F.A.M. – „Human Cargo” (2016)

Troszkę przyszło nam czekać na drugi pełnograj od Wrocławskich deathgrindersów ( w ogóle co to za prawidłowość że Śląsk od patoli wręcz kipi a w mojej Polsce G co najwyżej metalcore można znaleźć?) ale już jest. Następca Bullet(in) atakuje pod banderą Deformeathing Productions, a przecież to wydawnictwo cackać się nie zwykło. Tak jest i tym razem. Human Cargo to pół godziny/czternaście utworów mocnego ciosu z pogranicza śmierci i mielca. Mocnego, ale i dobrze nam znanego.

Płyta zbyt różnorodna nie jest, powiedzmy szczerze. Ale nie sądzę, że taki był zamysł. Jeżeli już miała coś udowodnić to raczej fakt, że F.A.M. naprawdę potrafi człowieka poturbować. Tu akcja zaczyna się już w pierwszym Junkie. Bez wstępów, bez gadania, bez ostrzeżenia. Gitary rżną, perkusja blastuje, po prostu sieka. I takie tony nie odpuszczają aż do końca, są tylko przerywane częstymi samplami (całkiem niezłymi, chociaż nie widzę w nich większego zamierzenia niż samo dobre brzmienie) na rozpoczęcie kolejnych utworów. Przez seans Human Cargo przewinie się trochę świniaków na About Us, będzie kilka bardziej punkowych momentów (Bukowski, Let’s Share A Cigarette), pojawią się gore’owe przaśności (Human Cargo), traficie też na sporo dobrych do potańcówki groove’ów. Moje ulubione są na Szpion, choć Let’s Share A Cigarette i From Chełm With Love też są bardzo dobre. Jest też bardziej deathowy Belt. Ogół więc jest dość zróżnicowany, choć wszystko można zawrzeć terminem „deathgrind”. Nie brakowało mi jakoś motywów bardziej zaawansowanych, rozbudowanych i kombinatorskich. Płyta jako mordobicie smakuje bardzo dobrze i tak samo się sprawdza. Niemniej przydałoby się trochę naprawdę dobrych motywów. F.A.M. nie tworzy źle, jednak ich riffy rzadko kiedy są naprawdę chwytliwe i mocarne. Poza From Chełm With Love trudno mi sobie przypomnieć jakiś bardziej zapadający w pamięć motyw. Z drugiej strony może to tylko moja własna opinia, wy możecie znaleźć ich więcej. Ponarzekam natomiast na ostatni na liście cover My Dying Bride. All Swept Away jest jakieś takie… nudne, mało intensywne w porównaniu do reszty utworów. Nie jestem fanem MDB i nie mogę stwierdzić czy ten kawałek jest bluźnierstwem czy porządnym hołdem, jednak mogę z całą pewnością stwierdzić, że podobał mi się bardziej od oryginału. Z drugiej strony to nie jest takie trudne do osiągnięcia.

Jak już wspomniałem, praca muzyków wyszła bardzo zacnie. Perkusista albo trzyma się chwytliwych, punkowych motywów albo blastuje dupska wszystkich wokół, ale nigdy nie zwalnia. Gitary także zasuwają do przodu, wspomagane przyjemnie brzmiącym basem, bardzo fajnie wzmacniającym brzmienie, ale nie wybijającym się ponad miarę, co jest dużym plusem. Wokalista zdziera gardło aż miło. Powiedziałbym, że Zajcew mocno wzoruje się na Svenchu z Aborted, choć do poziomu Belga dużo mu brakuje, głównie z powodu jednostajności wokalu. Tak czy siak, swoją robotę wykonuje bardzo porządnie. Czuć, że to mocarne granie bez zahamować i pitolenia. Do produkcji więc zastrzeżeń nie mam. O layoucie się nie wypowiem, gdyż nie widziałem, ale okładka sugeruje, że byłbym zadowolony.

F.A.M. nagrał solidną deathgrindową płytę. Polecenia godną każdemu fanowi ostrych klimatów. Ludzie siedzący bardziej w tym gatunku siedzący mogą narzekać, że Human Cargo to w sumie nic specjalnego i są dużo lepsze deathgrindowe załogi, ale mi się podobało bardziej niż mniej.

Ocena: 8/10

Kapitan Bajeczny
Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , .