Boom slamu w ostatnich latach jest zadziwiająco duży. Mnie, jako fana muzy klasy arcyciężkiej, krwawej i mięsistej tendencja ta wyraźnie cieszy. Ale też męczy. Każdy wie, że dowolna fala przynosi n zespołów dobrych oraz n² popeliny ciągnącej się w ogonku niczym smrodek za dojrzałym Vieux Boulogne, którzy to, pożal się, Boże, artyści próbują tworzyć… w sumie cholera wie, po co. Zwietrzyli chyba, że brutal znaczy modne i liczą na swoją chwilę. Kończąc tą luźną myśl powiem tylko, że dobrze się domyślasz co do jakości prezentowanego materiału.
Ja nie wiem, co jest z tym Rotten Music. Potrafią wydać naprawdę klawe rzeczy (Aceptic Goitre i Horrendous Forms of Human Ruination na ten przykład), żeby później puścić w świat jakiegoś gniota. Gutted by One Man co prawda totalnym gniotem nie jest, ale niewiele mu brakuje. Mamy do czynienia z 4-way splitem jednoosobowych projektów slamowych. Projektów wcześniej mi nieznanych i ogólnie dopiero raczkujących. Od razu przyznam, że zapoznanie się z nimi świata mi nie zmieniło. A w jednym wypadku wolałbym nawet błogą ignorancję, ale po kolei.
Po kolei znaczy, zaczynamy od Bonesaw Lobotomy. Powstały w roku ubiegłym one-man-band nazwę niby ma fajną, szkoda, że z muzą już tak fajnie nie jest. Pamiętacie wstępniakową tezę? Oto właśnie wizerunek BL. Zlepek riffów typu „już to słyszałem” z kompozycją z rodzaju „wiem, co teraz będzie” i wokalem, który zupełnie się nie wyróżnia. Nie powiem, jakieś tam momenty to niby ma (Gagged with a Crowbar), ale słyszałem je już sto razy w lepszych i lepiej brzmiących wersjach innych zespołów. Czytaj: Skinless. Zdaję się, że na splicie autor prezentuje całą swoją dotychczasową twórczość. Rozumiem, że dopiero początek, że domowe studio, że ograniczony sprzęt i same początki. Normalnie uwagi na Bonesaw Lobotomy bym nie zwrócił, ale skoro przysłali do recenzji powiem tylko „nothing to see here, move along”
Natomiast Mastectomy… cóż, żeby właściwie opisać Mastectomy muszę poprosić Szefa o zgodę na wyłączenie trybu przyzwoitości (zezwalam – Piotr).
Tryb przyzwoitości: off
No więc tak… powiem krótko: takiego szajsu już dawno nie słyszałem. Od pierwszego, biedakrzyku do ostatniej nuty nagranie wypełnia ciekłe gówno. Tyle go jest, że nawet nie wiem, od czego zacząć. Może od informacji. Mastectomy „prezentuje” tu ekstremalnie denerwujący lachociąg oryginalnie wydany na EPce. 4 kawałki wpędzające w depresję nawet porządnie zrobionego rastamana (i to w tym znaczeniu) trwają aż 14 minut, czyli dużo za długo. I do tego wykonane przez naszego rodaka, jakby hańby było mało. Muzycznie jest tak marnie jak tylko można. Poczynając od wokalu zjebanego, żałośnie śmiesznego i amatorskiego, przez prostacką i nudną jak wystąpienie prezydenta Somalii na temat nowego gatunku banana kompozycję, kończąc na brzmieniu tępym i głuchym, wszystko tu obrabia trzydziestocalowe pały w każdy możliwy sposób, od oralnego poczynając. Kurwa, już pierwsze sekundy zrażają, zniesmaczają i skutecznie psują dzień. A potem jest tylko gorzej. Unikać, totalnie unikać, pliki mp3 wywalić, płytę zarysować, byle nie słyszeć tego szajsu. Autor powinien dostać zawiadomienie od prokuratury o wiadomej treści, takie samo jak Testoviron ongiś, i dożywotni ban na trzymanie jakiegokolwiek instrumentu muzycznego w łapskach
Tryb przyzwoitości: on
yyy… co się stało… o, Mastectomy już zrobione, to można opisywać dalej.
Po szambie, przez jakie dane Ci było przejść, słuchaczu (jeżeli jakimś cudem jeszcze nie wyrzuciłeś płyty za burtę) Hate Inclination i Numbered with the Transgressors prezentują poziom wręcz światowy. Gdy przesłuchać tylko ichni stuff robi się troszkę mniej kolorowo, ale i tak to ta lepsza część splitu. Lepiej zrobiona, przyjemniej pomyślana, z większym skillem w łapach i gardłach. Co prawda i tak co najwyżej osiągają wyższe stany średnie (z nakierowaniem na ciut lepsze HI), niemniej da się tego słuchać. Choć do tezy jednak pasują i grają raczej monotonnie. Tak, jak we wcześniejszych przypadkach, tu też mamy do czynienia z kompozycjami wydanymi wcześniej, na demkach i splitach, i jeżeli już zamierzacie coś kupować to właśnie te demka.
Suma sumarum te prawie 50 minut było trudne do zgryzienia. Split, jak już się rzekło, nie jest wysokich lotów, wręcz przeciwnie. Podium zajmują na pierwszym miejscu Hate Inclination, na drugim Numbered. Na trzecim… ja wiem, okładka jest całkiem spoko. Reszta to strata czasu, nerwów, RIGCzu i ogólnie miernota. Jeżeli chcecie splita polecam wspomniany wyżej Horrendous Forms of Human Ruination.
Ocena: 4,5/10
- Ayyur – „The Lunatic Creature” (2018) - 13 lipca 2019
- Psychopathic – „Phases” (2018) - 6 lipca 2019
- Himura – „Exterminio” (2016) - 30 czerwca 2019
Tagi: 2015, Bonesaw Lobotomy, brutal death metal, gutted by one man, Hate Inclination, kapitan bajeczny, Mastectomy, not so brutal, Numbered with the Transgressors, recenzja, Rotten Music, Slam, split, Testoviron wróć ;____;.







