Czy potraficie sobie wyobrazić blues, rock, heavy metal ożeniony z tradycyjną muzyką afrykańską? Jeżeli nie, to album Black Tenere skraca drogę do tych wyobrażeń. Grupa Kel Assouf powstała w 2006 roku w Brukseli, jednakże korzenie jej lidera Aboubacara „Anana” Harouna kierują nas w stronę Nigerii. Gdy właśnie w 2006 roku przybył do Europy, postanowił wykorzystać znajomość lokalnych tradycji muzycznych Afryki i skoligacić je rockowymi brzmieniami. Odwołując się do spuścizny Tauregów, koczowniczego ludu zamieszkującego środkową Saharę, Haroun z powodzeniem dokonuje jej fuzji z rockowym zamaszystym ciężarem brzmieniowym. Album Black Tenere doskonale ukazuje tę ewolucję, gdzie etniczne instrumentarium, rytmiczne polirytmie i zawodzenia Beduinów, wplecione zostają w ciężkie gitarowe riffy, co przekłada się na zdecydowaną rockową narrację. Symbioza jest na tyleż udana, iż nie podkopuje w żaden sposób tych etnicznych fundamentów, jednocześnie dodając im prawdziwie rockowego ognia. Charakterystyczna nerwowość wyczuwalna w tej muzyce ma odbicie w obawach i niepokojach związanych ze wznowieniem konfliktów zbrojnych na linii Afryka-Bliski Wschód. To świat widziany z dwóch punktów: pustynnych rubieży i zachodniej cywilizacji. To dzięki muzyce oba tak odmienne zazębiają się w zadziwiający sposób.
Ocena: 8/10
Autorem recenzji jest Robert Moczydłowski.
- We wrześniu NEOLITH wyda nowy album „Inbir” - 21 kwietnia 2026
- Trasa zespołów POGARDA i ABORCJA rusza za kilka dni - 20 kwietnia 2026
- Odium Records ujawnia singiel z płyty „VII” legendarnego HELL-BORN - 20 kwietnia 2026
Tagi: Black Tenere, blues, Heavy Metal, Kel Assouf, muzyka afrykańska, recenzja, review, rock.







