Motörhead – „Iron Fist” (40th Anniversary Deluxe Edition) (1982/2022)

23 września BMG we współpracy z Noise Records upiękniła życie fanów zespołu Motörhead. Z okazji czterdziestolecia premiery albumu Iron Fist wytwórnie uderzyły ze wznowieniem tegoż krążka w oczywistym dla siebie stylu – bogatym i atrakcyjnym dla oka. Wydawnictwo wypuszczono na podwójnym CD i potrójnym winylu. Dzięki uprzejmości działu promocji BMG mogę opisać swoje wrażenia związane z odbiorem wersji winylowej.

Iron Fist jest uznawany za album, który przerwał swego rodzaju „over the top era” zespołu Motörhead. Recenzenci uznali go za słabszy niż poprzedniczki, nie tak głośny. Złote rozdanie zostało ukrócone. Po latach jednak niewątpliwie można stwierdzić, że płycie niczego nie brakuje. Słuchając jej, odnosi się wrażenie naturalności i szczerości. Sądzę, że krytyka w czasach oryginalnej premiery była już zmęczona stylem Lemmy’ego i spółki, mainstream się nim nasycił i nieco inny kierunek muzyczny Iron Fist został wykorzystany, by podciąć zespołowi skrzydła. Mimo wszystko album ten był, moim zdaniem, prekursorem dojrzalszego okresu zespołu, jego prawdziwą ścieżką. Wcześniejsze, klasyczne płyty, z Ace of Spades na czele, parły naprzód niczym rozpędzona lokomotywa. Formacja była wtedy młoda, miała czym zaskakiwać i szokować. Wreszcie jednak nadszedł czas na dojrzałość, a muzycy postanowili zwolnić i wpuścić nieco powietrza w kompozycje – taka jest Żelazna Pięść i ogromna większość płyt nagranych po niej. Pomimo wielkiej miłości fanów do krążków z wczesnej działalności więcej w dyskografii jest tych stonowanych (choć niepozbawionych dzikości całkowicie). Śmiem przy tym twierdzić, że recenzowany album ma wiele atutów i dobrych utworów. Iron Fist, I’m the Doctor, Looser czy America w niczym nie ustępują klasykom, po prostu powstały w złym dla zespołu momencie.

Wydawcom jak zwykle należy się pochwała za postać publikacji i stronę graficzną. Trzy czarne płyty winylowe zapakowano w twardo oprawioną księgę. Czerwone logo i tytuł świetnie komponują się z niebieskimi odcieniami rękawicy umieszczonej na czarnym tle. W środku zawarto zdjęcia archiwalne, przedruki plakatów i obowiązkową historię z czasów tworzenia albumu. Na krążkach oprócz oryginalnej tracklisty odnajdujemy aż 26 kompozycji bonusowych, które wchodzą w skład Jacksons Studio Demos (1981) i Live at Glasgow Apollo (1982). Bonusy te będą dla fanów cennym kąskiem – demo brzmi bardzo profesjonalnie. W porównaniu z ostatecznymi wersjami wypada dynamiczniej, utwory wydają się mniej wypolerowane i mają silnie koncertowego ducha. Na pewno każdy zwróci uwagę w na nieco mniej przesterowany w tych kompozycjach dźwięk basu Lemmy’ego. Słychać znacznie wyraźniej, co muzyk gra, ale bez charakterystycznego jazgotu jest jakoś za „ładnie”. Koncertówka, jak to miało miejsce w poprzednich reedycjach, leży daleko od ideałów brzmieniowych i, szczerze mówiąc, w tym tkwi jej moc. Żywioł, brud i rock’n’roll aż kipi z hitów takich jak Ace of Spades, Bomber czy The Hammer.

Obecne wznowienie Iron Fist może stanowić dobry powód, by podejść do płyty z nowym nastawieniem i dać jej drugą szansę. Po pogardzie sprzed czterdziestu lat zasługuje na lepsze życie, bez całej tej negatywnej krytyki i smrodu showbiznesowego pieniądza. Sama reedeycja oferuje ciekawe dodatki, piękną oprawę graficzną i nowe brzmienie, mi to wystarcza do zachęty.

Motörhead na Facebook’u.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , .