Dzięki muzyce poznaniaków z RusT będziecie mieli okazję zanurzyć się w wintydżowym i psychodelicznym sosie rock and rollowych riffów, które wiodą przez hipisowskie krainy luzu i dobrej gitarowej roboty. A jeśli czuć w kawałkach chłopaków ducha poprzednich dekad, to jednocześnie nie ma w tym cienia zrzynki z kogokolwiek czy kopiowania konkretnych patentów. Stygmat określonych zapożyczeń, który mi jednak przeszkadza choćby w skądinąd świetnych piosenkach Grety Van Fleet, tutaj nie występuje – muzycy RusT czerpią z rockowej klasyki, bawią się nawiązaniami, ale nie przenoszą nic 1 do 1, a to wychodzi ich piosenkom naprawdę na dobre.
Bez względu na to, czy Panowie serwują dziarskie, przybrudzone, rock and rollowe brzmienia (Be Yourself), czy nie stronią od wręcz popowej melodyki, ale podanej z lekkością, wdziękiem, stylem (Order i Shade), albo z kolei zapraszają do podziwiania rozmarzonych, psychodelicznych pejzaży (instrumentalne Awaiting lub”ukryta” końcówka Miss You), Rust brzmi po prostu przekonująco. Bywa na Night Will Fall zadziornie, niemal garażowo (Greed i Revolution), ale i romantycznie, z nostalgią, choć nigdy nie nudno (Balloon) – a jednak mimo tej różnorodności, mamy do czynienia z niezwykle stylowym i spójnym albumem.
Czuć tutaj oczywiście ducha amerykańskiego, klasycznego grania, bo choć rdzeń kompozycji RusT jest rockowy, to przecież odzywają się tutaj pateny bluesowe, funkowe, folkowe, podobnie zresztą jak w złotych dekadach lat 60. i 70. Przede wszystkim jednak wszystko doskonale się ze sobą zgrywa, muzycy świetnie się rozumieją, a każdy element układanki pasuje do innych, jednocześnie zachowując niewymuszoną lekkość. Nie będę chwalił każdego z muzyków oddzielnie, bo RusT to dla mnie rewelacyjny kolektyw, w którym poszczególne elementy doskonale się uzupełniają: Michał Przybylski (wokal), Michał Gołąbek (gitara), Marcin Zimmer (bas) i Jakub Martuzalski (bębny) potrafią zabrzmieć „brudno”, z jajem, ale i delikatnie, z wyczuciem. Oprócz rzetelnej, riffowej roboty, grającej z feelingiem sekcji i sporych możliwości głosowych Michała, nie brak tu drobnych smaczków, aranżacyjnych detali, podanych z dużym wyczuciem drobiazgów, które czynią z Night Will Fall obietnicę tego, że klasyczne rockowe granie nie zginie.
Oczywiście można przy tej okazji wskazać na takie tropy jak projekty Jacka White’a, The Black Keys, albo na Islandczyków z The Vintage Caravan lub Kaleo, a gdybyśmy chcieli sięgnąć jeszcze głębiej do źródeł, to wypadałoby przywołać takie nazwy jak Bad Company. Tylko po co? RusT jest dojrzałym tworem, który nie potrzebuje żadnych porównań. Robią doskonale swoje i myślę, że to inni powinni się do nich odnosić, i mam nadzieję, że wkrótce będzie to normą. Fani wintydżowych, ale wciąż świeżo brzmiących dźwięków – wsiadajcie do kolorowych balonów wypełnionych psychodelicznym wyziewem i dajcie się ponieść w świat odlotów, szlachetnej chwytliwości i klasycznego podejścia do rockowego rzemiosła.
ocena: 9/10
Oficjalna strona zespołu na Facebooku
- Infernal Codex – „Fog of Forgotten Souls” (2026) - 13 lutego 2026
- StygmatH – „Burning Memories” (2026) - 13 lutego 2026
- Czarny Bez – „W blasku księżyca” (2025) - 15 stycznia 2026
Tagi: alternative music, Classic Rock, Music, młody zespół, Night will Fall, premiera, recenzja, review, rock, rock and roll, rust, vintage rock.







