Paths – „Beauty and Nihility” (2014)

Wielkim plusem udzielania się na Kvlt jako redaktor-recenzent jest możliwość poznawania projektów, do których sam w życiu bym się zabrał. Na przykład takiego Blitzkrieg Baby, albo właśnie recenzowanego dzisiaj Paths. Jakoś niespecjalnie wyszukuje nowości z klimatów atmosferycznych, choć potrafię takie granie docenić i czasami nawet lubię się w nim potopić. Przypomniał mi o tym właśnie jednoosobowy, kanadyjski projekt niejakiego Michaela Taylora.

Wyżej wymieniony, szerzej nieznany facet tworzy pod szyldem Ścieżek od dwóch lat. Mimo krótkiego stażu zdążył już wydać dwa pełniaki, kilka demek i jeszcze trochę innych materiałów. Beauty and Nihility jest drugim longplayem, nagranym pod koniec roku 2014 i wydanym przez Werewolf Promotion do spółki z Wolfspell Records. Miałem pewne odczucia wobec płyty jeszcze zanim ją odpaliłem. Ogólny styl oprawy, cytowanie w książeczce Oktawiusza Mirbeau, to jest jednego z znaczniejszych francuskich impresjonistów, i okładka będąca obrazem Johna Colliera (ciekawostka na dziś: rok wcześniej chłopaki z Heaven Shall Burn wzięli na okładkę do płyty Veto inny obraz Colliera,  „Lady Godivę”) uświadomiły mnie, że włażę w głębokie dzieło.

No i faktycznie, płytko nie jest. Przekaz jednak zostawię do wglądu indywidualnego, ja opisuję muzę. Szczęśliwie muza także się sprawdza. Kto zna choć pobieżnie rejony atmospheric black metalu ten wie, czego spodziewać się po tym wydawnictwie. Długie, klimatyczne kompozycje oparte na specyficznym feelingu kawałka z dodatkiem podkreślającej tło perkusji i przeciągłymi wokalami potrafiące wprawić w stan zadumy lub odprężenia. Ten opis faktycznie do Paths pasuje, choć mam leciutkie zastrzeżenie do wokalu. Po mojemu niespecjalnie pasuje do całości, choć po pierwszych dwóch utworach przestaje się negatywnie wyróżniać, koniec końców zlewając z całością. Kwestia produkcyjna jest w zasadzie dla gatunku oczywista: wszystkie nieścisłości w mixie, lekkie przyćmienie perkusji, specyficzne brzmienie gitar i brak basu, tak ma być. Może wokal odrobinę, odrobinkę wybija się przed wszystko, ale to mały minus.

Pochwalę jeszcze niektóre riffy. Zdarzają się tu i ówdzie, a najczęściej w utworach Wake the DawnCloudless Whispers, dźwięki i klimaty… arabskie? To chyba najbliższe określenie. Dodaje to smaczku, nie przypominam sobie, żebym takie wtręty wcześniej w atmosphericach słyszał albo ich się spodziewał. Bardzo dobrze brzmią partie akustyczne, które, mimo, że mocno schematyczne, to jednak wpadają w ucho i są po prostu ładne. Idealnie współgrają z przeciągłymi motywami na elektryki, tworząc razem nieco zamyślony, zadumany i, przede wszystkim, chłodny niczym okładka nastrój.

A poza tym, norma, norma i jeszcze raz norma. Beauty and Nihility jest dobrą płytą typu atm black, i choć nie ma tu nic wielce odkrywczego ani specjalnego, to spędzone z nią pięćdziesiąt minut nie jest czasem straconym. Sam o Paths za miesiąc, góra trzy, najpewniej zapomnę. Z drugiej strony osobom bardziej wciągniętym w taką muzykę pewnie spodoba się bardziej niż mi. Cóż mogę rzec, De gustibus non disputandum est.

Ocena: 7/10

Kapitan Bajeczny
Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , .