Znów powrócę do gothic/doom metalowych dźwięków, tym razem pod szyldem When Nothing Remains. Szwedzki zespół mimo już trzech pełnowymiarowych wydawnictw na swoim koncie, nie jest tak szeroko rozpoznawalny jak niektórzy inni koledzy parający się taką stylistyką grania. Niemniej ich najnowszy album In Memoriam zdecydowanie zasługuje na uwagę i poświęcenie mu tej godziny, która na pewno nie będzie godziną straconą.
Moje pierwsze wrażenie po odsłuchaniu materiału, bez zagłębiania się w szczegóły, było bardzo pozytywne. Tak naprawdę jest to pierwszy album zespołu, który przesłuchałam w całości za pierwszym podejściem, a później chętnie do niego wracałam. Wszystko dlatego, że tym razem Szwedzi stworzyli materiał jeszcze bardziej przejrzysty, mniej dłużący się. Kompozycje dzięki wyeksponowaniu refrenów przez czysty wokal, którego swoją drogą jest więcej niż na poprzednikach, są bardziej przyswajalne. Doom metalowy ciężar w idealnych proporcjach komponuje się z gotycką otoczką. Pierwsze skojarzenia jakie przychodzą na myśl to: My Dying Bride (z późniejszego okresu twórczości), Swallow the Sun, czy Doom:VS.
Sam początek albumu – intro w Reunited In The Grave – już przywodzi na myśl twórczość Brytyjczyków z MDB. Pierwsze trzy utwory na płycie są jednak dość oczywiste i przewidywalne, oparte na podobnym schemacie, ale przede wszystkim bardzo charakterystyczne dla stylistyki doom/gothic metalu. Aczkolwiek całe tło sprawia, że te kompozycje są nie tyle, co ciężkie lub depresyjne, ale wręcz powiedziałabym ładne. Nie tylko pierwsze trzy, ale wszystkie na In Memoriam.
Sytuacja zmienia się już w Ghost Story, gdzie praktycznie nie usłyszymy czystego wokalu. Aczkolwiek w The Soil In My Hand czeka na słuchacza iście gothic metalowy klimat z wyłącznie damskimi, nieco operowymi zaśpiewami w wykonaniu Inés Very-Ortíz, której wokal przypomina w niektórych momentach głos Tarji. I jest to najspokojniejszy, a jednocześnie najbardziej gotycki akcent na tym albumie. Zresztą udany.
Bardzo ciekawie wypada też A Lake Of Frozen Tears z ładnie wkomponowaną solówką i nieco innym stylem męskich wokali w porównaniu do początku albumu. Na sam koniec nie mogę nie wspomnieć o najkrótszym i kończącym płytę, ale jakże klimatycznym The Spirits In The Woods. W całości instrumentalny o mocno filmowym/baśniowym charakterze. Ludowe instrumenty w połączeniu z chórem w tle przywołują na myśl sielankę, harmonię, idylliczność. Można uważać, że przez swoją odmienność jest zupełnie oderwany od reszty albumu. Patrząc jednak na historię opowiadaną przez zespół, chociażby przez pryzmat okładek, wydaje się być w pełni uzasadniony i pasujący do całości. Co więcej, jest bardzo dobrym wyborem na zakończenie In Memoriam.
Z pewnością najnowsze wydawnictwo When Nothing Remains nie wnosi nic nowego do stylistyki gothic/doom metalu (swoją drogą, czy naprawdę tego aż tak bardzo należy wymagać). Jednak jak na zespół pozostający gdzieś jeszcze w cieniu innych kapel tego nurtu, stworzył album na naprawdę dobrym poziomie, nie odstający w znaczący sposób od innych płyt z taką właśnie muzyką. Sądzę, że każdy fan tego gatunku powinien sięgnąć po In Memoriam, gdyż nie będzie zawiedziony.
Ocena: 7/10 (w ogólnym ujęciu stylistycznym)
8/10 (w ujęciu twórczości zespołu)
P.S. Pierwszy raz wystawiam podwójną ocenę. Wciąż wahałam się, czy podbić, czy zaniżyć ją o ten jeden punkt – niby różnica niewielka, ale jednak. Wydaje mi się, że takie rozbicie będzie najsprawiedliwsze.
- Debiutancki singiel zespołu Inanes - 28 grudnia 2020
- King Apathy – „Wounds” (2019) - 17 października 2020
- My Dying Bride – „The Ghost of Orion” (2020) - 8 marca 2020
Tagi: 2016, doom metal, Gothic Metal, In Memoriam, nowy album, Solitude Productions, When Nothing Remains.






