Wiecie, kto ocenia książki, płyty, filmy po okładce? Jeżeli tak, to pokażcie takiemu ktosiowi tą okładkę, jestem bardzo ciekawy, co powie o nowym Livet Som Insats. Ja mógłbym się nabrać na okolice hardkorowo-beatdownowe, gdyby nie wielce znaczący tytuł i wytwórnia.
EveryDayHate sukcesywnie szerzy grindcore’ową propagandę, w niezmiennie chwalebnym stylu. Tym razem przedpremierowo rzuciłem okiem na drugi pełniak od szwedów z Livet Som Insats. Wydany w kolaboracji EDH+Spela Snabbare Records, longplay ma dwadzieścia cztery utwory na dwadzieścia trzy minuty. Jak łatwo się domyślić, wskaźnik BPMów napierdala jak Kapitan Bomba do pijanych Kurvinoxów i C’Qrwozaurów.
Najfajniejszą cechą tej płyty jest jej płynność. Check Your Grind nie posiada fragmentów słabszych bądź odstających klimatem lub jakością. Każdy jeden z tych króciutkich utworów jest konkretny, szybki i mocny, a przerwy zdarzają się ułamkowe i tylko pomiędzy kolejnymi strzałami. Poza nimi – non stop flow. Bardzo łatwo się się wkręcić i po prostu zatracić. Wtedy poszczególne utwory przestają być ważne, a liczy się nieustanne bombardowanie świetnie wyprodukowanymi, czytelnymi dźwiękami, agresją i energią. Taka wkurzona energia jest meritum płyty i objawia się w każdym elemencie. Czy to perkusja, rozbudowana, sprawna i przemyślana, czy to grindcore’owo-crustowa praca gitar, z groove’ami, zwolnieniami i solówkami, czy to wokal krzyczany lub bardziej hardcore’owy, wszędzie czuć punkową energię. Ta energia jest w swojej postaci agresywna, ale też bardzo pozytywna. Wesoła, zachęcająca i z ogromnym jajem. Normalnie w recenzji wymieniam poszczególne utwory, ale tu tego nie zrobię. Nie ma sensu, gdyż każdy jeden oferuje coś ciekawego i każdy jeden po prostu jest świetny. Malkontent narzekałby, że wszystko to już było, że brakuje eksperymentalności, oryginalności i przełomu. To prawda, na Check Your Grind raczej nie znajdziesz elementów niecodziennych. Ja jednak nie uznaję tego za wadę, a wręcz przeciwnie: uważam, że takie elementy mogłyby zepsuć cały klimat płyty. Livet Som Insats grają z ogromnym koncertowym powerem, są prawdziwym koncertowym kombajnem.
Czy jest sens kontynuować ten tekst? Raczej nie, wszystko zostało powiedziane. Krótko, bo krótko, jednak treściwie. Zupełnie jak Check Your Grind, brak lania wody, samo krwiste, soczyste mięcho. Kolejna (która już?) świetna płyta ze stajni EDH. Bardzo polecam ją każdemu. A dla fana grindcore’u to już absolutny must-have.
Ocena: 9/10
- Ayyur – „The Lunatic Creature” (2018) - 13 lipca 2019
- Psychopathic – „Phases” (2018) - 6 lipca 2019
- Himura – „Exterminio” (2016) - 30 czerwca 2019
Tagi: 2016, Check Your Grind, EveryDayHate, grindcore, kapitan bajeczny, Livet Som Insats, recenzja, Spela Snabbare Records.






