Timor et Tremor – „For Cold Shades” (2016)

Przyjmijmy, że jesteś typem smutnego, melancholijnego blackmetalowca. Zjadłeś zęby na Thy Light i Wolves In The Throne Room, Manetheren słuchasz do porannej kawy a kładziesz się spać przy Ash Borer. Wszyscy mają cię za ponurego upiora snującego się po świecie w poszukiwaniu tej jednej, jedynej brzytwy. Ale przecież ty też masz uczucia! Chciałbyś sobie czasami, jak każdy normalny, posiedzieć w parku pod drzewkami, z pysznym lodzikiem w dłoni i odprężającą muzyczką na uszach. Tylko czego powinieneś posłuchać żeby pasowało do gustu i stylówy? Cóż, ja bym polecił nową płytę Timor et Tremor.

Wydany bardzo niedawno krążek zawiera osiem kompozycji wspólnie trwających czterdzieści pięć minut. To trzeci pełnoprawny krążek niemieckiego kwartetu, a za wydanie odpowiada Trollzorn. To tyle z konkretów wydawniczych. Layoutu nie widziałem.

Jak można wywnioskować z wstępu mamy do czynienia z graniem czerninowo-atmosferycznym. Metal Archives podaje, że to pagan black, ale to określenie do For Cold Shades zupełnie nie pasuje. Są tu co prawda ciągotki paganowo-folkowe, ale to co najwyżej smaczki dodatkowe. Podstawą jest atmospheric. I tutaj dochodzimy do  głównej sprawy. Atmo black według mojego mniemania (a także gustu) powinien być mroczny jak majciochy Batmana i lodowaty jak wagina twojej byłej. Tymczasem Timor et Tremor gra jakoś tak dziwnie… wesoło. No, może nie wesoło, ale nie znajdziesz tu klimatu wyciszenia i nostalgii. Te dźwięki i aranżacje są zbyt jasne, zbyt ciepłe, zbyt pogodne. Kojarzą mi się z blackmetalową wersją twórczości Dark Tranquillity (i nie mogę powiedzieć, że to komplement). Przez większość płyty jest ładnie i spokojnie, szczególnie gdy wątki folkowe zostaną bardziej zaznaczone, jak na Yearning na przykład. Albo gdy pojawią się czyste chórki w Oath Of Life. Albo na Alpha And Omega, już totalnie w stylu DT. Niby możemy uznać, że pod koniec płyty nie jest już tak miło i słonecznie, a ostatni Pale Faces przez fana Teletubisiów może uznać za mroczny, ale typowy metalowiec dalej będzie uważał For Cold Shades za płytę prawie radosną. Czy to wada czy zaleta, to już leży w twojej ocenie. Jak już powiedziałem, ja od atmoczerniny oczekuję chłodu i melancholii, wesołość mam w punku szeroko pojętym. Z tego też tytułu Timor et Tremor nie przemówił do mnie zbytnio, choć nie mogę odmówić chłopakom pewnej umiejętności kompozytorskiej. Utwory są dobrze poskładane, prawidłowo odegrane, nie nudzą i potrafią dać trochę przyjemności. Umiejętności muzyków sprawdzają się jak trzeba, produkcja także, choć sam uznaję ją za ciut zbyt sterylną. Może nawet sztuczną.

Dla kogo więc przeznaczona jest ta płyta? Myślę, że poza opisanymi w wstępie osobistościami, a także kimś świeżym w metalu, niewiele osób będzie jakoś specjalnie nią oczarowanymi. Nie jest zła, ale na pewno nie można powiedzieć, że jest naprawdę dobra. Dla mnie to wyższe stany średnie.

Ocena: 6,5/10

Kapitan Bajeczny
Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , .