Biohazard – „Divided We Fall” (2025)

Dokonało się. Serio, nie wierzyłem, że do tego kiedyś dojdzie, Biohazard nie dość, że wrócił do koncertowania w najmocniejszym składzie, to postanowił nagrać nowy album. Jest to pierwszy album w takim układzie od State of the World Address z 1994 roku, co daje aż trzydzieści jeden lat! Divided We Fall to wielkie wydarzenie, jego premiera odbędzie się 17 października roku bieżącego. Podmiotem odpowiedzialnym za jego ukazanie jest BLKIIBLK Records.

Gdy w 2023 roku potwierdziły się plotki o powrocie Biohazard w składzie Seinfeld, Graziadei, Hambel, Schuler, poczułem, że to będzie mocna rzecz. Muzycy Bajo nigdy nie należeli do ludzi, którzy robiliby zamieszanie wokół siebie bez podstaw ku temu, a taki reunion wiązał się ze sporymi oczekiwaniami fanów, jak i na pewno samych muzyków. Koncerty, jakie skład zagrał od czasu powrotu, pokazały, że podeszli do tematu zawodowo. Miałem osobiście możliwość zobaczenia ich na żywo i faktycznie było potężnie. Muzycy objechali świat z setem złożonym tylko z trzech pierwszych płyt i niszczyli miasta jedno po drugim. Co jest moim zdaniem bardzo ważne, jakimś cudem nowojorska załoga po dziś dzień cieszy się dużym wsparciem sceny hardcore’owej i metalowej co nie jest przesadnie częstym zjawiskiem, a na pewno nie w naszym kraju.

Już po paru miesiącach koncertowania muzycy zaczęli przebąkiwać o możliwości nagrania bardzo klasycznego w budowie albumu. Przechwałki tego typu są bardzo częste wśród powracających kapel, ale jeżeli mam być szczery, często okazują się mrzonkami. Bardzo, ale to bardzo mocno chciałem, by Bajo nagrało coś, co rozniesie, co będzie cholernie dobre, ale i maksymalnie stylizowane na stary styl kapeli. Stream do przedpremierowego odsłuchu płyty dostałem na długo przed premierą, była to potężna próba – istniało zagrożenie, że do czasu pisania recenzji będę mieć już album obsłuchany, a pierwotne emocje rozmyte. Pełen obaw odsłuchałem dwa razy i odstawiłem do dziś.

Pauza okazała się bardzo pomocna. Przyznam szczerze, ja – gość, który łykał każdy album zespołu przez długie lata jego istnienia – po pierwszym odsłuchu zawiodłem się nowym albumem. Oczekiwania były ogromne, okazały się za wysokie, musiałem się zawieść.
Pierwsze single, jakimi w nas rzucono, rozpaliły te odczucia do czerwoności, Forsaken i Fuck the System okazały się tak potężnymi ciosami, że nabrałem za dużego apetytu na resztę. Te dwa utwory są zbudowane na rozwiązaniach, riffach w klimacie trzech pierwszych płyt. Chciałem całej takiej płyty, jednak trzeba pamiętać, że Biohazard to nie tylko lata do 1994 roku, ja o tym zapomniałem i się zawiodłem. Divided We Fall okazał się albumem w stu procentach biohazardowym, ale nagranym przez muzyków, którzy przecież byli aktywni przez długie lata po odejściu Hambela w połowie lat 90. To słychać, bo obok patentów jednoznacznie utrzymanych w stylistyce debiutu, Urban Discipline i State of the World Address, pojawiają się również nawiązujące do płyt późniejszych takich jak Kill or be Killed, czy Reborn in Defiance, które moim zdaniem są cały czas dobrym kawałkiem nowoczesnego HC.

Tracklista płyty została tak ułożona, by trzy pierwsze kompozycje uderzały w starocie – wspomniane Fuck the System, Forsaken oraz Eyes on Six to klasyka. 100% Biohazard w Biohazard. Kto słyszał, ten wie. Średnie tempa, twarde riffy, siłowe wokale, świetne bębnienie Schulera i harmonie gitarowe Hambela to esencja stylu nowojorczyków. Kompozycje te są mocne, na pewno dominujące nad całością. W Death of Me obok starego stylu możemy usłyszeć tematy zdecydowanie nowocześniejsze. Death of Me jest zajebistym utworem, ciężkim, ale już zdecydowanie pasującym bardziej do płyt nagranych po roku 2000. Podobna historia odnosi się do kolejnego w zestawie, Words to the Wise, w którym miesza się stare z nowym na zasadzie „fifty-fifty”, a całość uatrakcyjnia świetne solo Hambela.

Fight to be Free może i jest dosyć klasyczny w budowie, ale nowocześniejszy posmak dają efekty nałożone na wokal Seinfelda, co mi osobiście kojarzy się z utworem Authority z Mata Leão. Następny, War Inside Me, utrzymuje podobny vibe, można odczuć, że Evan zdecydowanie upodobał sobie rzeczy, które robił na późniejszych albumach i dał temu pokaz na nowym. Jest to utwór z fajnym groove, zapadający w pamięć.
Z ósemką wlatuje S.I.T.F.O.A i to jest rzecz, którą osobiście bym z tej płyty usunął. W moim uznaniu nie unosi ciężaru, a bez niego płyta byłaby i tak dosyć długa. Utwór nie przekonuje i zbudowany jest na dosyć infantylnych funkcjach. Pewnie miał stać się przerywnikiem w reszcie agresywnego stuffu, ale jak dla mnie stał się niepotrzebną bułą psującą całość.

Dobra kondycja wraca z Tear Down the Walls, który jest najszybszym songiem z całości. Zdecydowanie wcina się w konwencję surowego debiutu i szkoda, że takich kawałków nie ma tu więcej. Na pewno sprawdzi się na koncertach.
I Will Overcome leci w podobnym, starym stylu, z bujanymi riffami i częstymi przyspieszeniami. Jest to łatwo zapamiętywalny utwór, a chórki nagrane pod refren bardzo fajnie podbijają „przebojowość”.

Na koniec muzycy przygotowali coś, co za pewne ma być czymś na zasadzie koncertowego hymnu dla maniaków. Szybkie rytmy i „chropowate” wokale robią z tej kompozycji coś w stylu Kill or Be Killed. Do tego melodyjnie i pompatycznie zaśpiewany refren Evana i dostajemy w końcówce dosyć nowoczesny kawałek, który ostatecznie też nie należy do moich ulubionych.

Divided We Fall dla mnie nie jest albumem idealnym. Zespół na pewno zrobił co mógł, by nagrać płytę możliwie szczerą i chwała im za to. Niestety nie był w stanie nagrać kompozycji, które w stu procentach brzmiałyby jak klasyczne. Wbrew zapowiedziom, nowy Biohazard czerpie z praktycznie całej dyskografii i to słychać wyraźnie. Przez długie lata głównym motorem i kompozytorem zespołu był Billy Graziadei i w moim odczuciu wiele się pod tym względem nie zmieniło. Może i zespół usiadł wspólnie do komponowania, ale większość riffów była jego – to po prostu słychać. Został stworzony bardzo dobry album, ale pewnie nie tylko ja spodziewałem się wielkiego, przez co się zawiodłem. Jednakże zawiedzenie to może być niesłuszne, bo mam też odczucie, że moje oczekiwania najnormalniej były nierealne. Mamy rok 2025, a nie 1992, wiele się zmieniło i trzeba to zaakceptować.

Ocena: 8/10

Biohazard na Facebook’u.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , .