Znajdowanie takich albumów, jak nowe dzieło Arouse the Darkness, napawa mnie optymizmem. Siedzę w metalu większość swojego życia -jeśli „metalowanie” liczyć od momentu zakupu pierwszych kaset, to robią się już trzydzieści trzy lata – a wciąż znajdują się płyty, które mnie zaskakują. Lost in Grief to druga płyta projektu, druga wydana przez Mara Production, ale pierwsza od tej kapeli w moim odtwarzaczu.
Co zaskakuje na tym albumie, to nie nowe podejście do metalu, nie jakieś parcie na przekuwanie stali na nowo czy łączenie elementów różnych gatunków w poszukiwaniu nowych szlaków w muzyce. Na Lost in Grief mamy do czynienia z klasyką, z korzennym podejściem do gatunku i właśnie wybór gatunku jest dla mnie tak pozytywnie zaskakujący. Mówię tu o klasycznym, starym melodic death/doom metalu, jaki znam z połowy lat 90. Duet muzyków z Arouse the Darkness stylistycznie stawia się tam, gdzie gatunek się skończył, czyli w okresie jego najlepszej prosperity i krótko przed upadkiem. Muzyka na krążku jest przepełniona nostalgią, obowiązkowym smutkiem i pięknymi melodiami, które walczą w konfrontacji z ciężkimi gitarami, podwójną stopą, krótkimi blastami i jadowitymi growlami. Kompozycje nie są najkrótsze, artyści dają sobie czas na rozwinięcie swoich pomysłów, korzystając w każdej z nich z dużej ilości motywów i szastając ciężarem i atmosferą w taki sposób, by utrzymać możliwie optymalną atrakcyjność odsłuchu. Motywy są bardzo chwytliwe, co przedkłada się to, iż szybko zapadają w pamięć na dłużej. Nie są to jednowymiarowe strzały, co samo w sobie nadaje płycie więcej wartości.
Studiując wkładkę, dowiedziałem się, że partie perkusji zostały zaprogramowane. Niektórych może to zniechęcać, aczkolwiek ostateczny miks i mastering wykonany przez Mariusza Wołosza w Sound-Online.pl zniwelował uczucie obcowania z syntetykiem do minimum i jeżeli mam być szczery, to słyszałem albumy z żywymi garami, które były tak zbramkowane, że brzmiały sztuczniej. Całość brzmi mocno, selektywnie, może nie wybitnie, ale jak na dzisiejsze realia poprawnie, i mimo że stawiam ostatnio na żywe brzmienia, to nie mam żadnego problemu z odsłuchem.
Lost in Grief mogę z czystym sumieniem polecić fanom Tower, Theatre of Tragedy, wczesnego My Dying Bride czy Cemetary of Scream. Muzycy Arouse the Darkness z sukcesem stworzyli album sięgający najlepszych tradycji death/doom, wkładając weń jednocześnie coś swojego. Słuchając go i patrząc jednocześnie za okno na oszronione drzewa i biały krajobraz, czuję spokój, przyjemność oraz namiastkę klimatu, gdy w wieku czternastu lat zasłuchiwałem się w Turn Loose the Swans, Irreligious czy Wildhoney. Polecam.
Ocena: 9/10
Arouse the Darkness na Facebook’u.
- Guerra Total – „Of Death’s Apotheosis… Cthulhu’s Call and the Terror of the Cosmic Unknown” (2025) - 19 kwietnia 2026
- At the Gates – „The Ghost of a Future Dead” (2026) - 10 kwietnia 2026
- Huge – „Not a Handful of Stones but the Sound of My Soul” (2025) - 9 kwietnia 2026
Tagi: 2025, Arouse the Darkness - Lost in Grief, Doom/Death Metal, Mara Production, recenzja, review.







