Miracle – „The Fall of Existence” (2022)

Po małej przerwie wracam do zagłębiania się w polskie podziemie muzyki ekstremalnej fundowane przez Thrashing Madness. Katalog tej wytwórni w krótkim czasie stał się już praktycznie czymś na miarę muzeum tego, czym był metal w naszym kraju na przełomie lat 80. i 90. Tym razem padło na poznański zespół Miracle, którego jeden materiał miałem już okazję recenzować (link do recki). The Fall of Existence to pierwsze demo w historii zespołu, które wydane zostało w 1992 roku nakładem zespołu, a wydanie Thrashing Madness wzbogacono dwoma nagraniami live i trzyutworowym promo z 1995 roku, a więc jest na krążku trochę materiału do przerobienia. Polecę chronologicznie.

Demo The Fall of Existence to pięć kompozycji zespołu debiutującego, to słychać. Ich ówczesna thrash/death metalowa mieszanka wzbogacona była o kilka nawiązań do doom metalu, ale nie były to jeszcze przesadnie silne wpływy. Słychać, że zespół miał potencjał, a znając ich późniejszy materiał właściwie wiem, że go miał. Demo było jeszcze nieco chaotyczne, hałaśliwe i niezdecydowane, brzmi trochę, jakby muzycy chcieli wrzucić w kompozycje więcej niż umieli odegrać albo połączyć, by nie brzmiało kwadratowo. Nie zmienia to jednak faktu, że odbieram materiał pozytywnie, jest to muzyka już historyczna i pokazująca poziom sceny, a ja ten okres w muzyce bardzo lubię. Cała ta lekko naiwna, ambitna muzyka jest w odbiorze łatwa i po prostu taka jak scena w tamtym okresie.

Bonusowe utwory koncertowe następujące po demówce, co zaskakujące, brzmią od niej lepiej, silniej i ukazują zespół jako zgrany, mocny band. Z żywym brzmieniem utwory wypadają energiczniej i jakby mniej chaotycznie – możliwe, że od czasu nagrań dema muzycy się rozwinęli, co zaowocowało nieco lepszym odtworzeniem kompozycji na żywo.

Płytę zamyka promo z 1995 roku, które skierowało muzyków w stronę mieszanki death/doom. Ciekawe, bo po The Fall of Existence zespół nagrał mocno death metalowe The Remnants of Humanity, a dwa lata później zaproponował kolejną zmianę stylu. Fakt, takie wtedy były trendy. Wszędzie rządził doom, wszyscy słuchali My Dying Bride, Anathemy, Moonspella i The Gathering, a w Polsce rządził Sirrah, Moonlight, Sacriversum i Cemetery of Scream. Można by w tym momencie Miracle posądzić o koniunkturalność, ale faktem jest, że smutne melodie towarzyszyły im od samego początku i materiał z 1995 stał się raczej rozwinięciem wcześniejszych pomysłów. Samo promo nie odstaje od tego co scena doom/death proponowała i ciekawi mnie bardzo, jak to wyszło, iż nikt nie podłapał go, by podpisać z muzykami kontrakt.

Thrashing Madness na Facebook’u.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , .