Ad Vitam Infernal – “Infernal Comedy” (2020)

  •  
  •  
  •  
  •  

Co prawda zbliżamy się (może i na szczęście) do końca tego roku, ale warto przypomnieć pewne wydawnictwo z jego początku. Jest nim promowana logiem Lavadome Productions debiutancka płyta francuskiego projektu Ad Vitam Infernal, zatytułowana Infernal Comedy, której koncept został zbudowany na niewyczerpanym źródle inspiracji, czyli Nieboskiej Komedii Dantego Alighieri – jej piekielnej strony oczywiście. Jest to temat o tyle ciekawy, co wyeksploatowany, ale jak dla mnie warty zgłębienia i interpretacji we własnym zakresie.

Ad Vitam Infernal tworzone jest przez dwójkę muzyków: Jérôme Mahé i Samuela Girarda, którzy dzielą obowiązki całego zespołu. Co mi się podoba, to przyznanie się do programowania perkusji, wiele zespołów korzysta w studio z tego ułatwienia, lecz często idą w zaparte, że garki zostały odegrane przez żywego perkusistę. Tu sprawa jest przedstawiona czarno na białym i nie budzi żadnych wątpliwości. Partie perkusji możliwe, że mogłyby lepiej brzmieć, dostępne są już mocniejsze próbki, ale te wybrane na płycie nie odstają specjalnie od przyjętych standardów i posiadają nawet jakby staromodny sznyt. Całościowo brzmienie Infernal Comedy także oscyluje przy bardziej staro-szkolnym stylu, jest suche, czytelne, a gitary tną jak przysłowiowe brzytwy. Znowu nie wątpię, że dałoby się wycisnąć coś mocniejszego, ale mam mocne przeczucie, że kompozytorom o takie brzmienia właśnie chodziło i nie są efektem przypadkowym. Dobrze przegryzają się z muzyką, która mówiąc muzycznym żargonem – kosi. Od pierwszych nut uderza z głośników gniew, jad i maksymalna agresja. Można by rzec, że tak właśnie powinien kąsać prawdziwy death metal. Ad Vitam Infernal ma coś z mojego ulubionego albumu Angelcorpse, czyli Exterminate, słychać na obu tych płytach maksymalną miłość do Morbid Angel i uczucie to przełożone jest na dźwięki znacznie brutalniejsze. Daje to efekt uczucia obcowania z pierwotnym, nieopanowanym, zwierzęcym i oczyszczającym gniewem. Do Angelcorpse dodałbym jeszcze wpływy brazylijskiego Rebelliun, które także w umiejętny sposób miesza klasyczne wpływy z podkręconym ekstremum.

Nieco ponad pół godziny trwania płyty naszpikowane jest mocnymi riffami, dobrymi pomysłami, sensownymi aranżami, i mija momentalnie. W wielu przypadkach silnie zbite i agresywne albumy potrafią zmęczyć, Infernal Comedy do nich nie należy. Brutalność płyty przyciąga i w moim przypadku wręcz uspokaja, przez co dołączy do pozycji, które będę włączać, gdy mój nastrój zdominowany zostanie przez nawałnicę nerwów. Jedni piją melisę, inni palą ziółka, ja słucham agresywnej, zacnej muzyki. Liczę, że będę miał jeszcze okazję spotkania się z kolejnymi nagraniami projektu.

Ocena: 8.5/10

Ad Vitam Infernal na Facebook’u.

Tagi: , , , , , , , .