Riot City – „Burn the Night” (2019)

Metal to piekło! To pierwsze słowa, które pojawiły się w mojej głowie podczas słuchania debiutanckiej płyty Riot City zatytułowanej Burn the Night. Pochodzący z Kanady kwartet po ośmiu latach działalności, demo z 2014 roku Livin’ Fast i sporej ilości koncertów wypuścił pełnograja w roku bieżącym dzięki No Remorse Records.

Trzydzieści siedem minut muzyki składającej się na album Burn the Night to najprawdziwszy metal z prawdziwych. Czysty gatunkowo, bazujący na latach 80. heavy metal, gdzie skóra, motocykle i włosy na klacie były podstawą synonimu męskości.

Jak to bywa z każdym rodzajem muzyki, tak i heavy metal ma swoje podgatunki – Riot City trzyma się z daleka od power metalowych gonitw, słodkich opowieści o śnieżnych królestwach i smokach na rzecz stali i wspomnianych wcześniej jednokołowców. Muzycznie uważam Kanadyjczyków za most łączący najlepsze cechy Judas Priest z pierwszymi dwiema płytami niemieckiego Helloween. Nawet brzmieniowo mam wrażenie jakbym słuchał albumu nagranego przez zespół, który wszedł do studia na sesję po Keeper of the Seven Keys, co jak dla mnie jest mocnym atutem Butn the Night. Rozbijając dalej na składowe muzykę kwartetu, należy zwrócić uwagę na pracę gitar, ciężko by tutaj było o słaby bądź nie pasujący do ogólnej otoczki riff. Patenty oczywiście są na wskroś znane i ograne, ale podane w sposób absolutnie atrakcyjny, poniekąd w heavy metalu chwytliwość jest bardzo ważna. Dlatego włączając album, możecie mieć uczucie, że gdzieś już to słyszeliście, lecz nie powinno to wzbudzać negatywnych odczuć, ale ewentualnie nostalgię (w przypadku starszych fanów).

Równie ważne (a może i najważniejsze) w heavy metalu są wokale. Mógłbym wymienić sporo bandów, które pomimo dobrej muzyki nie nadawały się dla mnie do słuchania przez piejących frotnmanów. Śpiewający gitarzysta Riot City Cale Savy radzi sobie ze swoja rolą wzorowo. Operuje wieloma barwami, z których moim ulubionym jest stylizowany na Halforda scream, który siłą może wybijać okna. Dobrze brzmią też rytmiczne chórki pojawiające się od czasu do czasu w refrenach.

Staromodny klimat, mocne kompozycje i dobre wokale to atrybuty, które zwracają uwagę w pierwszej kolejności. Nie można natomiast zapominać o tym, że utwory przygotowane na debiutanckim albumie Riot City są po prostu dobre, dzięki czemu bronią się same. Nie uważam się za maniaka klasycznego heavy metalu, a zostałem wciągnięty momentalnie w sidła Burn the Night, co świadczy, że płyta podobać się może nie tylko fanom klasycznie brzmiących kapel, a fanom metalu w ogóle.

Ocena 8/10

Riot City na Facebook’u.

Tagi: , , , , , , , , .