Powrót Destroyers po blisko trzydziestu latach wydawniczej ciszy był zarówno jedną z bardziej oczekiwanych (przez starą gwardię), jak i mocno wyszydzanych premier ubiegłego roku. Przez długi czas sedno zamieszania dot. pochodzącego z Bytomia zespolu mnie omijało, w końcu sam postanowiłem sprawdzić o co tak właściwie chodzi. Gotowy na przyjęcie (wierząc opinii wielu) prawdopodobnie zabójczej dawki żenady, zabrałem się za lekturę Dziewięciu kręgów zła. Przeżyłem, i choć muzycznie muszę ten album za pewne rzeczy pochwalić, ze względu na teksty i sposób ich aranżacji, jestem w stanie wspomnianą nagonkę zrozumieć.
Zacznę od tego, co na Dziewięciu Kręgach Zła jest dobre, czyli od warstwy instrumentalnej. Ta sprawdza się naprawdę nieźle, a niektóre z ośmiu kawałków (Wszetecznica, Zemsta Roninów, Bal) muzycznie więcej niż dają radę. Cała reszta również jest okej, i pomimo że opadu szczęki nie ma, to jednak thrashowa energia, którą zespół nadal posiada wraz z klasycznymi i na ogół wpadającymi w ucho riffami daje przyzwoity efekt, na który fani thrashu nie powinni kręcić nosem. Do tego dołożyć można dobre brzmienie, które wprawdzie mogłoby mieć odrobinę więcej mocy, ale mimo tego współgra z tą oldskulowością, którą czuć tutaj na każdym kroku. Instrumenty są wyraźne, miks jest zbalansowany, również wokal Marka Łozy wraz z jego tekstami jest doskonale słyszalny – no właśnie, skoro już o nich mowa, czas na rzeczy, które chluby Destroyers zdecydowanie nie przynoszą.
Łoza jest wokalistą z kategorii tych, których albo przyjmuje się z dobrodziejstwem inwentarza, albo po prostu się go nienawidzi. Niestety zaliczam się do tego mniej entuzjastycznego grona. Standardowy, chrapliwy wokal Łozy jeszcze bym jakoś zdzierżył, jednak jego wysokie zaśpiewy scharakteryzowałbym skrótem OOO – są obleśne, odpychające, o-ku**a-czego-ja-słucham. Niestety tego typu fragmenty są częścią prawie każdego utworu, przez co niesmak jest obecny cały czas. قواعد لعبة بلاك جاك Kolejnym problemem są teksty, bo liryki mimo poruszania czasem ciekawych tematów (Elżbieta Batory w prostolinijnej Krwawej Hrabinie, wielka epidemia Dżumy w Czarnej Śmierci, historia Lukrecji Borgii we Wszetecznicy czy Inferno Dantego w numerze tytułowym) nie są szczególnie wyszukane, a z dodatkiem wokalu Łozy brzmią średnio poważnie, momentami wręcz bardzo słabo. Wisienka na torcie? Wybór może być tylko jeden – pamiętacie może „Trzynastą księgę Pana Tadeusza”, która w moich czasach szkolnych bawiła całe rzesze rówieśników wulgarnym opisem nocy poślubnej głównego bohatera? بيت ٣٦٥ No więc w ostatecznie uosabiającym wszystko co złe w Destroyers kawałku Noc Lubieżnych Ciał użyto tego materiału, jako tekstu źródłowego. Wiecie, pięćdziesięcioletni Łoza zniewieściałym wysokim głosem podśpiewujący o „mistrzu minety”,„twardym wzwodzie” i tym podobnych. Nie będzie krzty przesady, gdy powiem, że słuchając tego miałem ochotę zwrócić świąteczny sernik. Zafiksowanie na punkcie seksu oraz seksualności widać też w innych utworach (budzenie „smakiem nowej cipki” oraz „rżnięcie dziwek aż się padnie” w Balu) oraz nawet okładce – jeśli Łoza mimo coraz większej liczby lat na karku nadal jest takim ogierem, to szacun, jeśli jednak w ten sposób odbija sobie tęsknotę za dziarskim życiem – to trochę żałosne.
Reasumując, bez bicia przyznam się, że choć czas poświęcony na nowy album Destroyers mógłbym pewnie spędzić lepiej, muzycznie po Dziewięciu Kręgach Zła spodziewałem się czegoś znacznie gorszego. To klasyczny thrash metalowy album, bez problemu broniący się pod kątem instrumentalnym. Płyta jest jednak skąpana w kiczowatej otoczce, często autentycznie ocierającej się o śmieszność (niestety w negatywnym tego słowa znaczeniu). Do tego została po prostu fatalnie zaśpiewana. Można to kupować, można się przy tym bawić… ok. Ja jednak postoję.
Ocena: 4.5/10
PS: W razie potrzeby zwiększenia nakładu, polecałbym zarówno wydawcy Putrid Cult oraz samemu zespołowi zerknięcie na tracklistę. Utwór #6 pomylił się komuś z utworem #7, do poprawy. betfinal عربي
Destroyers na Facebooku
- Morpholith, Moonstone, Triangle Choice – Katowice (08.04.2026) - 17 kwietnia 2026
- HellFuck – „9 Nails Hammered Into the Flesh of God” (2026) - 9 kwietnia 2026
- Pothamus – „Abur” (2025) - 31 marca 2026
Tagi: 2020, Destroyers, Dziewięć Kręgów Zła, Putrid Cult, recenzja, review, thrash metal.







