Przejdź do treści

NECROMORBID – Ceremonial Demonslaught (2026)

22

Możecie mnie nazwać słabeuszem, ale gdy trafiam na jakiekolwiek godne nawiązanie do kvltowej działalności Angelcorpse to zacieram ręce z radości. Taki był też pierwszy kontakt z nowym wydawnictwem Necromorbid pod tytułem Ceremonial Demonslaught. Album wydany został przez rodzimą Godz Ov War Productions dokładnie 17 kwietnia tego roku.

Metal ekstremalny ma się dobrze w ostatnim czasie. Trend przeniósł się wyraźnie w stronę gruzu i starej szkoły, ale najważniejsze, że nadal na brutalny cios jest popyt. Rejony działalności Necromorbid to nie są klimaty, w jakich nurzam się dnia każdego. Lubię ekstremum, jednakże war metal i jego pogranicza omijam. Tego stuffu zrobiło się zbyt wiele, a kapelom wydaje się, że skoro chcą grać prymitywnie, to nie muszą potrafić obsługiwać instrumentów. Ceremonial Demonslaught jest w moim uznaniu ich przeciwieństwem. Czterdzieści minut nagranej tu smoły ma wysoką gęstość i skomponowane jest tak, by zapewnić odpowiednie urozmaicenie rzezi.

Ta zaczyna się od pierwszych sekund albumu. Krótkie, minutowe intro wprowadza piekło, a rozpoczynająca rzyg Perverted Abhorrence Domain pięknie wciąga w świat satanicznego podziemia. Blastowy atak, „złe” riffy i chropowaty wrzask to główne atrybuty muzyki Necromorbid i jest tu tego zdecydowanie najwięcej. Na całe szczęście blasty to nie jedyny rytm znany perkusiście kryjącemu się za niezbyt oryginalną ksywą Bestial Desecrator. Poza zapierdalaniem na łeb na szyję pojawiają się tu złowieszcze zwolnienia (na przykład Evil Angelic Might) i średnie tempa w ilości dla mnie odpowiedniej, zapewniającej dynamikę oraz dobry odbiór całości. Nie jest to album dla mięczaków, nie da się przy tym hasać po łące z motylkami, ale ja słuchając go, bawię się dobrze. Co najlepsze, ciężko wybrać z zestawu kompozycje, które się wyróżniają.

Bluźniercy z Necromorbid nagrali album równy i wybijający kły na pełnej długości jego trwania. Natrafiłem na opinie, iż jest to album typowy i niewyróżniający się z tłumu czy nawet nudnawy. Ja się z takimi ocenami nie zgodzę, mi wchodzi dobrze. Możliwe, że dlatego, że nie rypię podobnych rzeczy każdego dnia po dwanaście godzin. Możliwe też, że dlatego że to bardzo dobra muzyka. Prawda na pewno leży gdzieś pośrodku, a ja, tak czy siak, wszystkim polecam. Zło zawarte na Ceremonial Demonslaught ocieka jadem i diabłem, wszystko się zgadza.

OCENA: 8/10
(Visited 1 times, 22 visits today)