Jakoś tak się wszystko ułożyło, że nie znam zbyt wielu dobrych zespołów wywodzących się zza wschodniej granicy naszego kraju. Być może nadchodzi czas, aby spróbować trochę zmienić ten stan rzeczy i troszkę poszperać w przedstawicielach tamtejszej sceny – a przynajmniej do takiego wniosku doszedłem po starciu z ostatnim albumem rosyjskiej sludge’owej formacji Crust. Wpadł on w moje ręce dość dawno, jednak dopiero teraz znalazłem czas, żeby go sprawdzić. Wielki błąd.
Wydany w ubiegłym roku przez moskiewskie No Name Records (znane też jako Addicted Label) krążek zatytułowany Stoic nie jest niestety idealny. Mój główny zarzut dotyczy warstwy produkcyjnej, a konkretnie bębnów, które powinny być, jak sądzę, nieco bardziej wyraziste. W pewnych momentach ich potężniejsze brzmienie nadałoby muzyce tria większego pieprznięcia (na przykład w Darkness Becomes Us czy instrumentalnym Desert).
Cała reszta kwestii związanych ze Stoic to miód na uszy fanów sludge’u i nie tylko – w swojej muzyce zespół miesza wspomniany już sludge z doomem, post metalem, a nawet blackiem. Tym gatunkowym miszmaszem jesteśmy raczeni praktycznie cały czas: od agresywnego, doomowo-blackowego utworu tytułowego, przez wielowątkowy Watching Emptiness, sludge’owo miażdżący refren świetnego A Blind Man in Darkness, flirtujące z blackiem Plague, skłaniające się nieco w stronę doomu Darkness Becomes Us i Anhedonię, aż po wspomniany już instrumentalny Desert, który skręca z kolei w psychodeliczne rejony. Crust na swoim trzecim albumie są nieprzewidywalni, a ta nieprzewidywalność to jeden z największych atutów ich zeszłorocznego wydawnictwa. Skąpany w posępnej – odważyłbym nawet użyć się słowa: „apokaliptycznej” – atmosferze Stoic wypada niezwykle intrygująco i pomimo że nie są to dźwięki należące do szczególnie przyjemnych i wywołujących pozytywne emocje, to nie sposób się od niego oderwać.
Spora w tym zasługa kompozycyjnych umiejętności tria, które stoją na zdecydowanie ponadprzeciętnym poziomie. Zmiany motywów i gatunkowych inspiracji, choć nader częste, w żadnym punkcie nie brzmią na wymuszone czy pozbawione głębszego sensu. Wszystko jest świetnie zbalansowane, wściekłe fragmenty mieszają się z tymi bardziej klimatycznymi w idealnych proporcjach. Dzięki tej harmonii na swój sposób chwytliwe i współgrające z przytłaczającym klimatem Stoic melodie wwiercają się pod czaszkę i pozostają tam na naprawdę długo.
Gdyby nie brzmienie perkusji, mielibyśmy do czynienia z albumem ocierającym się o doskonałość. Ten mankament okazuje się jednak tylko drobną rysą na diamencie, jaki Crust wydali w ubiegłym roku. Z całego serca polecam nadrobić ten krążek, a przy okazji i dwa poprzednie – sam zamierzam już wkrótce się tym zająć. Tym bardziej że czwarty album Rosjan zatytułowany Wanderers ma ujrzeć światło dzienne już w przyszłym miesiącu.
Ocena: 9/10
- Villagers of Ioannina City, Sunnata, Five the Hierophant – Kraków (11.03.2026) - 23 marca 2026
- Psychonaut – „World Maker” (2025) - 13 lutego 2026
- Königreichssaal – „Loewen II” (2025) - 26 stycznia 2026
Tagi: 2021, black metal, crust, doom metal, no name records, recenzja, review, sludge metal, Stoic, [addicted label].






