Hovert – „Omyt” (2020)

Black metal z zza naszej wschodniej granicy zwykłam kojarzyć z nostalgicznym, często nawet pełnym smutku brzmieniem, ale również niepozbawionym charakterystycznej melodyki. Rosyjski projekt Hovert jest tego dobrym przykładem ze swoim atmosferycznym zabarwieniem i melancholijnymi, klimatycznymi zwolnieniami. Na swoim trzecim pełnym albumie artyści prezentują niemal 40 minut muzyki, którą najtrafniej byłoby opatrzyć etykietą „depressive black metalu”.

Proste, ale dość efektowne akustyczne intro utworu Antinatalism I już wkrótce ustępuje miejsca blackowym riffom i umiejętnie budowanej atmosferze melancholii, momentami wręcz rozpaczy.
Podobne patenty można wyłapać chociażby w drugim utworze, pewnej kontynuacji „otwieracza” słusznie zresztą zatytułowanej Antinatalism II.
Warto zresztą wspomnieć, że nie uświadczymy tutaj jedynie blacku – akustyczne pasaże, a nawet ambientowe wstawki również znalazły swoje miejsce na najnowszym wydawnictwie Hovert.
Choć nie można narzekać na całkowitą monotonię, zbyt wiele niespodzianek również nie znalazło się na prezentowanym przez rosyjski projekt albumie. Po pewnym czasie przejścia z partii rodem z nurtu wspomnianego już depressive black metalu w dosyć przewidywalny sposób przechodzą w przygnębiające zwolnienia, a to, co na początku wzbudzało ciekawość, zostaje powtórzone i traci na swojej mocy.
Odbiór całości nieco psuje przeciętny wokal – skrzecząco-jękliwe zawodzenie, choć niewątpliwie stanowi część aury rozpaczy i porzuconej nadziei, momentami staje się po prostu uciążliwe. Znajdą się pewnie jednak słuchacze, którym ten skrzekliwy, brzmiący niczym z otchłani wokal przypadnie do gustu i dopełni atmosferę głębokiego smutku spowijającą album.

Krążek ma też jednak swoje zalety. Utrzymane w średnich tempach kompozycje raz przenoszą nas wprost w chłodne ostępy tajgi, innym razem zdają się prowadzić słuchaczy przez rozległe, mroźne pustkowia – krajobraz dźwięku, choć po przesłuchaniu kilku utworów robi się przewidywalny, za każdym razem nieco zmienia powielany motyw. Chociaż można się domyślać, co przyniosą nam kolejne utwory, Omyt nie należy do nużąco mdłych wydawnictw, które wręcz katują słuchaczy nieumiejętnie zapętlonymi motywami i przewidywalnym do bólu soundem.
Za przykład niech posłuży tutaj klimatyczne, instrumentalne Pendulum II czy wspomniane już wcześniej obie części kompozycji Antinatalism I – i chociaż na tych utworach zespół wykazał się pomysłowością, pozostałe ścieżki albumu mają znacznie mniejszy potencjał.
Choć w moim przypadku powroty do twórczości Hovert nie będą zbyt częste, to niewykluczone, że dla słuchaczy spragnionych rozpaczliwych i podszytych chłodem dźwięków nowości od rosyjskiej kapeli będą jak znalazł. Wydawnictwo Hovert z czystym sumieniem mogę polecić również tym, którzy w poszukiwaniu odskoczni od wiosennej aury zechcą zanurzyć się w bardziej posępnych klimatach.

Ocena: 6,5/10

Annika
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , .