Dola – „Tabernakulum” (2024)

W 2020 roku szerzej nieznany zespół Dola znienacka rozłożył mnie na łopatki swoim eklektycznym debiutem pełnym niepokojących dźwięków oraz gatunkowego pomieszania z poplątaniem. Wydane rok później Czasy nieco uporządkowały ten miszmasz, a choć krążek nie doskoczył do poprzeczki wysoko zawieszonej przez intrygujący i hipnotyzujący debiut, to jednak dał wystarczająco dużo powodów, aby traktować trio jako coś więcej niż jednostrzałowca. Teraz grupa powraca po trzech latach ciszy z wydanym pod egidą Piranha Music Tabernakulum.

Muszę przyznać, że pierwsza część trzeciej płyty Doli nieco mnie rozczarowała. Tytułowe Tabernakulum oraz następujące po nim Tysiąc Razy to w zdecydowanie przeważającej większości po prostu mieszanka black metalu i sludge’u z obowiązkowym momentem wyciszenia oraz lekko jazzującą perkusją tu i ówdzie, przypominającą o poprzednich dokonaniach formacji. Skomponowane jest to dobrze, więc znajdziecie w tych numerach kilka naprawdę mocnych riffów, ale jednocześnie wyróżniają się one głównie ślicznym fragmentem w zakończeniu Tysiąca Razy. Zespół przyzwyczaił mnie do zdecydowanie odważniejszej gatunkowej żonglerki, stąd też mimo niezaprzeczalnej solidności tego materiału, podczas pierwszych dwóch pełnych kompozycji na Tabernakulum w mojej głowie pojawiały się lekkie obawy dotyczące reszty krążka.

Na szczęście od świetnej Chimery nagranej z gościnnym udziałem Patryka Rzeszutka z Biesów, sprawa ma się już zdecydowanie lepiej – dzieje się zdecydowanie więcej, a Doli udaje się nawiązać nawet nie tyle do poziomu Czasów, co wręcz do rewelacyjnego debiutu. Połamany rytm ogrywanego już przez zespół na koncertach utworu Oszust (tutaj z gościnnym udziałem Roberta Śliwki z zespołu Ugory) zawładnął mną już na żywo, z płyty działa równie dobrze. Niepokojąca, transowa wręcz trąbka intrygująco prowadzi I nawet nie usłyszysz, kiedy to się stanie do potężnego sludge’owego uderzenia, a następnie wiedzie do wyróżniającego się gitarami akustycznymi (których naprawdę na Tabernakulum brakuje) przejścia wprost do blackowej końcówki – elementy niby te same co wcześniej, jednak zrealizowane zdecydowanie bardziej „dolowo”. No i jeszcze A światłem jest gniew wieńczący album, z tą jego lekko niepokojącą przebojowością oraz świetną perkusją Stempola – znakomity kawałek z potencjałem do ciorania na żywo, szczególnie w końcówce.

No i znowu to zrobili i wzięli mnie z zaskoczenia. Po dobrym, choć jak na ten zespół dość bezpiecznym początku, pozostała część płyty wyrywa z butów i w dużej mierze stanowi w moich oczach o tym, że Tabernakulum koniec końców przebiło poprzednią płytę Doli. Z racji zauważalnego postawienia przede wszystkim na black oraz sludge, myślę, że to właśnie fanom tych gatunków nowa pozycja w dyskografii tria przypadnie do gustu najbardziej. Nie brak tu jednak tych tak zwanych „odjazdów”, za które pokochałem tych gości w 2020 roku. Sprawdźcie sami.

Ocena: 8.5/10

Dola na Facebooku

Łukasz W.
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , .