UADA – “Djinn” (2020)

Poniższa recenzja nie zawiera odniesień do wiadomego duetu. Amerykańska UADA wypuściła właśnie swój trzeci pełniak, następcę debiutanckiego Devoid of Light (2016) i świetnego Cult of a Dying Sun (2018). Zapowiadany od kilku miesięcy Djinn to godzinne spotkanie z muzyką zespołu, który coraz pewniej snuje swoją nowoczesną wizję black metalu, inspirowanego tak zwaną „drugą falą” tego gatunku. Zapoznanie się z Djinn może być decydującym momentem, w którym sceptycznie nastawieni do kapeli słuchacze zerwą przyklejoną zakapturzonym postaciom łatkę pozerów, udających sami-wiecie-kogo.

Premiera Cult of a Dying Sun przed dwu laty poniekąd rozwiała moje wątpliwości co do kierunku, w jakim zmierza kwartet z Portland w stanie Oregon. Muzycy postawili wtedy na większy indywidualizm i bardziej swobodne podejście do blacku. Oczekiwania wobec kolejnej płyty składu UADA były zatem słusznie wygórowane. Album otwiera tytułowy Djinn, którego brzmienie przypomina dobrze znane z poprzednich kompozycji grupy eksploracje melodyjnego black metalu, opartego o gitarowy duet – wiodącą siłę kapeli szczególnie na najnowszym krążku. Zapoznając się z lekkimi motywami w tym numerze, podczas pierwszego odsłuchu miałem wrażenie, że UADA swoją zawieszoną wyżej poprzeczkę próbuje pokonać w jakiś nowy, nie do końca zrozumiały sposób. Rozbicie utworu, celem umiejscowienia pośrodku spokojnego pasażu jest decyzją, do której przywykłem dopiero po kilku próbach. Choć niekoniecznie się do niej przekonałem.

Kolejne kompozycje to powrót do bardziej tradycyjnego stylu UADA. W The Great Mirage muzycy w pełni wracają do wypracowanego na poprzedniej płycie stylu. Są tu zatem zarówno ciężkie riffy, jak i powolne, atmosferyczne melodie. Znowu nie zawodzi gitarowy mariaż, żonglujący dźwiękami, które składają się na jeden z ciekawszych kawałków w twórczości kapeli, który może rewelacyjnie wypadać podczas koncertów. No Place Here to jeden z dwóch najdłuższych, prawie czternastominutowych utworów na Djinn. Prawdziwy kolos, przy budowie którego muzycy nie zawahali się podejść do swojej twórczości z bardziej progresywnym zacięciem. Przez cały numer towarzyszą nam powtarzające się motywy, poparte wolniejszym tempem i spokojniejszymi wstawkami. Rytm przyspiesza w In the Absence of Matter, numer ten konkurować może ze Snakes and Vultures z poprzedniego albumu spod znaku UADA. Równie szybko kwartet z USA gra w Forstless, nie skąpiąc miejsca na ciekawe zastosowanie efektów i użycie sitara, którego zdecydowanie mogło być tu więcej, sugerując się tytułem albumu.

Finałowy Between Two Worlds, najdłuższy numer na płycie, to zdecydowanie najmocniejsze uderzenie spośród sześciu kompozycji zawartych na Djinn. Oby była to zapowiedź kierunku, w jakim muzycy chcą podążać w przyszłości, gdyż światy, które się tu ze sobą zderzają to wyśrubowane już brzmienie kapeli, z którym kontrastuje bardziej agresywna wizja, na przykład w bardziej surowych wokalach, cięższych riffach i marginalizacji melodyjnych motywów. Solówka, która pojawia się pod koniec Between Two Worlds, inspirowana poniekąd heavy metalem z lat osiemdziesiątych, to szczypta świeżości w świecie osłuchanych i oklepanych rozwiązań, na których UADA opiera swoją twórczość.

Nie ulega wątpliwości, że Amerykanie z UADA zdążyli zyskać rzeszę fanów na świecie, którzy dostrzegają w ich muzyce dozę indywidualizmu i oryginalności. Można się kłócić z tym stwierdzeniem, aczkolwiek każde kolejne spotkanie z autorami Djinn coraz bardziej przekonuje mnie w słuszności pozytywnych recenzji płyt kapeli. Do ich najnowszego dziecka podchodziłem z rezerwą, gdyż opublikowane wcześniej single Djinn i No Place Here nie zrobiły na mnie większego wrażenia. Koniec końców, warto było czekać aż ukaże się cały album – odbiór tego materiału w całości ma o wiele większy sens niż słuchanie pojedynczych numerów. Po kilku odsłuchach wydawnictwa wciąż uważam Cult of a Dying Sun za ciekawszy i bardziej wpadający w ucho krążek. Na Djinn zabrakło mi agresywnego i bezkompromisowego uderzenia, które powinno być siłą napędową kapeli. Ta płyta różni się od poprzedniczek, co oczywiście stanowi o ciągłym poszukiwaniu innego brzmienia, które krok po kroku wprowadza grupę do panteonu najlepszych przedstawicieli młodego pokolenia w światowym black metalu. Pozostaje czekać na kolejne wydawnictwa i – dla kontrastu z Djinn – bardziej nieubłaganego ciosu, w którym melodyjne motywy zejdą na dalszy plan.

Ocena: 7,5/10

Vladymir
Latest posts by Vladymir (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , .