Obscenity – „Summoning the Circle” 2018

  •  
  •  
  •  
  •  

Niemieckim rzeźnikom z Obscenity w tym roku stuknie trzydzieści lat istnienia. To jest dopiero wynik. Trzydzieści lat w służbie brutalnej muzyki, niekomercyjnej i słabo opłacalnej. Jakiż trzeba mieć upór i jaką czuć miłość do grania, by ciągnąć ten wózek przez taki szmat czasu. Nie da się także ukryć, że zespół nie może przeskoczyć pewnego i stałego progu popularności. Nie wiem czy to przez pecha, czy może z zadowolenia znajdowania się właśnie w takim miejscu, ale nowy album wytłoczony przez Apostasy Records, a noszący tytuł Summoning the Circle, jest doskonałym powodem, by dotrzeć do większej ilości fanów na świecie.

Summoning the Circle jest już dziesiątym krążkiem w dyskografii Obscenity. Daje to średni wynik wydawania muzyki co trzy lata, co wydaje się uczciwym wynikiem. Przez lata działalności nie zdarzyło się zespołowi popełnić jakiejś wpadki, albumy trzymają wyrównany, wysoki poziom, a nazwa kojarzy się raczej dobrze. Wstydu kapeli na pewno nie przyniesie także nowa płyta, która jak dla mnie ma szansę dołączenia do klasycznych albumów, takich jak The 3rd Chapter i Human Barbecue, które mieliśmy okazję męczyć z kaset produkowanych przez rodzimy Mad Lion Records, a niektóre utwory poznać przez składanki dołączane do magazynu Thrash’em All.

Nowy album prezentuje do bólu czysty gatunkowo death metal. Czy zespół gra szybko, czy wolniej, nie ma mowy o doszukiwaniu się wpływów innych gatunków. Styl Obscenity jest tak przeżarty śmiercią, że tworzy zwarty monolit. Jest to death metal nie za brutalny, nie za szybki, utrzymany w standardach lat 90. i podany w bardzo atrakcyjnej kompozycyjnie i brzmieniowo formie. Otwierający płytę Used and Abused jest świetną wizytówką płyty. Daje dobry przedsmak, bez zbędnych ceregieli atakuje brutalnością i charakterystycznym stylem zespołu. Mam także wrażenie, że taką wizytówką mógłby być każdy z utworów. Płyta moim zdaniem złożona jest z bardzo równych kompozycji. Równych – co nie znaczy podobnych czy też monotonnych. Równych atrakcyjnością odbioru. Utwory są na tyle urozmaicone, że nie ma mowy o nudzie, a z drugiej strony nie są przekombinowane i nie męczą.

Obscenity udało się poznać sztukę równowagi, przez co albumu słucha się dobrze, a niespełna czterdzieści minut jego trwania mija niepostrzeżenie. Niemiecka załoga z siłą rozpędzonej ciężarówki wjeżdża w słuchacza, pozostawiając po sobie zniszczenie. „Must have” dla maniaków klasyki gatunku.

Ocena : 8.5/10

Obscenity na Facebook’u.

Tagi: , , , , , , .