Vassafor – „To The Death” (2020)

  •  
  •  
  •  
  •  

Vassafor nie jest formacją bijącą rekordy popularności, nie gra też ładnych piosenek – czyli tak jak przystało na zespół, który para się łączeniem black i death metalu. Nowozelandzka załoga ma jednak w swoich szeregach muzyków, którzy odpowiadali niegdyś za brzmienie
Ulcerate czy Diocletian – i choćby to sprawia, że albumem „To the Death” warto się zainteresować.

Założony przez gitarzystę Phila Kusabsa w 1994 roku zespół ma stosunkowo skromną dyskografię, nawet biorąc pod uwagę przerwę w funkcjonowaniu w latach 1997 – 2004. Dość powiedzieć, że pierwszym pełnym albumem ekipy był „Obsidian Codex” z roku… 2012. Lata oczekiwań na premierowy krążek zostały jednak zrekompensowane. W pewnych proporcjach można by uznać tę płytę za podsumowanie, a także rozwinięcie brzmienia zespołów pokroju Mitochondrion, Diocletian, Teitanblood czy Antediluvian. Splecione na „Obsidian Codex” tropy tych zespołów skrzyżowane zostały ponadto z upiorną, lovecraftowską atmosferą i dość znaczącymi regulacjami tempa. W 2017 roku Kusabs i spółka wypuścili drugi longplay zatytułowany „Malediction”, stanowiący kontynuację pomysłów, które zaserwowane zostały słuchaczom pięć lat wcześniej. Formuła bagiennego, śmiercionośnego brzmienia została wówczas doprowadzona do perfekcji. Pozostawało pytanie – czy w takim wypadku Vassafor dokona jakiejś wolty i zredefiniuje nieco swoje brzmienie?

Tegoroczny „To the Death” i na tym polu spełnia oczekiwania, przy czym to najprzystępniejsza (o ile to trafne słowo) pozycja w katalogu zespołu. Oczywiście, próg wejścia wciąż jest wysoki, dla mniej wprawionych słuchaczy może być nawet bolesny, ale to nadal pozycja wysokiej próby. Poza mocniej zaakcentowaną melodyką nagrań, zwrócić należy także uwagę na większą motoryczność. Chodzi głównie o elementy death/doomowe – wciąż pełnią istotną rolę, choć nie nasycają już płyty w tak znacznym stopniu. Już rozpoczynający płytę „Egregore Rising” wskazuje wspomnianą zmianę kierunku – kompozycja rozpoczyna się jawnie black metalowym riffem, potem przechodzi w jadowity death, by za chwilę niemal skonać w walcowym tempie… i powraca z powrotem do obskurnego death metalu. Liczba pomysłów przewijających się przez utwory wciąż zaskakuje, niemniej zespół cały czas żyje, oddychając śmiercionośną atmosferą. Wieńczący krążek siedemnastominutowy kolos „Singularity” stanowi w tej dziedzinie manifest Vassafor i podsumowuje brzmienie nowozelandzkiej formacji. Zaskoczeniem może być końcówka, przywodząca luźne skojarzenia z bardziej heavy metalowym obliczem Darkthrone.

„To the Death” w żadnej materii nie stanie się wyłomem w dyskografii zespołu. Raczej nie przekona nieprzekonanych, nie stanie się również dziełem, o którym w metalowym światku będzie mówiło się z wypiekami na twarzy. A jednak to jedna z najlepszych, a na pewno
najgęstszych płyt obecnego roku, nawet pomimo pewnych koncesji poczynionych przez zespół na polu wygładzenia brzmienia.

ocena: 8/10

Tagi: , , , , , , , , .