W cyklu wydawniczym Ghost nie zmienia się nic. W ubiegłym roku dostaliśmy pełny album (Impera – recenzja tutaj), więc teraz powinno nadejść nowe, mniejsze wydawnictwo. No i nadeszło, ponownie przyjmując postać EP-ki z coverami, choć tym razem bez chociażby jednego autorskiego utworu Tobiasa Forge’a i jego bandy Bezimiennych Ghouli. Biorąc jednak pod uwagę, że kawałki innych artystów w wykonaniu zespołu Szweda najczęściej brzmią jak ich własne, nie uważam rzeczonego braku za mankament.
Na Phantomime Forge kontynuuje obrany na Imperze arena-rockowy kurs, biorąc się za artystów takich jak Genesis, Iron Maiden, Television, The Stranglers czy… Tina Turner. Z postawionego sobie zadania Ghost w ogólnym rozrachunku wychodzi obronną ręką, choć różnica jakościowa między najlepszym, a najmniej udanym coverem jest więcej niż zauważalna. Ponadto niektóre z nowych interpretacji starych przebojów wydają się zaskakująco bezpieczne.
Zacznijmy od najjaśniejszego punktu, niechybnie nowego hitu zespołu – Jesus He Knows Me, pierwotnie autorstwa Genesis. Utwór wprost skrojony pod to, jak obecnie gra Ghost, z prześmiewczym tekstem oraz cholernie nośnym refrenem – w zasadzie wystarczyło tylko dodać gitary, co zresztą zespół z sukcesem uczynił. Jest bardzo żwawo, ciężej niż w oryginale, a na dodatek brzmienie basu powala (co tyczy się również pozostałych kawałków – w studiu odwalono znakomitą robotę). Równie rewelacyjnie w moim odczuciu wypadł Hanging Around, w którym zespół także bardzo łatwo zaimplementował swój styl, nie zmieniając zbyt wiele w strukturze kompozycji. Oba te numery w zaproponowanych przez Ghost wersjach podobają mi się bardziej niż ich świetne oryginały. Na plus zaliczyłbym też podnoszące na duchu zakończenie minialbumu w postaci We Don’t Need Another Hero, w którym Forge wypada znakomicie wokalnie.
Wspomniałem na początku, że zespół ma dryg do stylistycznego czynienia cudzych utworów swoimi własnymi, jednak w przypadku Phantom of the Opera Szwedzi całkowicie polegli. Cover Maidenów jest wprawdzie bardzo sprawnie zrealizowanym hołdem i przyjemnie się go słucha, jednak właśnie to okazuje się jego największą wadą – brzmi jak zwyczajne odświeżenie klasyka bez ani krzty ghostowego charakteru. No dobra, może i pojawiają się tu klawisze, jednak całość wciąż wypada za bardzo jak Żelazna Dziewica z innym wokalem. Nie do końca przekonał mnie również otwierający płytę See No Evil z repertuaru Television, również wyłącznie poprawny i pozbawiony iskry.
Chociaż w mojej opinii Tobias Forge dokonał najmocniejszego dotychczas zestawienia kawałków, Phantomime okazała się niestety najsłabszą pozycją z trójki coverowych wydawnictw Ghost. Jest to też najbezpieczniejsza z EP-ek – niestety brak na niej pozycji podobnych do Waiting for the Night z If You Have Ghost czy I Believe z Popestar, przy których Szwedzi musieli się trochę nagłówkować, aby zagrać je w swoim stylu. Mimo wszystko nowy minialbum wciąż dostarcza niemało frajdy i przynajmniej jeden hicior. Fanom zespołu na pewno mogę krążek polecić, choć nie uważam go za absolutny must-have.
Ocena: 7/10
- Morpholith, Moonstone, Triangle Choice – Katowice (08.04.2026) - 17 kwietnia 2026
- HellFuck – „9 Nails Hammered Into the Flesh of God” (2026) - 9 kwietnia 2026
- Pothamus – „Abur” (2025) - 31 marca 2026
Tagi: 2023, AOR, covers, ep, ghost, Phantomime, recenzja, review, Universal Music Polska.







