przypadku Wija bardzo pożądana, nie da się ukryć, że bawiłem się podczas koncertu naprawdę znakomicie.
Każdy z występujących w niedzielę bandów zasłużył na uznanie na swój sposób – Wielki Mrok ugruntował moją sympatię, Narbo Dacal całkowicie mnie zaskoczył, Wij pozwolił solidnie się wybawić. Mecz zakończył się więc wynikiem 3:0 i sporą frajdą, że wszystko zagrało jak trzeba.
Fotorelacje:
Wielki Mrok, Narbo Dacal – M.Chabowska Fotografia / Radio Sfera UMK.
Wij – Julia Marszewska Fotografie.
- Les Bâtards du Roi – Les chemins de l’exil (2025) - 7 kwietnia 2026
- AMPACITY publikuje teledysk do „Phantomatics” - 3 kwietnia 2026
- Debiutancki singiel gotyckiego Wolfpack Heading Nowhere już dostępny - 3 kwietnia 2026
Tagi: foto, koncert, live, Narbo Dacal, NRD, Piranha Music, relacja, review, Wielki Mrok, WIJ.






