Lynx – „Watcher of Skies” (2021)

Moda na retro hard rockowe/heavy metalowe granie trwa od lat w najlepsze. Ścieżka wydeptywana przez grupy pokroju Jess And The Ancient Ones, Uncle Acid & the Deadbeats, Wolfmother, Lucifer, Ghost, Witchcraft, Kadavar, Vintage Caravan, Graveyard czy Blues Pills przypomina dziś szeroką autostradę, którą podążają dziesiątki mniej lub bardziej sprawnych neofitów. Bezpośredni recykling trendów sprzed 4-5 dekad praktykują również bohaterowie tej recenzji, którzy z końcem listopada zeszłego roku objawili światu swój debiutancki krążek Watcher of Skies.

Debiut Niemców z Lynx to taki muzyczny rebus, w którym zabawa polega na odnajdywaniu tropów i dźwiękowych inspiracji. Jest tu hard rock lat 70-tych, tradycyjny heavy metal, doom, stoner, space rock, blues, occult rock i czego tam jeszcze dusza nie zapragnie. Wszystko wymieszane w dość lekkim, vintage’owym sosie, może miejscami pozbawionym brzmieniowego pazura, ale ostatecznie oddającym klimat czasów, z którymi koresponduje.

Płyta jest równa, nie nuży, nie irytuje, momentami potrafi zaskoczyć przyjemną melodią, ciekawą solówką, mocniejszym riffem, czy intrygującymi skojarzeniami (od Scorpions, przez Pink Floyd, Black Sabbath, Angel Witch, Candlemass aż po Mercyful Fate), które dodatkowo dostarczają sporo frajdy przy odsłuchu.

Wahałem się między oceną na poziomie 6 i 7, ale ostatecznie (także za rewelacyjną okładkę!) zaokrąglam w górę. Album na przyzwoitym poziomie, z aspiracjami na więcej.

Jest fun.

Ocena: 7/10

Synu
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , .