Ogre – „Thrice As Strong” (2020)

Amerykańskie trio o wdzięcznej nazwie Ogre działa od dobrych dwudziestu lat, ale do tej pory było o nich raczej cicho. Thrice As Strong to ich piąty studyjny album, wydany pod szyldem Cruz Del Sur Music.

To moja pierwsza styczność z tym zespołem, więc nie wiedziałem, czego się spodziewać. Okładka sugerowała konotacje stonerowe, tudzież doom metalowe, ale to pole jest na tyle szerokie, że można na nim upchnąć naprawdę dużo. Tymczasem Thrice As Strong to nic innego, jak jeden wielki hołd dla lat 70. Składnikiem dominującym jest doom metal i heavy rock, ale da się wyczuć trochę lekko progresywnych naleciałości, szczyptę bluesa i odrobinę heavy metalu inspirowanego początkami NWOBHM. Otwierający album The Future to maksymalnie surowy rocker utrzymany w średnim tempie. Heavy metalowy riff, przesiąknięty oparami dymu trochę kojarzy się z wczesnymi dokonaniami takich legend, jak Cirith Ungol czy Heavy Load, ale już następujący po nim Hive Mind, to rozbujany rock’n’roll w klimacie Rainbow ery Ronniego Jamesa Dio. Bardzo podobnie jest w kolejnym utworze, ale środkowe partie Big Man, są właściwie skradzione zespołowi Black Sabbath. Po trzech pierwszych utworach atmosfera vintage weszła już na dobre, ale Judgement Day przynosi minimalny powiew nowszych czasów. Nóżka sama tupie do głównego riffu, a głowa kiwa się do refrenu, choć każdy bez problemu się zorientuje, że ten pierwszy to stonerowy plagiat Sisters Of Mercy, a drugi to wierna kopia Candlemass. Średnie tempa znikają w onirycznym Blood Of Winter, który jest wypadkową stylu największych doomowych dzieł sprzed czterech dekad, zaprawioną mrocznym bluesem i narkotyczną atmosferą. Do końca płyty już nic się nie zmieni – będzie ciężko, wolno, melodyjnie, i bardzo oldschoolowo.

Rodzi się pytanie dla kogo właściwie jest ten album. Fani Black Sabbath z Ozzy’m mają czego słuchać i wątpię, żeby taka płyta mogła ich zainteresować na dłużej niż kilka odsłuchów. Fani klasycznego doom metalu, starego hard rocka z bluesową manierą i wszelkich, rockowych brzmień lat 70., mają jeszcze większy wybór. Gdyby zespół trochę więcej mieszał, a kompozycyjnie wyszedł poza obszar czterech riffów i dwóch zmian tempa, to pewnie miałby szansę na przychylne spojrzenia maniaków starego grania. Niestety, z każdego dźwięku wychodzi wtórność, w najlepszych razie przeciętność, która nie ma szans na zwojowanie sceny. Ale może tak miało być, a zespołowi wystarcza publika w postaci mentalnych dzieci-kwiatów, ewentualnie niańczących wnuki uczestników pikników motocyklowych.

Ocena: 5/10

Rafał Chmura
Latest posts by Rafał Chmura (see all)
(Visited 2 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , .