Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta, jak prawi mądre polskie porzekadło. W przypadku płyty Się – drugiego albumu w dorobku duetu Kirszenbaum – swojskie ściera się z tym, co miejskie, głośne z cichym, przaśne z intelektualnym, biesiadne z salonowym… W tej potyczce na słowo i dźwięk, sprokurowanej przez Jacka Wiśniewskiego i Jakuba Szpyrkę, zyskuje słuchacz. Dobra, nie każdy. Trzeba mieć otwarte uszy na różne pomysły, a i umysł, by odnajdywać się w gąszczu znaczeń i nawiązań. Należy też nie bać się odrobiny absurdu. Z drugiej strony propozycja Kirszenbaum nie jest hermetyczna. Proszę się jej nie bać, nie podchodzić jak do jeża. Każdy ma prawo przy niej dobrze się zabawić, potańczyć, uśmiechnąć się, nawet jeśli nie odkryje wszystkich znaczeń. Kto przywiązany do schematów, ten może się wzdrygnąć.
Najprościej byłoby stwierdzić, że duet bawi się motywami neofolkowymi. Dużo tu swojskich tematów, dziarskich dźwięków skrzypiec, wątków bliskich staropolskiej gospodzie lub kresowemu klimatowi (Motomyszy), albo przefiltrowanej przez różne pomysły góralszczyźnie (Wszystkie plaże Podkarpacia). Z przytupem to podane, jak w chocholim tańcu na młodopolskim weselu. Często odzywa się tu jednak wciągająca, psychodeliczna, guślarska aura (Dżin i Szaman). Na oniryczne podróże zaprasza zwłaszcza unoszący w kosmos Gagarin czy okraszone melorecytacją Marcina Świetlickiego Wniebowzięcie Dymitra K.. Z drugiej strony zespół nie zamyka się na „wschodnie” inspiracje, bo odzywa się choćby w Batmanie w raju bluesowy temat (jak w bardzo wczesnych propozycjach Black Keys albo Morphine), a numer Lou sprawdzi się na potańcówce dla rednecków.
Bo przy całej tej mozaice znaczeń jednak Kirszenbaum zachowuje spójność wyrazu (muzycznie, słownie, plastycznie). Nie łapie za ogon zbyt wielu srok, doskonale żongluje motywami, jednak przy pewnych formalnych założeniach. Się jest przez to rzeczywiście albumem, nawet jeśli nie konceptualnym, to opartym na jasno zarysowanym muzycznym i tekstowym rdzeniu, który niesie tę muzykę, przede wszystkim w akustycznym wydaniu. Bohaterowie popkultury tańczą tu z postaciami historycznymi, a współczesna codzienność spółkuje z zaprzeszłymi widziadłami. Czasem wesoło i rubasznie w tych piosenkach, innym razem niepokojąco (tytułowe Się), zwłaszcza gdy ogarną nas zmieszane z absurdem opary absyntu i gorzałki. Można się przy tej muzyce uśmiechnąć, dać się jej ponieść, zasmucić, zamyślić. Różni dziennikarze muzyczni prześcigają się w przypadku Kirszenbaum w metaforach, porównaniach, epitetach. Niepotrzebnie. Moim zdaniem to po prostu fajne, niekoniecznie typowe dla neofolku granie. Nasze, tradycyjne, pełne cytatów, ale szukające jednocześnie nowych dróg wyrazu, intrygujących połączeń. Dobre do karczmy, salonu poetyckiego, rockowego klubu, modnego festiwalu, do niezobowiązującego słuchania i angażującej analizy znaczeń.
Czy polecam? Tak. Czy każdemu? Nie wiem. Muzyka tworzona dla wszystkich z natury swej jest nudna. Się dla wszystkich nie musi być, co czyni z albumu zapewne jedną z propozycji do tytułu najciekawszych polskich płyt tego roku. Choć 2021 się zaczął, nie trzeba wielkich guseł, by pokusić się na takie przewidywania. Nie wieszczę, a mówię jak jest. Przejść obojętnie nie wypada, już lepiej się sparzyć.
ocena: 8,5/10
Oficjalna strona zespołu na Facebooku
Kirszenbaum na Bandcamp
Karrot Komando na Facebooku
- Czarny Bez – „W blasku księżyca” (2025) - 15 stycznia 2026
- Slave Keeper – „Podwójna gra” (2025) - 19 listopada 2025
- Sothoris – „Domus Omnium Mortuorum” (2025) - 4 października 2025
Tagi: 2021, akustyczny, album, band, blues, folk, Gagarin, Kirszenbaum, neofolk, psychodelic.






