Crism to jednoosobowy projekt Konrada Ściepki, który rządząc niepodzielnie, dopuszcza do muzyki jedynie perkusistę Łukasza „Kumana” Kumańskiego (Mùlk, Me and That Man), by w takim składzie nagrać album nazwany po prostu Crism. Płyta miała premierę w zeszłym roku przy współpracy z Interstellar Smoke Records. Nagrywano ją w kilku lokalizacjach, aż ostatecznie trafiła w ręce Haldora Grunberga z rozchwytywanego Satanic Audio.
Krążek chwilę u mnie przeleżał. Trochę dlatego, że się mi zapodział, a trochę dlatego, że mam do niego mieszane uczucia, ale po kolei. Płyta nie należy do najkrótszych, dziesięć kompozycji łączy się w niemal 50-minutowy, dosyć wymagający album. Stylistykę, w jaką przyodział się projekt Crism, nazwałbym rozmarzonym, przestrzennym rockiem z ciągotkami do metalu i psychodelicznego grunge’u (niektóre rozwiązania aranżacyjne kojarzą mi się z wczesnym Toolem). Jest to także bez wątpienia bardzo ambitna muzyka. Ściepko rzucił się samotnie na głęboką wodę i generalnie radzi sobie bardzo dobrze. Kompozycje są bogate w środki, sporo się w nich dzieje, większość ma wyraźne refreny powodujące ciarki. Jeden z takich momentów znaleźć można w utworze Bitterness. Autor wprowadził weń wysokie, zachrypnięte partie wokalne, w których wypada zresztą najmocniej. Inny „ciarkowy” fragment dotyczy kawałka Go Back – głos Ściepki i melodia zahaczają tu o rzeczy, z jakich znamy nieodżałowanego Layne’a Staleya z Alice in Chains. W tej samej kompozycji jednak pojawiają się elementy wzbudzające we mnie mieszane uczucia. Chodzi mi o nieprzekonujące zwrotki, wyraźnie słabsze muzycznie niż refreny, a wokal niepodparty chrypą i mocą zdradza niedoskonałości. Powiem szczerze, gdyby nie partie w tym stylu, album mógłby u mnie dostać pełną notę, bo większość materiału wypada świetnie. Niestety znajduję tu momenty ciągnące go w dół, które twórca Crism musi w przyszłości wyeliminować, by w pełni rozwinąć skrzydła – a ma co rozwijać. Crism jest płytą mocną, aspirującą do czołówki. Nawiązania do dobrego grunge’u uważam za doskonały kierunek, gdyż dziś nikt już nie robi takiej muzyki jak Alice in Chains, Soundgarden czy Stone Temple Pilots. W swoim czasie wspomniane kapele nagrały płyty, które do dziś nie zostały zdetronizowane, i do ich fanów kierowałbym muzykę Ściepki (może też do sympatyków melancholii zespołu Katatonia). Czekam zatem na kolejny ruch Crism i mam nadzieję, że projekt będzie mierzył jeszcze wyżej.
Ocena: 6/10
- Guerra Total – „Of Death’s Apotheosis… Cthulhu’s Call and the Terror of the Cosmic Unknown” (2025) - 19 kwietnia 2026
- At the Gates – „The Ghost of a Future Dead” (2026) - 10 kwietnia 2026
- Huge – „Not a Handful of Stones but the Sound of My Soul” (2025) - 9 kwietnia 2026
Tagi: 2022, Crism, grunge, Interstellar Smoke Records, recenzja, review, rock.







