Moonthoth – “Zmora” (2020)

Dwadzieścia lat zajęło Nocturnalowi nagranie pierwszego albumu swojego solowego projektu Moonthoth. W tym czasie ludzie masowo zaczęli używać telefonów komórkowych, internet stał się powszedni niczym powietrze i woda, wynaleziono kilka leków, ludzkość sięgnęła kilku odległych planet i tak dalej. Pytanie stawiam więc następujące: czy Moonthoth nagrał płytę choć w połowie tak przełomową, jak wydarzenia opisane powyżej?

Suche fakty mówią, że mamy do czynienia z wydawnictwem powiedzmy sobie ekskluzywnym. Wydawnictwo Wolfspell Records w 500 egzemplarzach wyostrza apetyt. Pytanie nasuwa się oczywiście jedno: czy 500 sztuk tak niszowego wydawnictwo to jest edycja limitowana? Pozostawiam go jednak do osądu każdego z Was, czytelnicy. Tak czy siak płyta bez wkładania do odtwarzacza brzmi obiecująco.

Czterdzieści minut muzyki to w sam raz jak na debiut. A siedem numerów to także w sam raz jak na taką długość płyty. Album otwiera numer Cienie, który w zasadzie definiuje zawartość reszty krążka. Raczej wolne i średnie tempa, minorowe nastroje i wyizolowane instrumentarium. Wokal zaś albo niski, growlujący, albo budujący klimat szeptem wyłaniającym się delikatnie zza instrumentów. Oczywiście zdarzają się także momenty bardziej skoczne, z blastującą perkusją, niemniej te pojedyncze jaskółki nie czynią ze Zmory płyty, która zabija szybkością. Taki klasycznie „moonthothowy” jest na przykład otwierający album numer Cienie, Zgnilizna (z wyłączeniem początku utworu), najbardziej liryczne na płycie utwory Hymn Nocy oraz zamykający album utwór Zmierzcha, a także numer Topiel. Tytułowa Zmora jest znacznie bardziej surowa i brutalna, co nie oznacza jednak demonicznej prędkości zawartej w tym utworze muzyki. W podobnym nastroju jest także Ostatni Dech Chmurnika oraz początek Zgnilizny.

Muzyka Moonthoth jest bardzo specyficzna. Wyłączając liryczne i nieco bardziej przestrzenne kawałki, Hymn Nocy oraz Zmierzcha, gdzie usłyszeć można nawet pogłosy klawiszy, cała reszta mocno trąci stęchlizną, duchotą i wszystkim co nieprzyjemne.

Niezbyt podszedł mi ten piwniczny nastrój. Do tego monochromatyczne instrumenty (w kawałkach albo słychać gitarę, albo perkusję i rzadko kiedy te dwa instrumenty stanowią zgrany duet) nie porywają ani przez chwilę. Linie melodyczne też nie urywają dupy. Całość jest więc mdła. A mdłości i stęchlizna nie wróżą niczego dobrego.

 

Moonthoth na Fecebooku

Moonthoth na Bandcamp

Moonthoth w Encyklopedii Metalu

Ocena: 4,0/10,0

Tagi: , , , , , , .