Optical Sun wzięli na siebie bardzo niewdzięczne zadanie, jedną nogą stojąc w kinematograficznych wpływach, drugą w instrumentalnym w dużej części stoner-doomie. Oba te elementy są niezwykle trudne do zaprezentowania postronnemu słuchaczowi w taki sposób, żeby wciągały i stanowiły odpowiednią nagrodę za poświęcone zasoby. Save Our Souls to więc tym samym album ryzykowny – bardzo niewielu udawało się tego typu muzykę zrobić tak, żeby była satysfakcjonująca. Optical Sun nie są z tego boju wynoszeni na tarczy, ale nie wychodzą też z tarczą. Powiedzmy, że remis, który w tym wypadku trzeba traktować jako zwycięski.
Save Our Souls nie irytuje i nie nudzi, co zazwyczaj jest największym problemem muzyki, której celem wydaje się być budowanie atmosfery w odniesieniu do jakichś filmowych obrazów, malowanie psychodelii czy wtłaczanie słuchaczowi poczucia grozy lub groteski. Optical Sun mają tu nawet swoje sukcesy, bo udanie modelują swoją muzykę w kierunku pożądanego efektu, korzystając z prostych, sprawdzonych patentów (nie jest to żaden przytyk, wręcz przeciwnie). Zespół konstruuje swoje kompozycje w sposób zrozumiały – instrumentem prowadzącym jest tu gitara elektryczna, która bierze na siebie rolę przewodnika tam, gdzie nie ma wokalu, korzystając z prostych, wyrazistych groove’ów.
A skoro już przy tym jesteśmy – napisałem o tym, że w dużej części Save Our Souls jest płytą instrumentalną. Trzy z sześciu utworów to tego typu kompozycje, wzbogacane jedynie samplami z filmów – pośród nich jest np. udany Zaczarowany Las zahaczający o doomową psychodelię z okolic Krux, ale też nudzący jednostajnością Lemon Haze nagrany chyba tylko po to, żeby mieć długość 4:20. Ale to ta druga część, w której pojawiają się wokale, bardziej przykuwa moją uwagę. Otwierający album instrumentalny SOS/Save Our Souls nieco męczy po chwili, więc kiedy płyta przechodzi do następnego VI chciałbym dostać już coś innego. I z początku nie dostaję, dopiero w drugiej części utworu pojawiają się partie wokalne i muzyka przechodzi do nieco innego trybu. Skorzystanie z wokali wydaje się uwalniać w zespole trochę potencjału – dwa pozostałe numery z wokalami, czyli Płonąca Planeta i Kobiety Grzebiące Umarłych są bardziej urozmaicone, wnoszą coś nowego do mikstury – pierwszy z nich, oparty na niemal nieustannej podwójnej stopie, jest ultraciężki, drugi bardziej rozbudowany, eksplorujący więcej emocji, ale oba odważnie zaglądają na poletko postmetalowe, stanowiąc dość ciekawe uzupełnienie do rzeczy proponowanych w kraju np. przez Leshy.
Tym samym Save Our Souls jest albumem dość nierównym, mającym zarówno bardzo efektowne momenty, jak i popadające w zapomnienie. Płyta wpada mi gdzieś w szarą strefę – nic mnie na niej nie razi i od niej nie odpycha, ale też nic nie robi efektu „wow”. Potrafię sobie wyobrazić, że wracam do albumu, nie potrzebuję nawet do tego specjalnie nadwyrężać swojej imaginacji, ale zrobię to raczej po to, żeby przypomnieć sobie o co Optical Sun chodziło albo czy moja recepcja albumu się zmieniła. Niemniej doceniam, że grupa wzięła się za bary z trudną materią i – co podkreślam – nie przegrała tego pojedynku. Póki co jednak traktuję Save Our Souls jako obiecującą wizytówkę zespołu, zasiane ziarno. Chętnie sprawdzę, co z niego wyrośnie za jakiś czas przy kolejnych nagraniach grupy.
6,5/10
Optical Sun na Facebooku
Sprawdź też: Death Has Spoken, Procez, Leshy, Taxi Caveman, Uranus Space Club
- Only Sons – Through the Night Again (2026) - 10 kwietnia 2026
- UKĆ – „Anomalie-Upadek konającego ćwierćwiecza” (2026) - 5 marca 2026
- Formis – „Bestiarius” (2025) - 10 lutego 2026






