Mats Funderud to już nie tylko nazwisko. Gość stał się marką rozpoznawalną w kręgach slamowych niczym Michael Bay w Hollywoodzie. Jakbyście nie wiedzieli, to on stoi za instytucją Slam Crew, on promuje scenę i bandy, organizuje też gigi, ale najważniejsze, że to on stoi za sukcesem Kraanium. Oraz kilku pomniejszych projektów, zawsze trzymających pewny poziom. Tym razem będzie o jego najświeższym i najtrudniejszym do wymówienia zespole.
Diphenylchloroarsine (dzięki wszelkim bogom za kopiuj-wklej) to nie tylko chemiczne paskudztwo, przez które się udusisz, ale też nazwa kolejnej Funderudowej patologii. Opisywany The Level 6 Purge jest ichnią pierwszą EP-ką o pokaźnym rozmiarze oscylującym wokół tysiąca ośmiuset standardowych jednostek czasowych, które to przekładają się na sześć utworów. Za rozpowszechnienie odpowiada dobrze nam znajome Rotten Music, które zresztą znowu ciut pomęczymy, a któremu gratuluję prężnego i pokaźnego rozwoju. Czym się Diphenylchloroarsine wyróżnia spomiędzy dziesiątek innych slamów?
Ciężarem. Jeżeli od niskich rejestrów Twoje jelita zaczynają nieprzyjemnie wytrząsać zawartość, lepiej trzymaj się od Poziomu Szóstego z daleka. Ten krążek jest wręcz krytycznie nisko zagrany, aż dziw bierze, że ktoś się przypadkowo na strunach nie powiesił. Koncepcją powstania projektu musiało być pobicie wszelkich dotychczasowych rekordów i zagranie tak nisko, że już bardziej się nie da. Bas chłoszcze przez czas trwania całej płyty, wspomagany często-gęsto także bassdropami. No mercy for the weak! Dzieła zniszczenia dopełnia perkusja (automatowa, a jakżeby inaczej) i sposób jej nagrania. Po prostu mózg siada, co w tym przypadku jest bardzo pożądanym efektem. Posłuchajcie sobie zresztą LVL3 Infection, które już na starcie wgniata w glebę. Jaram się jak pewna Francuzka w maju 1431. Do tego znajdziecie tam okazyjne wokale drugiego Funderuda, Martina. I jeszcze kogośtam.
Czytając powyższy akapit miałbym wręcz pewność, że cały ten bas zlewa się w jedno nieczytelne bajoro wibracji rektalno-kardialnych. Otóż nie. Duży w tym udział naprawdę klawej produkcji, ale przede wszystkim zawdzięczamy to kapitalnej pracy gitarowej. Widać, że Mats zna się na slamie jak mało kto. Riffy napakowane są specyficznym groovem, pojawia się sporo sztucznych flażoletów, jest też kilka przyśpieszeń tempa (LVL 1 Contamination na intro chociażby). Niemniej podstawą są gibające światem hammery i slamdowny, miażdżące ciężarem i pięknym, płynącym flowem. Wokale Benny’ego (wcześniej się na Fermented Masturbarion udzielał chociażby) ładnie się do nich dopasowują, a sam Benny rzemiosło opanował może nie na poziomie kosmicznym, ale na pewno zacnym. Perka to samo, idealnie trafione miodzio. Bardzo podoba mi się też kwestia sampli. Nie za dużo, nie za mało, idealnie i klimatycznie, a poza tym jedno z Fallouta, za co dodatkowy plus.
Płytą możesz zawieść się tylko w jednym przypadku, więc uprzedzam: nie oczekuj niczego nowego. Celem Diphenylchloroarsine nie jest innowacja, tylko slamowe jamowanie, a w tym są świetni. Każdy jeden utwór jest rozjeżdżającym mózg walcem i mogę sobie tylko wyobrażać, jak kozacko sprawdziłby się na żywo. Kwestia braku odkrywczości niniejszego materiału niespecjalnie mnie obchodzi. Wyszło, jak miało wyjść. I wyszło świetnie przy okazji. Me gusta, oby więcej takich wydawnictw, Rotten Music!
Ocena: 9/10
- Ayyur – „The Lunatic Creature” (2018) - 13 lipca 2019
- Psychopathic – „Phases” (2018) - 6 lipca 2019
- Himura – „Exterminio” (2016) - 30 czerwca 2019
Tagi: 2015, Diphenylchloroarsine, kapitan bajeczny, Martin Funderud, Mats Funderud, recenzja, Rotten Music, Slam, Sludge, The Level 6 Purge.






