Nie oszukujmy się – czeska muzyka metalowa nie jest specjalnie popularna w naszym kraju, choć nasi południowi sąsiedzi mają dużo dobrego do zaoferowania. Z uwagi na fakt, że mieszkam jakieś trzydzieści kilometrów od granicy państwowej, mój radioodbiornik wyszukuje więcej czeskojęzycznych stacji. Wśród nich jest jedna rockowo-metalowa rozgłośnia z Ostrawy, która w przeciwieństwie do pewnej rodzimej stacji nie boi się puszczać thrashu, blacku i deathu w trakcie dnia. Dzięki temu swego czasu odkryłem kilka świetnych kapel, wśród których zdecydowanym faworytem stała się grupa Arakain.
Zespół ten ma wśród Czechów status legendarnego, co jest kompletnie uzasadnione. Arakain swoją przygodę z muzyką zaczął jeszcze w 1982 roku, a w ciągu kolejnych kilku lat zapełniał sale koncertowe w całej ówczesnej Czechosłowacji. Na pierwsze nagrania przyszło fanom kapeli poczekać do końca lat osiemdziesiątych, a w 1990 roku ukazał się pierwszy studyjny album praskiej ekipy – Thrash the Trash. Później grupa miała z górki, wypuszczając prawie każdego roku nowy krążek. Do 2002 roku Arakain mógł pochwalić się już jedenastoma albumami, kiedy z szeregów zespołu wystąpił charakterystyczny wokalista grupy, Aleš Brichta. Dwa kolejne krążki to nieco odmienna stylistyka, głównie za sprawą nowego wokalisty, którym został Petr Kolář. W 2005 roku doszło jednak do kolejnego przetasowania za mikrofonem, a dla grupy rozpoczął się trwający do dziś okres panowania młodego gardłowego, którym jest Honza Toužimský, barwą głosu przypominający nieco Brichtę. Pozostałe role w zespole również zmieniały swoich wykonawców, choć w obecnym składzie trzech szarpiących za struny muzyków grało w Arakain jeszcze w latach osiemdziesiątych, zaś jednym z gitarzystów jest założyciel grupy, Jirka Urban.
Rok 2019 jest świadkiem dziewiętnastego studyjnego albumu Arakain, zatytułowanego Jekyll & Hyde. Grupa nie zasypuje już swoich fanów nowym materiałem każdego roku. Na ich najnowszy twór trzeba było czekać aż (sic!) trzy lata. Wyróżnikiem kapeli nadal pozostaje ich oddanie językowi czeskiemu, co dla niektórych może być przeszkodą nie do przeskoczenia, aczkolwiek osobiście uważam to za mocną stronę twórczości prażan. W ciągu niemal trzydziestu lat od wydania pierwszego albumu zespół przeszedł dość długą drogę. Pierwsze płyty charakteryzowały się silnymi inspiracjami thrashem z Zatoki San Francisco, można na nich było znaleźć wpływy wczesnego Death Angel czy Sacred Reich. Wraz z kolejnymi wydawnictwami członkowie Arakain zaczęli nieco spuszczać z tonu, skłaniając się w stronę klasycznego heavy metalu, zabarwionego powerem i speedem. Obecna forma kapeli opiera się na łączeniu nowoczesnej techniki z oldschoolowym brzmieniem, trochę jak robi to wspomniany Death Angel. Album Jekyll & Hyde przesycony jest użyciem efektów i podrasowaniem dźwięku, by materiał brzmiał czysto i świeżo.
Dwunastoetapową podróż otwiera Dnes ješte ne, który jest równocześnie singlem promującym najnowsze dziecko Arakain. Mamy tu fajne, rytmiczne granie, oparte o niezłe riffy i mocniejsze granie w zwrotkach, które ustępuje miejsca melodii podczas refrenów. Prosta perkusja nie robi większego wrażenia, skrywając się za ścianą gitarowych motywów. Podobnie można podsumować prawie każdy z dwunastu numerów na Jekyll & Hyde, gdyż próżno szukać tu kompozycji, która wybijałaby się na tle pozostałych jakimś zaskakującym rozwiązaniem. Czesi postawili po raz kolejny na wypróbowane i sprawdzone budowanie utworów. Skoro to działa i to im odpowiada – nie mam przeciwwskazań. Kawałki, na które postawili muzycy Arakain są skoczne i utrzymane w stałym tempie, co powoduje, że przyjemnie się ich słucha. Ukłonem w stronę dawnego brzmienia kapeli może być Šestý smysl, oparty na zmianach tempa i mocnym biciu. Hathor jest w moim odczuciu utworem, który najbardziej zapada w pamięć, poprzez swoje chwytliwe riffy i tłuste solo. Z kolei w Jen vaše ruce za drugi mikrofon chwyta związana od początku historii kapeli Lucie Bílá – aktorka i wokalistka, która obecnie występuje jako gość podczas koncertów Arakain. Jej zadziorny wokal stanowi całkiem ciekawy dodatek. Jest jeszcze tytułowy numer, który zamyka najnowszą płytę Czechów, gdzie muzycy zwalniają nieco tempo, idąc tym samym w kierunku doom metalu, wciąż jednak zachowując swoją melodykę. Porzucenie lekkości heavy metalu ukazuje interesujące oblicze grupy, na którym muzycy śmiało mogliby oprzeć więcej swoich kompozycji.
Krążek Jekyll & Hyde wpisuje się w styl, który nazywam metalem emeryckim. Niedługo Arakain będzie świętować swoje czterdziestolecie, muzycy nie są już najmłodsi, podobnie jak ich fani, którzy są z nimi od 1982 roku – a wraz z wiekiem człowiek może przestaje się spieszyć. Nie można się dziwić, że tempo kawałków Arakain przez lata zwolniło, a agresja została zastąpiona melodią. Wciąż jednak muzycy wykonują swoją robotę na wysokim poziomie. Jeśli lubicie takie kapele jak Running Wild, Gamma Ray, Helloween, to z pewnością spodoba Wam się najnowsze dzieło Czechów. Jak dla mnie, brakuje tu tego przysłowiowego pazura, który stanowił ważny element starszych płyt kapeli. Niemniej jednak jest to całkiem udana propozycja, nad którą warto się pochylić.
Ocena: 8/10
- Varmia – „lauks” (2026) - 7 kwietnia 2026
- SiriusC – „Soil” (2025) - 8 listopada 2025
- Uulliata Digir – „Uulliata Digir” (2025) - 7 stycznia 2025
Tagi: 2019, arakain, czech, czech metal, czechia, Heavy Metal, jekyll & hyde, recenzja, review, speed metal, thrash metal.






