Holy Death – „Forever Burning Ashes” (2001/2021)

W ubiegłym roku Old Temple dokonał reedycji dwóch dzieł formacji Holy Death, w tym jej drugiego pełnego albumu – Forever Burning Ashes. Nowe wydanie zostało okrojone względem wypuszczonego w 2001 roku przez Luciforus Art oryginału – brakuje tutaj materiału z EP-ek, który stanowił ponad połowę tego, co dostaliśmy przed laty. Decyzja ta jest na pewno nieco zaskakująca, jednak dzięki temu można skupić się wyłącznie na longplayu krakowskiej formacji.

Forever Burning Ashes w skromnej dyskografii zespołu Necronosferatusa od początku stał nieco na uboczu i absolutnie nie mogę powiedzieć, aby w jakimkolwiek stopniu mnie to dziwiło. Utwory składające się na to wydawnictwo zostały dość wyraźnie przyozdobione klawiszami, co niezbyt wpasowuje się w mój gust. Oprócz tego każdy z pięciu oryginalnych kawałków na drugim pełnym krążku Holy Death poprzedzony jest przydługą (w przypadku takiego Broken Seals sięga to prawie trzech minut!) „nastrojową” wstawką. W zamierzeniu miało być klimatycznie, a wyszło nie dość, że nudno, to jeszcze zabójczo dla spójności materiału.

Niezbyt wesoło dzieje się też przeważnie wtedy, kiedy zespół po prostu robi swoje. Choć mięsko w kawałkach takich jak Heaven Torn Apart, Flaming Storm czy Awakening wstydu Krakowianom nie przyniosło, to jednak utwory brzmią trochę za bardzo standardowo i brak im iskry, której na Triumph of Evil i opisywanym przeze mnie ostatnio późniejszym The Knight, Death and the Devil było aż nadto. Najlepiej wypadają główne części kopiącego dupsko Revenge i Broken Seals, czuć w nich tę moc, która cechowała pozostałe albumy Holy Death. Najbardziej headbangowo prezentuje się za to cover Killed by Death Motörhead – to niestety o czymś świadczy. Tracklistę zamyka nagrana dwa lata przed wydaniem Forever Burning Ashes demówka utworu Awakening. Jest więc biednie, a do tego niezbyt porywająco.

Tak jak w przypadku dwupłytowej reedycji The Knight, Death and the Devil byłbym gotów przykładać wszystkim fanom blacku pistolet do głowy, wydając rozkaz kupna, tak z pełną świadomością stwierdzam, że Forever Burning Ashes można sobie odpuścić. Oczywiście mówię to, oceniając wyłącznie zawartość muzyczną, ponieważ z czysto kolekcjonerskiego punktu widzenia to oczywiście rarytas i mimo że nie jest on niestety najwyższych lotów, to jednak warto tę pozycję na półce mieć. Old Temple szykuje również reedycję Abraxas, więc to najlepszy moment na uzupełnienie waszych kolekcji o muzykę tego kultowego zespołu.

Ocena: 6/10

 

Łukasz W.
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , .