Wolfheart “Shadow World” (2015)

Źródło:

Biorąc pod uwagę moje zmagania z wydanym w 2013 debiutem Wolfheart (do którego się w końcu szczęśliwie przekonałem, choć do dziś bez zająknięcia wymienię gros płyt poprzednich projektów tego muzyka, które cenię bardziej), podchodziłem do nowej płyty Saukkonena z ostrożnym entuzjazmem. Ba, widząc, że po 2 latach oczekiwania nowy krążek to jedynie 8 świeżych kompozycji, nie nastawiałem się na jakieś szczególne uniesienia. Do momentu, kiedy omawianej Shadow World nie odpaliłem.

Początkową czujność usypia klawiszowe intro do Aeon of Cold, które wprowadza nieco balladowy klimat. Szybko jednak okazuje się, że żadna diagnoza nie może być w stosunku do tego numeru bardziej mylna. Dźwiękowa nawałnica, której doświadczamy po kilkudziesięciu sekundach rozwiewa wątpliwości co do zasadniczej treści nowego longa Wolfheart. Posługując się pogodowymi skojarzeniami (sam Saukkonen określa muzykę Wolfheart jako winter metal) intensywność Shadow World można porównać do potężnej burzy śnieżnej.

To co dzieje się na tej płycie przechodzi miejscami ludzkie pojęcie. Już przy pierwszym przesłuchaniu, nie raz, nie dwa łapałem się na tym, że rozdziawiałem paszczękę z zaskoczenia przemieszanego z zachwytem, myśląc – “kurwa, jakie to jest dobre”. Doskonale wyważona mieszanka “brutalnego grania” z niebanalną melodią (w Last of All Winters znalazło się nawet miejsce dla folkowej wręcz nuty), cudowny drive kompozycji oraz masa pomysłów potrafiących utrzymać uwagę słuchacza na odpowiednim poziomie (co przy średniej długości kawałków oscylującej w granicach 5-6 minut nie jest wcale rzeczą oczywistą) powoduje, że nowej płyty Wolfheart słucha się świetnie. Z pełną odpowiedzialnością jestem skłonny stwierdzić, że to nie tylko najlepszy krążek spod tej etykiety, wydany w tym roku, ale i jedna z ciekawszych melodic death metalowych płyt, które dane mi było poznać w ostatnich latach.

Nie mogę nie wspomnieć o gitarowych solówkach, które doskonale korespondują i uzupełniają główne motywy poszczególnych utworów. Umiejętność rezygnacji z technicznych popisów na rzecz utrzymania muzycznej spójności (co w mdm ma niebagatelne znaczenie) dobrze świadczy o kompozytorskiej czujności Saukkonena. Były frontman Black Sun Aeon, Before The Dawn i Dawn of Solace pokazuje w jaki sposób powinno się grać porządny MDM w XXI w.

Na ogromne uznanie zasługuje również produkcja tego albumu. Dobrze podkreślona sekcja rytmiczna dodaje muzyce Wolfheart odpowiedniej dynamiki (perkusja w Aeon of Cold, Zero Gravity, Nemesis czy Resistance to coś pięknego), wzbogacenie utworów o nienachalne partie klawiszowe i sample wzmacnia natomiast klimat, który w tej muzyce odgrywa rolę pierwszoplanową.

Saukkonen przywrócił mi wiarę w godny melodic death metal, nieco nadszarpniętą ostatnimi poczynaniami przedstawicieli okołogöteborskiej szkoły rock’n’rolla (nie licząc oczywiście At The Gates, ale to nieco inna bajka). Nie byłem po wydaniu Winterborn szczególnie zadowolony z faktu wygaszenia pozostałych projektów Tuomasa, jeżeli jednak w przyszłości Wolfheart utrzyma prezentowaną na nowej płycie formę, nigdy już o tym nie wspomnę. Shadow World można bowiem śmiało zestawić z najlepszymi płytami jego poprzednich zespołów. Każdy szanujący się sympatyk mdm powinien koniecznie ten krążek sprawdzić. Ja jestem oczarowany.

Ocena: 9/10

Autorem jest Strefa Riffów

Synu
Latest posts by Synu (see all)

Tagi: , , , , , , .